Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 17 lutego 2014

Wisła kroczy w górę tabeli... ale czy na stałe?

fot. pogonszczecin.pl
Pierwszy mecz Štilicia dla Wisły wypadł pozytywnie. Wielu przepowiadało, że może być brakującym ogniwem w układance Smudy, które pozwoli mu powalczyć o mistrzostwo. Jeśli tylko Smuda uniknie błędów wynikających z nadmiernej pewności siebie, a jego piłkarzy ominą kontuzje, krakowski zespół faktycznie może pod koniec sezonu być kandydatem nawet do 1. miejsca.

Techniczna przewaga

Dużo zależy od samego Bośniaka, który jednak w meczu z Piastem pokazał, że nie przyjechał do Krakowa odgrywać gwiazdę. To on zaliczył pierwszy zablokowany strzał i udzielał się w obronie tak jak wszyscy. Oczywiście, nie należy to do jego ulubionych obowiązków i niewykluczone, że za jakiś czas nie będzie już tak chętny do trzymania dyscypliny. Mimo to może być wzmocnieniem - pokazał wczoraj kilka nieszablonowych zagrań.

Smuda postanowił zostawić na ławce Stjepanovicia i zestawił środek pomocy z trzech graczy o dobrej technice i dość silnych inklinacjach ofensywnych. Konsekwencje tego ruchu są liczne. Wisła ma w kluczowej strefie trzech zawodników świetnie grających piłką, jednak stylu nie zmieniła i o wiele zbyt rzadko z tego korzysta. Chrapek często posyłał do przodu prostopadłe podania do Garguły czy Štilicia, które dzięki swojej technice byli w stanie opanować. Żaden z tej dwójki nie cofał się jednak, by rozluźnić nieco środek pola i uruchomić skrzydła. Tym samym Guerrier i Sarki ciągle grali szeroko i najczęściej byli skazani na dryblingi - inna sprawa, że sami niezbyt chętnie współpracowali z bocznymi obrońcami.

Ci drudzy mieli jednak grać nieco inaczej niż obserwuje się to obecnie wśród zespołów, które chcą dominować na boisku. Burliga i Piotr Brożek od czasu do czasu atakowali, ale o wiele częściej musieli asekurować Gargułę, Štilicia czy nawet Chrapka, kiedy Piast kontratakował, a cała trójka pomocników Wisły znalazła się dość wysoko. Z tego względu nie oglądaliśmy w ich wykonaniu zbyt wiele dośrodkowań. Za to bardzo aktywny Sarki większość z nich psuł.

Wisła chętnie atakowała środkiem, ale opierała się głównie na indywidualnych umiejętnościach swoich zawodników. Ich ruch bez piłki był niewystarczający, by rozerwać obronę Piasta i gdyby nie przypadkowa ręka, mecz mógł się skończyć remisem.

Nowa rola Chrapka

W kadrze Wisły znajduje się już Dariusz Dudka, ale póki co nie jest gotowy do gry. Gdy pojawiły się pierwsze głosy o możliwym transferze Štilicia, zaczęły się spekulacje co do nowego ustawienia Wisły. W sparingach Smuda próbował nawet ustawiać Bośniaka w roli fałszywego skrzydłowego, ale ostatecznie zdecydował się na formację, którą wyobraził sobie chyba już na samym początku.

Rezygnacja z drugiego defensywnego pomocnika jest widoczna, choć gdy Wisła nie ma piłki, to Štilić ustawia się w linii z Chrapkiem, a Garguła razem z Brożkiem próbuje naciskać obrońców przeciwnika. Natomiast po odzyskaniu piłki obydwaj pomocnicy Wisły generalnie ustawiają się wyżej, a następnie szukają rozegrania z Brożkiem lub skrzydłowymi.

Tym samym Chrapek musi grać zachowawczo i choć ciągnie go do przodu, to ze swoich obowiązków wywiązuje się dobrze. Może trochę dziwić, że to właśnie jego Smuda wybrał do tej roli - jednak poza nim do wyboru miał już tylko Stjepanovicia. Chrapek ma inklinacje ofensywne, ale jednocześnie prezentuje też dobrą wytrzymałość, ustawia się całkiem nieźle jak na swój wiek i bardzo dobrze asekuruje. To posunięcie, przy obecnej sytuacji kadrowej Wisły, faktycznie wydaje się najsensowniejsze. Inna sprawa, że kontuzja Garguły bardzo szybko sprawiła, że Smuda będzie musiał wypróbować inny wariant.

Niewydolne skrzydła

Dlaczego jednak Wisła nie gra dobrze? Wyniki ponad stan osiągane są też dzięki naprawdę niezłej grze defensywy, za co też można pochwalić Smudę i (głównie) środkowych obrońców. Niemniej, krakowski zespół ma wyraźne problemy z narzuceniem swojego stylu, a jeśli tworzy sytuacje podbramkowe, to głównie wtedy, gdy uda się zaskoczyć przeciwnika błyskawicznym podaniem. Boczni obrońcy, z powodów opisanych powyżej, niezbyt często oskrzydlają ataki, przez co brakuje dośrodkowań z czystych pozycji. Skrzydłowi nie zagęszczają przedpola przeciwnika, co powoduje, że Štilić, Garguła i Brożek często tracą piłki pomimo dobrego ustawienia - obrońcy najzwyczajniej w świecie mają znaczną przewagę liczebną. Jest to o tyle istotne, że Wisła bardzo często gra przez środek i często próbuje akcji kombinacyjnych. Gdy piłka jest przekazywana w wysokim tempie, co Smuda bardzo sobie ceni, rywale czasem się gubią, ale ostatecznie często udaje im się odzyskać piłkę powracając całym zespołem.

Dlatego obecnie sposób na Wisłę jest prosty - ustawić się głęboko i zagęścić przedpole. Jeśli atakuje się zbyt otwarcie, większa ilość miejsca pozwala wiślakom przeprowadzać błyskawiczne kontrataki, co mają świetnie wytrenowane. Poza tym, jeśli są na boisku Sarki i Guerrier, to nawet strata piłki na ich połowie bywa groźna, ale ta dwójka zbyt często ma problemy z celnością podań. Natomiast jeśli nie ma ich w składzie, to nikt inny nie jest w stanie wykonać 60-metrowego sprintu. A wtedy jedyny sposób na gola dla Wisły to odbiór na połowie rywala. To też wiślakom się często udaje, ale można tego uniknąć.

Perspektyw nadal brak, ale walka o puchary zapewne nastąpi

Właściciel Wisły musi zdawać sobie sprawę z tych ograniczeń. Smuda buduje swój zespół opierając się na dobrze opracowanej koncepcji i chwała mu za to, ale po pierwsze, wyraźnie brakuje mu piłkarzy, po drugie, jego pomysł na grę nie będzie funkcjonował w każdym meczu równie dobrze. Kibice Wisły powinni zatem się cieszyć z każdej wygranej, bo póki co nie gwarantują one dalszych sukcesów. Smuda chyba jednak otrzyma kredyt zaufania, a to może stanowić podstawę nadziei na lepsze jutro. Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook