Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 11 maja 2013

Zapowiedź weekendu - sobota

fot. skysports.com
Futbolowy dzień pod znakiem pogoni - Legia goni Lecha, Eintrach (beniaminek!) goni za Ligą Mistrzów, City i Wigan za Pucharem Anglii, Augsburg będzie chciał pogonić Bayernowi kota, żeby się utrzymać, a do tego jeszcze polski klub ze Szczecina, który gonitwę ma zawartą w nazwie, również musi uciekać do przodu, by za kilka tygodni nie obudzić się jako pierwszoligowiec.

13:30 Pogoń - GKS

Jeszcze wczoraj około godziny 19 wydawało się, że sytuacja na dole tabeli jest ultraciekawa - Podbeskidzie prowadziło z Polonią, miało tyle samo punktów, co Pogoń i w zanadrzu mecz ze szczecinianami u siebie. Podopieczni Czesława Michniewicza wypuścili jednak z rąk nie tylko zwycięstwo, ale również remis, dając "Portowcom" szansę na zwiększenie przewagi do sześciu oczek.

Drużyna trenera Wdowczyka walczy więc dziś o jak największy spokój, ale Bełchatów nie powinien odpuścić - w przypadku zwycięstwa będzie miał tyle samo punktów, co Podbeskidzie, a wobec potencjalnych kłopotów licencyjnych Polonii zajęcie nawet przedostatniego miejsca w lidze może mieć ogromne znaczenie.

Na korzyść GKS-u przemawia wiosenny dorobek - zespół zdobył już 14 punktów, Pogoń - zaledwie pięć. Do składu "Portowców" wraca pauzujący wcześniej za kartki Edi, niepewny jest występ Donalda Djousse i Dusana Pernisa. Z kolei w Bełchatowie na sto procent mogą nie być gotowi Basta, Traore i Nowak.

W poprzedniej kolejce Pogoń uległa Śląskowi 0-1. Lepsze nastroje panują o dzisiejszych gości, którzy mają za sobą passę trzech meczów bez porażki, w których zdobyli aż 7 punktów. Wiosenne egzaminy boiskowe Bełchatowianie zdają na razie na szóstkę, co u zespołu mającego w kadrze aż pięciu tegorocznych maturzystów dziwić nie powinno.
[DM]

15:30 Bayern Monachium – FC Augsburg

W sobotnie popołudnie na Allianz Arena rozegrane zostaną małe Derby Bawarii. Wszystko wskazuje na kolejne spotkanie do jednej bramki, ale walczący o ligowy byt goście liczą na cud w Monachium.

Logicznych przesłanek ku takiemu rozwiązaniu brak. Na wiosnę Bayern regularnie tłucze rywali grając nawet w rezerwowym zestawieniu, a w Dortmundzie dopiero po raz pierwszy w tym roku powinęła mu się nuda na niemieckich boiskach. Dodatkowo historia bezpośrednich pojedynków nie daje gościom żadnych szans: w dotychczasowych pięciu starciach ich największym sukcesem było jedynie strzelenie bramki, a w trwających rozgrywkach Augsburg już dwa razy musiał uznać wyższość Bayernu. Najpierw ekipa z Monachium ograła ich w lidze, a za chwilę wyrzuciła z krajowego pucharu.

Augsburg, który jeszcze zimą znajdował się na samym dnie ligowej tabeli, może się jeszcze utrzymać w Bundeslidze bez konieczności rozgrywania baraży. Do tego potrzebują jednak punktów. W ostatnim meczu sezonu podejmą na własnym boisku już zdegradowane, ale z drugiej strony przebudzone w końcówce Fürth, natomiast dzisiaj spróbują napsuć krwi mistrzom Niemiec. Drogę wskazał im Fryburg, który dwa tygodnie temu postawił się Bayernowi, choć ostatecznie mimo niezłej postawy do domu i tak wrócił z pustymi rękoma.

W tamtym meczu podstawowi zawodnicy Heynckesa odpoczywali. Teraz o taryfie ulgowej nie będzie już mowy. Sezon wkracza w decydująca fazę, przed kluczowymi bojami w Lidze Mistrzów i Pucharze Niemiec Bayern zagra już tylko dwa razy i trener już zapowiedział, że w obu tych spotkaniach będzie stawiał na najlepszych.

Publiczność na Allianz Arena zawsze żywiołowo przyjmuje podawane przez spikera informacje, że ich krajanom powodzi się na innych ligowych arenach, ale dzisiaj żadna solidarność nie wchodzi nawet w rachubę. Gospodarze zrobią bowiem wszystko, by nie popsuć mistrzowskiej fety. W końcu najważniejsze wydarzenia na boisku będą miały miejsce dopiero po zakończeniu meczu. Wtedy to Lahm i spółka odbiorą Srebrną Paterę za 23. tryumf w Bundeslidze, a odpowiednią rozgrzewką przed świętowaniem najpierw na murawie, a później na Marienplatz będzie odprawienie z kwitkiem Augsburga. Trudno sobie wyobrazić inny scenariusz niż gładkie zwycięstwo Bayernu, ale, no właśnie, nie takie dziwa futbolowy świat już widział.
[MaO]

15:30 Werder Brema – Eintracht Frankfurt

Znacznie ciekawsze wydaje się spotkanie w Bremie, gdzie miejscowy Werder podejmie „Orły” z Frankfurtu. Mecz o wielką stawkę, zarówno dla jednej, jak i drugiej strony.

Gospodarze wiosną spisują się fatalnie, obecnie kontynuuje serię 11 meczów bez zwycięstwa i cały czas osuwają się coraz niżej w tabeli. Na dwie kolejki przed końcem sezonu nad znajdującym się w strefie barażowej Augsburgiem mają już tylko trzy punkty przewagi. Ekipa Schaafa tydzień temu w meczu z Hoffenheim była bardzo bliska ostatecznego zapewnienia sobie utrzymania, ale mimo dwubramkowego prowadzenia pozwoliła „Wieśniakom” doprowadzić do remisu, a decydującą bramkę straciła już w doliczonym czasie gry.

Przeciwko gospodarzom przemawia nie tylko teraźniejszość, ale i przeszłość: z drużyną z Frankfurtu nie wygrali od czterech lat, a jesienna potyczka skończyła się solidnym laniem.

Na drugim biegunie niż Werder znajduje się zespół Eintrachtu. Beniaminek zaliczył genialną jesień, w rundzie rewanżowej zdecydowanie spuścił z tonu, ale przyszłoroczny występ w Lidze Europy dalej jest na wyciągnięcie ręki, a przy szczęśliwym zbiegu okoliczności może nawet i start w eliminacjach Ligi Mistrzów. Wiosną miewali już co prawda wstydliwe serie bez strzelonego gola, ale z Fortuną na moment zapomnieli o swoich słabościach. Namiastkę pierwszej rundy przywołał Alex Meier, który dwa razy wpisał się na listę strzelców.

Meier jednak na Weserstadion z powodu kontuzji stawu skokowego nie zagra, podobnie jak kapitan „Orłów”, Schwegler (pachwina), oraz wracający dopiero do treningów po złamaniu ręki Trapp. Po stronie gospodarzy na pewno nie zobaczymy odsuniętych dyscyplinarnie od drużyny Arnautovicia i Elii, a prawdopodobna jest również nieobecność wracającego do zdrowia po grypie żołądkowej Junuzovicia.

Mecz będzie szczególny dla Thomasa Schaafa. Najdłużej pracujący trener tymczasowy w historii Bunesligi w czwartek obchodził 14-lecie pracy nad Wezerą, ale bardzo możliwe, że spotkanie z Eintrachtem będzie dla niego pożegnalnym meczem na własnym stadionie w roli szkoleniowca Werderu. Z powodu fatalnych wyników sportowych i problemów finansowych sytuacja w klubie jest napięta, a jeden z najbardziej prawdopodobnych ruchów latem to właśnie zmiana na ławce. Ostateczna decyzja co do przyszłości trenera zapadnie jednak dopiero po zakończeniu sezonu.
[MaO]

18:00 Jagiellonia - Legia

Legia Warszawa przyjedzie do Białegostoku w glorii zdobywcy Pucharu Polski. Wygranie krajowego trofeum nie przykryje jednak problemów sportowych i pozaboiskowych, z jakimi boryka się stołeczny zespół. Na drodze do mistrzostwa stanie Jagiellonia, która zawiodła kibiców w ostatnich meczach i oddaliła się od czwartego miejsca, premiowanego udziałem w eliminacjach Ligi Europy.

Gospodarze od długiego zmuszeni są do gry bez Niki Dzalamidze. Najpoważniejszym osłabieniem jest brak Tomasza Hajty, który musi oglądać mecz z wysokości trybun z powodu kary za incydent w spotkaniu z Lechem Poznań. Jagiellonia umie grać ofensywny futbol opierający się na sprawnej wymianie podań między ofensywnymi pomocnikami - Quintaną i Plizgą. Poszukiwanie luki w defensywie Legii może doprowadzić do groźnych sytuacji pod bramką Kuciaka, jednak sporo uwagi pszczółek powinno tyczyć się łatania dziur we własnych szeregach obronnych.

Po "zwycięskiej" porażce ze Śląskiem Wrocław warszawianie wracają na ekstraklasowe boiska bez Ljuboji. Obaj (wspólnie z Radoviciem) przybysze z Bałkanów nie znali umiaru w świętowaniu zwycięstwa w finale Pucharu Polski i decyzją władz klubu zostali ukarani, co może oznaczać koniec serbskiego dyktatu przy Łazienkowskiej. Na domiar złego przeciwko Jagiellonii zabraknie Dominika Furmana i Inakiego Astiza, zmagających się z kontuzjami, a za żółte kartki pauzuje Ivica Vrdoljak. Na szczęście dla Jana Urbana coraz bliżej gry są Bereszyński i Wawrzyniak. W napardzie największa odpowiedzialność spadnie na barki Dwaliszwilego i Saganowskiego, którzy - wobec odsunięcia Ljuboji - wydają się pewniakami do pierwszego składu.

Problemy Legii mogą być wodą na młyn dla Jagi, która powinna zdecydować się na ofensywną grę i nie kalkulować bilansu zysków i strat. Natomiast faworytowi do mistrzostwa Polski przyświecać będzie zachowanie czystego konta straconych bramek, a wywiezienie kompletu punktów z Białegostoku staje się celem nadrzędnym, niezależnie do poziomu i stylu prezentowanego na murawie.
[MiO]

18:15 Manchester City - Wigan

W cieniu poważnych doniesień o zastąpieniu Roberto Manciniego Manuelem Pellegrinim, Manchester City zmierzy się na Wembley z Wigan Athletic w 132. finale Pucharu Anglii. Podobno sam triumf włoskiego menadżera to za mało, aby utrzymać stanowisko, niemniej Mancini, owładnięty manią wygrywania, nie zrazi się żadnymi doniesieniami i będzie chciał zdobyć trzecie trofeum w trzecim swoim pełnym sezonie.

Wigan, wyraźny outsider, osiągnąwszy swój pierwszy w historii finał pucharowych rozgrywek, pozornie wygląda na niezainteresowane zwycięstwem. Od paru tygodni priorytetem dla klubu Dave'a Whelana jest utrzymanie statusu zespołu Premier League, ale kto w obliczu pełnych trybun Wembley będzie zaprzątał sobie głowę wtorkowym meczem z Arsenalem? Po ostatnim ligowym spotkaniu z City, przegranym 0:1, pozytywów nie brakowało, wszak nawet piłkarze z Eithad Stadium przyznali, że Wigan było w tym meczu przez większość czasu po prostu lepsze.

Mancini będzie miał z kogo wybierać – Yaya Toure, David Silva, ale także Maicon, Jack Rodwell czy Micah Richards są gotowi do gry, aczkolwiek w kadrze meczowej spodziewamy się tylko dwóch pierwszych. The Citizens pod wodzą Włocha w 18 meczach pucharowych zawsze strzelali gola, co z pewnością martwi Martineza, ponieważ musi zestawić swoją defensywę bez Maynora Figueroi, Jeana Beausejoura, Ivana Ramisa, Rona Stama i być może Antolina Alcaraza. Co gorsza, Wigan nie strzeliło The Citizens gola od siedmiu spotkań, a ostatnie zwycięstwo nad dzisiejszym rywalem odnieśli w 2009 roku. Obaj szkoleniowcy zgodnie wystawią nominalnie rezerwowych bramkarzy – w City będzie to Costel Pantilimon, w The Latics Ali Al-Habsi.

Warto wspomnieć, iż Roberto Mancini to wybitny specjalista w zdobywaniu krajowych pucharów. We Włoszech jako zawodnik Sampdorii i Lazio wygrywał Coppa Italia sześć razy, a jako menadżer Fiorentiny, Lazio i Interu pięciokrotnie. W Manchesterze City przerwał trwającą 35 lat posuchę i po golu Yayi Toure wzniósł dwa lata temu także Puchar Anglii. Czy da dziś swojemu klubowi szósty triumf w tych rozgrywkach? A może czeka nas ogromna niespodzianka i Wigan Athletic zaprezentuje jeden z tych niesamowitych występów, dających w poprzednich latach utrzymanie w lidze? Jak powiedział Vincent Kompany, Wembley rodzi wielkie legendy i na to właśnie liczymy.
[DK]

21:30 Porto - Benfica

FC Porto rozpoczęło sprzedaż biletów na mecz z Benfiką w ten wtorek, a już w czwartkowy poranek stadionowe kasy świeciły pustkami. Bitwę o Portugalię obejrzy z trybun Estadio do Dragao 50 399 kibiców.

Na dwie kolejki przed końcem rozgrywek w tabeli ligi portugalskiej prowadzi Benfica z dwupunktową przewagą, ale według bukmacherów to „Smoki” są faworytem spotkania określanego niewątpliwym hitem rozgrywek. Jeśli FC Porto wygra, przybliży się do kolejnego, trzeciego z rzędu tytułu mistrzowskiego, a trenera Vitora Pereirę do zmiany klubu na angielski Everton, gdzie miałby zastąpić przechodzącego do Manchesteru United Davida Moyesa.

Skąd w ogóle takie zainteresowanie tym spotkaniem? Przez niemal cały sezon obydwie drużyny wygrywały mecz za meczem, w tabeli szły niemal łeb w łeb. Zresztą żadna z nich nie przegrała jeszcze meczu ligowego, a różnica punktowa między Benfiką a FC Porto bierze się z lekkiego potknięcia „Smoków”. W 23. kolejce zremisowali mecz na wyjeździe z Maritimo. Przewaga Benfiki mogła być większa i wtedy ten mecz nie byłby aż tak emocjonujący, gdyby nie ich ostatni mecz, w którym ledwie zremisowali 1-1 z rewelacyjnym beniaminkiem – Estoril.

Dodatkowego smaczku tej rywalizacji nadaje obsada sędziowska. Arbitrem spotkania będzie jeden z najlepszych portugalskich sędziów – Pedro Proenca. Z tego wyboru nie do końca są zadowoleni kibice Benfiki, którym w ostatnich latach ten akurat arbiter „przekręcił” (ich zdaniem) kilka spotkań. Dodatkowo Proenca jest jednym z tych arbitrów, za którym po całej Portugalii ciągnie się opinia sprzyjającego zespołowi „Smoków”. Jak wyliczył portal fc-porto.pl, arbiter dzisiejszego meczu w swojej dotychczasowej karierze sędziował „Smokom” 30 spotkań, z których wygrali osiemnaście, jedenaście zremisowali i przegrali tylko jedno. Złość fanów „Orłów” jest więc całkowicie uzasadniona. Tym bardziej, kiedy w grę wchodzi nie tylko wynik dzisiejszego spotkania, ale tytuł mistrzowski i duże pieniądze za zwycięstwo w rozgrywkach.

Obydwa kluby do tej pory spotykały się ze sobą 157 razy, z czego 61 razy wygrywało FC Porto, a Benfica 53.

W tle rywalizacji o mistrzostwo toczyć się będą pojedynki reszty tabeli. Sensacja tegorocznych rozgrywek, zajmujące trzecie miejsce w tabeli Pacos Ferreira zagra na wyjeździe z przeciętną Academiką. Jeśli zdobędzie w Coimbrze komplet punktów zagwarantuje sobie udział w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Znajdujący się na drugim biegunie Beira-Mar będzie walczyło o utrzymanie ze świetnie radzącym sobie beniaminkiem Estoril, które ma szansę na udział w kwalifikacjach Ligi Europejskiej. Moreirense powalczy natomiast z zespołem Vitorii Setubal, w którym gra nasz portugalski jedynak – Paweł Kieszek. Minimalne szanse na awans do europejskich pucharów ma Sporting Lizbona, który zagra na własnym stadionie z broniącym się przed spadkiem Olhanense.
[MP]

Dawid Kosmalski
Daniel Markiewicz
Michał Oberc
Marcin Olton
Maciek Paprocki
Daniel Markiewicz
comments powered by Disqus
facebook