Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 27 września 2013

Wariat pośród świrów

foto: skysports.com
Zlatan Ibrahimović, Robin van Persie, Falcao - nazwiska najlepszych dziewiątek na świecie wymienia się często jednym tchem. Czy na tym samym oddechu powiedziałoby się również o Mario Balotellim?

Czasem nie wystarczy powiedzieć, że dany piłkarz jest dobry, wybitny, albo zwyczajnie słaby. Wokół każdego zawodnika, jeżeli tylko jego zagrania obejrzy publika, zaczyna rosnąć sieć opinii, narracji i zwykłego marketingu, stąd chcąc wyrazić swoje zdanie na temat zawodnika, wielu ucieka się do określeń "przereklamowany", bądź "niedoceniony". Do tej pierwszej kategorii włącza się Wojciecha Szczęsnego, czy przez jakiś czas (gdy nie grał jeszcze w Europie) Neymara, ta druga zaś pełna jest takich piłkarzy jak Hugo Lloris, Thomas Muller, czy Xabi Alonso. Co więcej, definicja bycia przereklamowanym, czy niedocenionym jest mocno subiektywna, a niektórzy piłkarze mogą należeć do obydwu kategorii.

Tak jest chociażby z Davidem Beckhamem, który poprzez swoje kontrakty reklamowe, związek z gwiazdką popkultury uważany był za zawodnika, który skupiony jest głównie na działaniach marketingowych, dorabiano mu gębę maszynki do zarabiania pieniędzy. Z drugiej strony, ten obraz przesłaniał wielu jego ponadprzeciętne umiejętności i ogromny talent.

Życie nie znosi pustki i świat futbolu musiał znaleźć sobie nową zabawkę, zawodnika, o którym pierwsza myśl, skojarzenie nie dotyczy piłki nożnej, to Mario Balotelli. Gdy myślimy o czarnoskórym napastniku Squadra Azzurra, przypomina nam się jego cieszynka z meczu Włochy-Niemcy, rozgrywanym podczas Euro 2012, przed oczami pojawia nam się jego bentley z moro karoserią, liczne skandale, z których słynął podczas gry w Interze, czy Manchesterze City. Nie da się ukryć, że skojarzenia z Balotellim dotyczą głównie spraw pozaboiskowych lub tych, które z boiskiem i grą wspólnego wiele nie mają, jak chociażby kwestia marsowego oblicza po strzelonych bramkach, czyli słynny cytat z listonoszem, który nie cieszy się z dostarczonych przesyłek, wszak na tym polega jego praca.

Bramka z Niemcami to dobry przykład na to, jak bardzo jego wizerunek wykracza poza to, co potrafi zrobić z piłką. Opanowanie posłanej przez Montolivo futbolówki w taki sposób, by ustawić ją sobie do strzału, a potem mocne uderzenie w samo okienko bramki Neuera to kunszt pierwszej wody, uwaga skupiła się jednak na tym, jak Balotelli cieszył się z bramki.



Czasem można mieć wrażenie, że Włoch specjalnie robi z siebie klauna, by może zdjąć z siebie odpowiedzialność związaną z grą na najwyższym poziomie. Ale nic z tych rzeczy, Balotelli na bycie piłkarzem niekojarzonym z talentem i umiejętnościami światowej klasy jest po prostu skazany.

W niedzielny wieczór na San Siro Milan podejmował faworyzowane Napoli. Goście szybko objęli prowadzenie, by przez całe niemal spotkanie skupić się na bronieniu dostępu do własnej bramki i wyprowadzaniu kontrataków z użyciem skrzydłowych Callejona i Insigne. Balotelli zauważył, że kreatywność pomocników: de Jonga, Birsy, Muntariego, czy Poliego to nie international level i zaczął szukać gry na całej szerokości boiska. Podawał, dryblował, dośrodkowywał i strzelał. Większość jego zagrań była jednak na nic, bo do własnych podań i centr Balotelli nie miał jak zdążyć. Gdyby mógł, byłby też pewnie w stanie załatać dziurę pomiędzy linią pomocy a obrony, którą Milan tworzył, gdy przednie formacje ruszały z pressingiem, a tył wolał ustawić niski blok obronny - w przejściu do defensywy cały zespół był więc rozciągnięty jak akordeon.



Balotelli był po prostu wszędzie i nie bał się żadnych zagrań. To byłby jeden z lepszych indywidualnych występów zawodnika, gdyby nie drobny szczegół. Po serii 21 strzelonych rzutów karnych z rzędu, Balotelli znalazł w końcu godnego przeciwnika w osobie Pepe Reiny. Hiszpan, który do Neapolu trafił za sprawą Rafy Beniteza, wyczuł intencję strzelca i rzucił się w ten sam róg bramki, do którego leciała piłka. Na nic późniejszy fenomenalny gol Włocha - cały futbolowy świat rozmawiał tylko o tej niestrzelonej jedenastce.

Frustracja w Balotellim narastała i po ostatnim gwizdku sędziego postanowił powiedzieć arbitrowi, co o nim myśli, za co dostał czerwoną kartkę, która po decyzji władz Serie A oznaczała trzymeczową absencję. W dzisiejszym wywiadzie dla La Gazzetta dello Sport, Mario poczuwa się do winy i próbuje naprawić swoje winy mówiąc: - Przede wszystkim przepraszam moich kolegów z drużyny. Trenują i ciężko ze mną pracują, więc tym gestem zostawiłem ich sam. Czuje się też winny wobec fanów, którym tak zależy i oczywiście przepraszam też sam klub. Naprawiłby, gdyby w tym miejscu postawił kropkę, wolał jednak dodać: - Popełniłem błąd, kiedy mnie sprowokowano. Mario zrobił źle i Mario przeprasza, ale nie będę przepraszał wszystkich, bo to nie jest tak, jakbym kogoś zabił.

Może w istocie Balotelli nikogo nie zabił, ale takimi słowami sam napędza swój wizerunek kontrowersyjnego, hardkorowego piłkarza. Oczywiście może mu nie zależeć na tym, by ludzie oklaskiwali jego zagrania i nikt mu tego nie odmówi, ale sam może na tym tracić. Choć Milan to jego ulubiony klub, to przecież może się zdarzyć taka sytuacja, że w którymś momencie jakiś mocniejszy klub zacznie poszukiwać kogoś na środek ataku. Chociażby Real Madryt potrzebuje napastnika, a w końcu może o tym zorientować się też i Florentino Perez i zacznie szukać jakiegoś snajpera. Czy pomyśli najpierw o Balotellim? Całkiem możliwe, że nie.

A piłkarz o takich umiejętnościach, który potrafi grać obiema nogami, jest silny, odnajduje się w wielu ustawieniach, a jego technika strzału plasuje go w ścisłej czołówce napastników na świecie, powinien być łakomym kąskiem dla każdego klubu walczącego o najwyższe cele na świecie. Choć próbował je z Balotellim osiągnąć już Manchester City, to boleśnie się sparzył i to też będzie miało wpływ na to, jak postrzegany przez trenerów i dyrektorów sportowych jest Balotelli.

Czy to ma jakieś znaczenie? Powierzchownie - raczej nie, mamy możliwość oglądania Mario w jednej z najlepszych lig świata, Milan gra też w Lidze Mistrzów, ale dopóki Rossoneri znajdują się w dołku finansowo-organizacyjnym, coś ciągle nie będzie się zgadzać. Z problemami uporać się trudno, a poza Balotellim nie widać piłkarzy, którzy mogliby przywrócić blask dawnych sukcesów drużynie Massimiliano Allegriego. Jest co prawda Stephan El Shaarawy, czy Mattia de Sciglio, ale są kluby, które mogą wyłożyć za nich niemałe pieniądze. A spora kasa i Adriano Galliani, dyrektor sportowy Milanu oznaczają dobicie targu - tak w tym momencie wygląda polityka transferowa drużyny z Mediolanu.

Mistrzostwa w lidze może nie wygrywa się na początku sezonu, ale już na początku rozgrywek można je przegrać. W tym momencie Milan traci już 10 punktów do liderującej Romy, a do miejsca gwarantującego możliwość startu w Lidze Mistrzów ma ośmiopunktową stratę i biorąc pod uwagę problemy z urazami oraz zgraniem taktycznym zespołu, trudny początek sezonu może przeciągnąć się w czasie. Renesans Interu przeprowadzony przez Waltera Mazzarriego, dobra forma Romy, Napoli, Juventusu i Fiorentiny to złe wiadomości dla Milanu, przez co w konsekwencji również i dla Mario Balotellego.

Choć niewykluczony jest też powrót do wysokiej formy Rossonerich, to już teraz widać, że idące za tym wejście na podium Serie A należeć może do zadań bardzo trudnych. Balotelli jest zawodnikiem młodym i z pewnością nabierze doświadczenia i dojrzałości, ale wydaje się, że w jego naturze leży frustracja, gdy coś nie idzie po jego myśli. Milan potrzebuje teraz Mario bardziej niż Zlatana Ibrahimovicia w ostatnim sezonie mistrzowskim, uzależnienie od pieniędzy z Ligi Mistrzów i od Balotellego jest na tyle silne, że każdy wybryk Włocha może okazję na grę w Champions League przekreślić.

Jeżeli natomiast Balotelli niemal samodzielnie wprowadziłby Milan na podium ligi włoskiej, coraz śmielej zaczęto by mówić o Włochu jako o genialnym piłkarzu, co pomoże jemu, Milanowi i reprezentacji Italii, która na Mistrzostwa Świata do Brazylii jechać będzie z wielkimi ambicjami. Potyczka, która rozegra się w głowie Mario, toczyć się więc będzie o wielką stawkę. Choć lepiej, żeby Balotelli o tym nie wiedział. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook