Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 16 września 2014

Zagraj to jeszcze raz, Michel

fot. goal.com
UEFA powinna wyemitować powtórkę zeszłorocznego losowania i oszczędzić wszystkim czas – tak w mediach społecznościowych żartowano pod koniec sierpnia po rozstawieniu zespołów w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Obecny system, opierający się na pozycji klubu w rankingu federacji w nierówny sposób traktuje mistrzów krajowych - na ten problem zwrócili uwagę m.in. Martin Samuel, dziennikarz Daily Mail, a także Manuel Pellegrini. Europejska federacja wprawdzie już odseparowała w fazie eliminacji mistrzów od zespołów, które w swoich ligach zajęły niższe lokaty premiowane w grą w rundach wstępnych Champions League. Wyeliminowało to ogromne przeszkody, z jakimi niegdyś mierzyła się np. Wisła Kraków, ale już w fazie grupowej nie ma to znaczenia. Stąd Mistrz Anglii, Manchester City, jest losowany z drugiego koszyka (podobnie jak Juventus), a Arsenal, ostatni raz triumfujący w Premier League w 2004 roku, z pierwszego. Wszystko dzięki rokrocznej grze w Europie i odpowiedniemu współczynnikowi, właściwie gwarantującemu pierwszy koszyk, a w związku z tym nieco łatwiejsze losowanie. UEFA zdaniem krytyków obowiązującego regulaminu powinna z Ligi Mistrzów uczynić turniej, w którym faktycznie mistrzowie są traktowani jak ich status na to wskazuje – w istocie federacja zastanawia się nad zmianami.

Manchesteru City kłopot z rozstawieniem przypomina błędne koło. Niższa pozycja w rankingu skutkowała trudniejszą grupą, w której o punkty i związany z nimi awans koszyk wyżej nie było łatwo. Dwukrotna dotychczasowa rywalizacja z Bayernem, symbolizująca bardzo mozolne tempo ekspansji City na europejskiej arenie, wyglądała bardzo podobnie. Bawarczycy bardzo pewnie wygrywają pierwsze spotkanie dając The Citizens lekcję futbolu na najwyższym poziomie Champions League, a City odgryzają się w ostatniej kolejce, gdy Bayern ma już pewny awans. Manuel Pellegrini znów staje przed poważnym sprawdzianem z taktyki. Zarówno podopieczni Guardioli, jak i Barcelona sezon temu czy Real Madryt z edycji 2012/13, wyraźnie zdominowały City, które rzadko doświadcza taki styl gry w Premier League. Od menedżera Obywateli oczekuje się, iż przełamie niemoc w Lidze Mistrzów mimo składu pomniejszonego sankcjami Finansowego Fair Play.

Emocji więc w grupie E z Romą i (znów, co przypomina rasistowskie okrzyki, którymi fani rosyjskiego klubu obrzucili Yayę Toure) CSKA nie zabraknie, czego prawdopodobnie nie mogą powiedzieć o swoim losowaniu fani Chelsea. Schalke rok temu skończyło rywalizację z londyńczykami bilansem 0:6 i bez punktu, a Mariboru i Sportingu niewielu uzna za faktyczne wyzwanie dla napakowanej gwiazdami i rozpędzonej w lidze ekipie Mourinho. Bolączką fazy grupowej są również, poza wspomnianymi powtarzającymi się parami, przewidywalność rozstrzygnięć i panowanie topowych zespołów. W zeszłym sezonie pierwszy raz w nowoczesnej formule Ligi Mistrzów w pierwszej ósemce nie znalazł się przedstawiciel spoza pięciu najlepszych lig kontynentu, co wskazuje na spore dysproporcje między najbogatszymi a resztą Europy.

Niejako na przekór klubom inwestującym sezon w sezon setki milionów znajdują się Arsenal i Borussia Dortmund, które w grupie D zmierzą się już trzeci raz. To starcie szczególnie przypadnie do gusty wielbicielom futbolu ofensywnego i pozytywnego. W końcu Klopp, jak sam wyznał, uwielbia futbol Wengera, jednak w ostatnich latach zdobył więcej niż francuski mistrz, wyciągając jednocześnie BVB z finansowego dołka dzięki regularnym startom w Europie. Kontynuacja tej ścieżki jest więc naturalna, choć w niemieckim futbolu dortmundczycy są trochę niżej w transferowym łańcuchu pokarmowym niż Bayern czy inni potentaci, to trudniejsze losowania czy odejścia ważnych zawodników nie mają aż takiego wpływu w ostatecznym rachunku. Arsene Wenger przystępuje do Champions League ze wzmocnionym składem, w końcu przechodząc do ofensywy na rynku transferowym, co w końcu powinno dać wynik powyżej 1/16 finału, której Arsenal nie sforsował od ponad 4 lat. Gdy zaczyna się prawdziwa rywalizacja w formule przegrywający odpada, Arsenalowi wciąż czegoś brakuje - jak widać wysoki współczynnik niewątpliwie pomaga, ale wszystkiego załatwić nie jest w stanie. Dawid Kosmalski
comments powered by Disqus
facebook