Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 6 czerwca 2013

Zidanizacja

fot. skysports.com
Lekarstwem na konflikty i ciągłe napięcia w Realu Madryt ma być Zinedine Zidane. Łysy geniusz wygląda na człowieka godnego zaufania - przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Zidanizacja – powierzenie zadania powszechnie szanowanej i obdarzonej oczywistym talentem osobie, która samym swoim istnieniem będzie w stanie zniwelować wpływ złych doświadczeń z przeszłości, a ewentualne braki w wiedzy i umiejętnościach zakryje samym swym istnieniem.

Termin ten prędzej czy później wejdzie do języka potocznego. Powyższa definicja została zamieszczona po to, by zaoszczędzić czas szukającym jej w Googlach członkom Rady Języka Polskiego (nie musicie dziękować).

Mgliste wizje

Florentino Perez w swoim pierwszy od paru lat długim wywiadzie przeprowadzonym z górą tydzień temu stwierdził, że po odejściu Mourinho nowy projekt sportowy ma zamiar budować wokół Zinedine'a Zidane'a. Dziennikarzom nie udało się wyciągnąć zbyt wielu szczegółów, ale coś jednak wiemy. Francuz będzie pełnił funkcję dyrektorską, nie wiadomo, czy chodzi o posadę dyrektora sportowego (czy wierny i cichy żołnierz Miguel Pardeza zostanie zwolniony?), czy może o coś nowego, uszytego specjalnie na jego miarę.

Wiadomo, że były piłkarz Juventusu będzie odpowiadał za transfery. Według Florentino Pereza od teraz każdy ruch transferowy będzie wynikiem dyskusji Zidane'a z trenerem. Zizou będzie zapewne bardzo blisko pierwszej drużyny, można śmiało założyć, że – biorąc pod uwagę jego ambicje trenerskie – w ośrodku w Valdebebas będzie pojawiał się niemal codziennie. Fakt, że zawodnicy po prostu go uwielbiają, na pewno pomoże. Jose Mourinho, gdy zdał sobie sprawę, jak wielkim szacunkiem cieszy się pozbawiony włosów dżentelmen, odsunął go od swojej ekipy, co w Hiszpanii zostało uznane za ruch zupełnie niezrozumiały. Nikomu to nie szkodziło, a gracze tacy jak Benzema, Oezil czy Varane do dziś powtarzają, że możliwość rozmowy z idolem z dzieciństwa dała im olbrzymiego motywacyjnego kopa i zwielokrotniła zapał do pracy (co, zwłaszcza w przypadku leniwego z zasady Mesuta, było zbawienne). Gdyby trener kazał im, zamiast grać w piłkę, kopać doły, to w Madrycie w parę dni powstałoby gigantyczne sztuczne jezioro w kształcie twarzy berberyjskiego wirtuoza.

Niezależnie od tego, jaką posadę dostanie Zinedine w stolicy Hiszpanii, czy będzie pomocnikiem trenera, doradcą prezesa, ważnym dyrektorem - wiadomo, że środowisko madridistas przyjmie go z otwartymi rękami i bez cienia wahania, traktując Francuza jako swoistą odtrutkę po, jakby nie patrzeć, bardzo trudnym okresie obcowania z Jose Mourinho.

Obiecująca przeszłość


Po zakończeniu kariery piłkarskiej Zizou przez kilka lat trzymał się z dala od świata futbolu. Nie wytrzymał jednak długo – wrócił w 2009 roku i został osobistym doradcą Florentino Pereza. Pierwszą radą, jaką Francuz miał dla swojego nowego-starego szefa, było kupienie Edena Hazarda. Belg przebijał się wtedy do wyjściowego składu Lille, chwilę wcześniej zaliczył debiut w dorosłej kadrze i mimo że uchodził za wielki talent, globalnie był raczej mało znany. Francuz zapewnił, że gdyby to od niego zależało, toby pomocnika kupił bez względu na cenę. 18-letni wówczas zawodnik w wywiadzie dla Le 10 Sport powiedział nawet, że gdyby mógł wybierać, to najchętniej przeniósłby się do Madrytu, i że ten kierunek jest dla niego znacznie bardziej kuszący niż Chelsea(!). Finał całej historii wszyscy znamy.

Kolejnym zawodnikiem, którego gorąco polecał Zidane, jest oczywiście Varane. W tym wypadku Real posłuchał rad swojej legendy i wyszedł na tym całkiem dobrze. Nie jest też żadną tajemnicą, że właśnie dzięki osobistemu zaangażowaniu Zidane'a, Karim Benzema poradził sobie z problemami, które przez kilkanaście miesięcy sprawiały, że dla Realu Madryt był raczej kulą u nogi niż jakąkolwiek pomocą. Mimo że zakres zadań Zizou przez długi czas był niejasny, a jego wpływ na drużynę siłą rzeczy ograniczony, to nie pojawiły się absolutnie żadne informacje na temat tego, by za sprawą bezwłosego geniusza Realowi przydarzyło się coś złego. Jego postać jest kryształowo czysta.

Odpowiedni człowiek?


Zastanawiając się nad tym, czy stawianie Francuza na piedestale jest rozsądne i uzasadnione, do głowy przychodzi tylko jeden argument przeciw, ale za to argument dość poważny. Chodzi o to, że tak na dobrą sprawę nie wiemy, ile jest Zidane'a w tych wszystkich pomysłach, ile jego talentu, a ile talentu doradców. Francuz praktycznie nie udziela się w mediach (to się, według zapewnień Florentino Pereza, niedługo zmieni), czasami udaje się wyciągnąć od niego jakiś komentarz zawsze utrzymany jednak w tonie skrajnie neutralnym. O przygniatającej większości decyzji i opinii Zizou dowiadujemy się od osób trzecich.

Taki system siłą rzeczy ogranicza możliwość weryfikacji informacji. Nie wiemy, czy Zidane naprawdę jest tak zakochany w Bale'u, że zdeterminowany, by zrobić wszystko, byle tylko zobaczyć Walijczyka w białej koszulce najlepszego klubu ubiegłego wieku. Nie mamy pewności, czy Francuz rzeczywiście jak lew walczy o miejsce Jese Rodrigueza w pierwszej drużynie. Ciągle opieramy się na przekazie medialnym, który równie dobrze może być skrajnie zmanipulowany przez sztab marketingowców Realu starających się naprawić podniszczony wizerunek klubu.

Wizja genialnego Zizou jak Napoleon siedzącego na tronie, wyciągającego zza pazuchy coraz to nowe talenty, kupującego wielkie gwiazdy, siłą swojego autorytetu rozwiązującego każdy konflikt jest bardzo piękna i bardzo łatwo jej się poddać. Co jednak stanie się, gdy to wszystko okaże się mrzonką?

Tragedii nie będzie. Zidanizację można wszak przemianować na Raulizację, Morientesyzację albo Beckhamizację.

Piotr Dyga Daniel Markiewicz
comments powered by Disqus
facebook