Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 26 listopada 2013

Zespół Cracovii gorszy od piłkarzy Lecha

fot. pogonszczecin.pl
Wczorajsza wygrana Lecha z Cracovią jest triumfem Polskiej Myśli Szkoleniowej. Dla całej ligi jest to sygnał, że w celu osiągnięcia dobrej pozycji w tabeli o wiele bardziej opłaca się po prostu przeszkadzać niż grać w piłkę. Jeśli polscy trenerzy i prezesi wyciągną z niej dalekosiężne wnioski, źle to wróży przyszłym przygodom polskich zespołów w europejskich pucharach.

Trzeba oddać Lechowi, że z Cracovią grał na wysokim ryzyku i rzucił na szalę to, co miał najlepszego - szybkie ataki złożone z kilku podań, strzały z dystansu (celne!), dobrze wykonywane stałe fragmenty gry. Ten ostatni element poprawił się znacznie, odkąd zdrowy jest Barry Douglas. Nie da się ukryć, Lech rozbił Cracovię i pozostawił po sobie dobre wrażenie.

Rzecz w tym, że w pierwszej połowie Lech grał koszmarnie w defensywie, a sam Boljević mógł zdobyć w całym meczu 5 goli, przy czym 3 z pola karnego. Ostatecznie zdobył jednego, przy którym błąd popełnił sędzia liniowy i bramka nie została uznana. Pomimo pressingu Lecha krakowianie dobrze rozgrywali piłkę i stworzyli sobie sporo świetnych sytuacji - nie wykorzystali jednak żadnej. W drugiej połowie Lech nieco poprawił grę, a szybko strzelony gol zupełnie podciął skrzydła Pasom i przewaga gospodarzy zupełnie zniknęła. Lech zaczął w pewnym stopniu kontrolować grę, ale ostatecznie i tak stracił jedną bramkę. Nadal wykorzystywał jednak wolne przestrzenie za bocznymi obrońcami Cracovii, która przez całe spotkanie grała ofensywnie, ale ze stopniowo malejącą pewnością siebie.

Lech świetnie grał z kontrataku, ale szala w bitwie taktycznej przechylała się to na jedną, to na drugą stronę i ciężko powiedzieć, by któryś zespół miał wyraźną przewagę wynikającą ze sposobu gry. Ewentualnie można uznać, że Lech lepiej wykorzystywał błędy Cracovii, w czym pomagał im wysoki pressing. Bezpieczne jest jednak założenie, że odpowiedzialność za sposób gry przyjmują trenerzy, natomiast za skuteczność wykonywanych działań - piłkarze. Lech wygrał dzięki dobrej grze swoich piłkarzy w fazie ofensywnej, a Cracovia nie była w stanie odpowiedzieć tym samym. Trudno się dziwić - wystarczy przejrzeć kadry obydwu zespołów, by zauważyć, że Lech ma zdecydowanie lepszych piłkarzy. Gdy Lech odpadał z Ligi Europy z litewskim Zalgirisem., z różnych względów tamten skład grał znacznie słabiej od obecnego, a sposób gry w żaden sposób nie niwelował braków indywidualnych. Synergia zespołu nie była obecna.

Nie inaczej jest obecnie, choć poprawę jak najbardziej da się zauważyć. Co prawda nadal dokładne rozgrywanie ataku pozycyjnego to dla Lecha czarna magia, ale poznański zespół jest już w stanie wygrywać mecze, w których jako pierwszy traci gola (w tym sezonie z 9 takich spotkań 5 przegrał, 3 wygrał - rewanż z Zalgirisem, z Górnikiem i Lechią, oraz 1 zremisował - z Legią). Sporą różnicę robi w Lechu Murawski, który swoją mobilnością i wydolnością dodaje atutów pod obydwoma bramkami, a często jest łącznikiem między defensywą a atakiem. Lech mocno polega też na Lovrencsicsu - gdy Węgier gra słabo, Lech nierzadko rzuca ręcznik, ale w przeciwnym wypadku zwycięstwa są bardzo prawdopodobne.

Z kolei Cracovia, skazywana przed sezonem na spadek, wyśmiewana w poprzednim sezonie za "granie tiki-taki w lidze dla kopaczy", zdobyła tylko 5 punktów mniej niż Lech. Dużym problemem Wojciecha Stawowego jest ostatnio brak Nowaka i Ntibazonkizy, bez których zespół traci sporo swojej wartości. Niełatwo też ograniczyć ilość błędów w rozgrywaniu, gdy na środku obrony gra Mateusz Żytko, który przy wszystkich dobrych chęciach nie jest najlepszym kandydatem do gry krótkimi podaniami. Nieco lepiej radzi sobie z tym Kosanović, ale on z kolei ma problemy z ustawieniem i czasem kompletnie nie radzi sobie w odbiorze, zwłaszcza ze zwrotnymi rywalami. Faktem jest też, że zwykle broniący dobrze Pilarz tym razem zawalił dwa gole.

Na krótką metę sposób myślenia Stawowego mógł okazać się zgubny dla Cracovii, tymczasem Pasy są w górnej połówce tabeli, a pozytywny wpływ filozofii trenera Cracovii na młodych zawodników jest nieoceniony. Warto czasem wykazać więcej elastyczności, ale dokładne podania do kolegi, zwłaszcza w tempo, są raczej rzadszym niż częstszym zjawiskiem w Ekstraklasie i w dłuższym okresie czasu taka filozofia może zaprocentować, zwłaszcza jeśli zarząd klubu zadba o odpowiednie szkolenie młodzieży. Tymczasem Lech wydając grube pieniądze na zawodników z zagranicy ogranicza się do doskonalenia gry z kontrataku, w wyniku czego nie umie pokonać słabiutkiego zespołu z Litwy, ponieważ ten zaparkował autobus przed bramką.

Nie ma właściwego sposobu na granie w piłkę, ale pomimo ogromnych sukcesów Mourinho reaktywność nie jest zawsze idealną drogą do zwycięstw. Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook