Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 28 maja 2014

Wahadło Levy'ego wybiera Pochettino

foto: skysports.com
Argentyński szkoleniowiec nie był pierwszym wyborem prezesa Tottenhamu, ale podpisanie kontraktu stało się faktem. Czy Mauricio Pochettino i klub z White Hart Lane będą dobraną parą?


Louis van Gaal wybrał Manchester United, a Carlo Ancelotti zostaje w Madrycie. Prezes Daniel Levy nie sięgnie więc po doświadczonego szkoleniowca, który zdobywanie trofeów ma we krwi. A z tej opcji jeszcze nigdy nie skorzystał. Wcześniejsze wybory: Andre Villas-Boas, Harry Redknapp, Juande Ramos i Martin Jol albo byli trenerami z podejściem europejskim albo byli typem wyluzowanego, pozwalającego na wiele Anglika. Zupełnie jak w wahadle.

Ładniejszy pressing Southamptonu

Z jednej strony mamy piłkę prostą - piłkarze mają po prostu trochę pobiegać. Z drugiej zaś, wizję utkaną ze złożonych reguł taktycznych. Uosobieniem tej ostatniej opcji był Villas-Boas, którego dorobek nie jest miło wspominany, choć statystycznie nie wyglądało to najgorzej: Tottenham był w czołówce, jeśli chodzi o strzały na bramkę rywala (17,3), równie wysoko utrzymywał się w klasyfikacji uderzeń przyjętych (10,8). Posiadanie piłki także było całkiem wysokie (56,4%). Ale brakowało najważniejszego – bramek, a po jakimś czasie wiele drużyn w grze Tottenhamu zdołało się już połapać i okazało się, że porażki 0:3 z West Hamem, 0:6 z Manchesterem City i 0:5 z Liverpoolem nie były wypadkiem przy pracy.

Przywoływanie AVB nie jest przypadkowe, nowy trener Spurs - Mauricio Pochettino - jest bowiem wyznawcą podobnej wizji piłki, może nawet bardziej radykalnym. W drużynach stawia na trzy filary filozofii Marcelo Bielsy: pressing, wertykalność i ustawienie (też chce mieć zawsze o jednego zawodnika więcej w obronie, niż w przeciwnik w ataku). Jego Southampton najlepiej wcielało w życie idee trenera, gdy na Anfield Road pokonało Liverpool 1:0.Gdyby mogło, to obrońców The Reds naciskałoby jeszcze w drodze do autokaru.

Statystyki potwierdzają owocny pressing. Piłkarze Southampton dość często strzelali na bramkę rywala (14,1), rzadko dawali sobie strzelać (9,6 – najlepszy Manchester City 9,5), a także najczęściej w lidze utrzymywali się przy piłce (58,6%). Wszystko wygląda podobnie jak w Tottenhamie, ale to raczej Święci prezentowali lepszy futbol – na ich grę naprawdę można było patrzeć z przyjemnością.

Zaczynają się schody

Pochettino wypromował wielu reprezentantów Anglii: Adama Lallanę, Rickiego Lamberta czy Jaya Rodrigueza. Do kadry Francji załapał się też Morgan Schneiderlin. W pierwszym zespole zaczęli grać również młodzi: Calum Chambers, Harrison Reed i Sam Gallagher. Luke Shaw zaś pod opieką Argentyńczyka nie tylko załapał się do angielskiej kadry, ale także wygryzł z niej Ashleya Cole'a.

- Mamy dwie, trzy sesje treningowe w siłowni w tygodniu, a do tego sporo biegamy, także z obciążeniem – zdradził niedawno James Ward-Prowse, pomocnik Southampton. Wszystko brzmi dobrze, ale niektórym zapali się lampka ostrzegawcza. - Czy widziałeś kiedyś pianistę, który biega dookoła pianina zanim zacznie grać? - zadał niegdyś to retoryczne pytanie Jose Mourinho.

Czy odbiło się się to na kontuzjach? Piłkarze Southampton z dłuższymi przerwami w grze musieli zmagać się 40 razy, zawodnicy Chelsea, którzy oprócz Premier League mieli też na głowie Ligę Mistrzów – 44. Pochettino od kwietnia nie mógł skorzystać z Rodrigueza, na kilka spotkań w trakcie sezonu skład opuszczał Lallana czy Lambert.

Pracę nad ulepszeniem gry obronnej Pochettino zarządził od początku kadencji na St Mary's. Równie szybko przyszły pierwsze pochwały, nawet ze strony Sir Aleksa Fergusona po wygranym przez niego meczu 2:1. - Mieliśmy szczęście. Nie mieliśmy w ogóle czasu, gdy byliśmy przy piłce – mówił Szkot.

Łącznie, Argentyńczyk prowadził Świętych w 54 meczach w Premier League. Podzielmy tę pracę na dwa etapy, po równo. W pierwszych 27 spotkaniach, Pochettino przegrał sześć razy. W drugiej połowie – już w jedenastu. Pytany o spadek formy drużyny, Argentyńczyk nie zamierzał zawracać sobie tym głowy. - Jesteśmy bardzo solidnym zespołem, gdy mamy drużynę w pełni przygotowaną, ale z różnych względów nie możemy tego mieć – przyznawał. Przywołane wcześniej zwycięstwo nad Liverpoolem było tylko jednym z trzech spotkań, gdy Southampton pokonał rywala z górnej części tabeli.

Kolejna poprawka Tottenhamu

W marcu przyszły też nieciekawe wyniki finansowe klubu. W kasie brakowało 27 milionów funtów. Chwilę wcześniej odszedł prezes Nicola Cortese, a walki buldogów pod dywanem spowalniały wyłonienie jego następcy. Klub mocno stracił w krótkoterminowym horyzoncie czasowym (pomyślność w dalszej perspektywie chroni nowoczesny stadion i imponująca akademia piłkarska), a wielu piłkarzy zaczęło szukać drogi wyjścia. W takich warunkach nie pracuje się komfortowo i to także mogło mieć wpływ na postawę drużyny.

Argentyńczyk do Tottenhamu może pasować – reprezentuje futbol atrakcyjny, pełen werwy. Podnosi umiejętności piłkarzy i promuje młodych, a na tym klubowi szczególnie zależy. Ceną za to jest zaufanie szkoleniowcowi i spokój, gdy drużyna zacznie słabnąć. Zatrudnienie Argentyńczyka będzie nie tylko wyzwaniem dla niego samego, ale także dla wychylającego się w różne strony klubu, którego czekać będzie kolejny test cierpliwości. W przeszłości – wielokrotnie oblewany. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook