Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 15 marca 2013

Zahorski - kozioł ofiarny?

fot. pogonszczecin.pl
Niezbyt różowo rysują się najbliższe miesiące Górnika Zabrze. Zimą odszedł z klubu najlepszy napastnik, Arkadiusz Milik. Jego dorobek jesienią to 14 meczów i 7 bramek. W zamian w Zabrzu zameldowali się Ireneusz Jeleń, Tomasz Zahorski, Grzegorz Bonin i Sergei Mošnikov.

Kibice zdążyli już oprotestować powrót tego drugiego. Nie może to specjalnie dziwić, bo Zahorski po odejściu z Górnika latem 2011 kariery nie zrobił, wręcz przeciwnie. Czy aby jednak na pewno to on będzie najbardziej rozczarowującym zawodnikiem z pozyskanych zimą?

Warto w tym miejscu cofnąć się do stycznia 2012. W tamtym okienku transferowym trener Nawałka pozyskał Oleksandra Szeweluchina, Michała Zielińskiego i Błażeja Telichowskiego. Dwaj pierwsi mieli za sobą kilkanaście jesiennych występów, odpowiednio w najwyższej lidze na Ukrainie i w Polsce. Ten pierwszy dość szybko stał się ważnym punktem zespołu.

Teraz sytuacja jest zdecydowanie inna, bo każdy z tych zawodników jesienią zwyczajnie grzał ławę. Istotną informacją jest liczba meczów o punkty, jakie każdy z nowo pozyskanych zawodników rozegrał jesienią. Wygląda to następująco: Jeleń - 7 meczów, Zahorski - 4, Bonin - 5, Mošnikov - 2. Jedynym grającym w większości meczów był Jeleń, który dość późno trafił do Podbeskidzia, ale jego forma pozostawiała wiele do życzenia. Trenera Nawałkę czeka więc ciężkie zadanie, a dobór współpracowników wydaje się cokolwiek wątpliwy. Przecież zaraz po udanym sezonie 2010/11 Górnik sięgnął po takich zawodników, jak Paweł Olkowski czy Krzysztof Mączyński, którzy do tej pory głównie biegali po drugoligowych boiskach. Nawałka potrafił jednak zmotywować ich do pracy i również dzięki ich wysiłkom wywalczył ósme miejsce na koniec sezonu. Olkowski już wtedy był obiektem zainteresowania m.in. Lecha Poznań, choć ostatecznie został w Zabrzu i najprawdopodobniej wyjdzie mu to na dobre. Co innego jednak praca z młodymi zawodnikami, którzy dopiero witają się z najwyższym poziomem rozgrywek, a co innego skłanianie do sporego wysiłku przebrzmiałe już gwiazdy, z których żaden nie był w przeszłości tytanem pracy. Bonin zaraz po transferze do Polonii Warszawa znacznie obniżył loty, a jego ostatnie występy w Pogoni nie powalały na kolana. Trudno powiedzieć, by był lepszy od Zahorskiego. Z kolei Jeleń ma znacznie lepszą reputację, ale jego występy dla Podbeskidzia kazały raczej zastanawiać się, gdzie podział się ten znakomity dawniej napastnik Auxerre i kto ubrał jego koszulkę. Tym bardziej, że w Bielsku Jeleń powinien czuć się dobrze biorąc pod uwagę, że jego zespół grał tylko z kontrataku – w Zabrzu może być już inaczej, a w meczach reprezentacyjnych Jeleń nieraz pokazywał, że w ataku pozycyjnym nie za dobrze się odnajduje.

Być może należało szukać gdzie indziej? Adam Nawałka zna Bonina i Zahorskiego, docenił ich niezłą grę dla Górnika 2 lata temu, ale jesienią ze znacznie lepszej strony pokazywał się inny były zawodnik zabrzan – Piotr Ruszkul. To głównie dzięki jego golom przeciętna Olimpia Grudziądz może być w miarę spokojna o utrzymanie. Jeśli jednak trener Górnika postawił już na tercet Jeleń-Zahorski-Bonin, nie pozostaje mu nic innego, jak dowieść swoich racji i ponownie wydobyć z tych zawodników jak najwięcej, z korzyścią dla nich i Górnika. A były gwiazdor Flory Tallinn powinien postawić sobie za cel co najmniej pójście tropem Olkowskiego.

Dawid Jankowiak Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook