Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 17 marca 2013

W poszukiwaniu rozumu

fot. marca.com
Jedna z naczelnych zasad kontaktów międzyludzkich brzmi: każda społeczność ma swojego debila. Debil taki jest istotą pocieszną, czasem nawet bywa znakomity w tym co robi, ale ma jeden mały problem - czasowe odcięcie dopływu myśli do mózgu, ewentualnie - odwrotnie - zalewu myśli głupich. I tak na przykład w moim przedszkolu funkcja debila przypadła autorowi tego tekstu, w podstawówce z kolei mnie.

Mój debilizm nie był groźny. No, może raz - gdy w zuchach druhna kazała mi wskazywać drogę innym dzieciakom podczas gry terenowej, a ja część dzieci - "dla żartu" (miałem osiem czy dziewięć lat) odesłałem w stronę przeciwną. Dlaczego? Nie wiem. Nikt nie wie. Debile tak po prostu mają.

Szatnia piłkarska to społeczność jak każda inna. O tym, że w każdej znajdziemy jednostki niekoniecznie błyszczące intelektem na każdym kroku, nie trzeba nikogo przekonywać. Liderem pod tym względem, przynajmniej jeśli chodzi o rok obecny, z pewnością jest madrycki Real. Jego wicekapitan, Sergio Ramos, podczas niedawnego meczu z Rayo Vallecano dostał żółtą kartkę za faul na środku boiska. Zdaniem Hiszpana decyzja sędziego była krzywdząca - a gdy protesty na nic się zdały, miarka się przebrała. Dopływ myśli odcięto. Piłkarze Rayo wznowili grę, przerzucili piłkę na lewe skrzydło, gdzie akurat był Ramos. Efekt? Zagranie ręką, druga żółta kartka. Między oboma karami upłynęły dokładnie 44 sekundy. Po meczu zainteresowany, który spędził na boisku około dwudziestu minut, strzelając gola i zostając wykluczony, nie okazał skruchy. Rzucił coś o Hiszpanii, która zasługuje na wyższy poziom sędziowania i niesprawiedliwej pierwszej kartce.

Powiedzieć, że nie był to pierwszy wybryk Ramosa, to nie powiedzieć nic. Mistrz świata i dwukrotny mistrz Europy jest bowiem najwięcej razy wyrzucanym piłkarzem w ponad stuletniej historii Realu Madryt. W ciągu ośmiu lat Hiszpan zgromadził aż 16 wykluczeń. Drugi w tej klasyfikacji, Fernando Hierro, wyrzucany z placu gry był dziesięciokrotnie. Zagrał blisko dwieście spotkań więcej.



To jednak nie koniec szaleństw w Madrycie. Po piętach Ramosa depcze Angel di Maria. Były gracz Benfiki podjął rękawicę - a okazję miał ku temu w meczu z Deportivo. Był doliczony czas gry, Królewscy prowadzili 2:1. Sędzia przyznał rywalom rzut wolny, zawodnik Deprotivo rzucił piłkę, by wznowić grę. Z niejasnych przyczyn Argentyńczyk futbolówkę odkopnął. Na reakcję arbitra nie trzeba było długo czekać - di Maria obejrzał żółtą kartkę. I właśnie wtedy stało się to. Di Maria, niezadowolony, wzruszył ramionami i zaczął się śmiać, dalej stojąc w bliskiej odległości od piłki. Álvarez Izquierdo uznał to za utrudnianie wznowienia gry. Kolejna żółta kartka, w efekcie wykluczenie, które wyeliminowało di Marię z ligowego El Clasico.



Kibice Juventusu mają zaszczyt podziwiać umiejętności Nicklasa Bendtnera, samozwańczego najlepszego napastnika na świecie. Mieli zaszczyt. Duńczyk został niedawno aresztowany za jazdę samochodem pod wpływem alkoholu i najprawdopodobniej działacze Starej Damy anulują umowę wypożyczenia napastnika. O ile o aspekt sportowy braku Bendtnera sympatycy mistrza Włoch nie mają co się martwić – najlepszy napastnik świata zagrał do tej pory w barwach ich ukochanej drużyny osiem spotkań i nie zdołał trafić do siatki,o tyle na turyńskich ulicach może być znacznie nudniej. Jeszcze w czasie pobytu w Arsenalu Duńczyk miał przecież inny epizod z policją – został zatrzymany za udział w bójce. Zdjęcia z tego wydarzenia zrobiły furorę w Internecie, głównie ze względu na spuszczone mniej więcej do wysokości kolan spodnie snajpera.

Wybryk najwidoczniej spodobał się jednej z firm bukmacherskich, która zapłaciła Bendtnerowi za reklamę na jego… bokserkach. Duńczyk ofertę przyjął, a gola w fazie grupowej Euro2012 świętował opuszczając przed kamerami spodenki. W ten sposób uniknął żółtej kartki za ściągnięcie koszulki – nie dało się jednak uniknąć kary finansowej. UEFA ukarała napastnika grzywną, a brak spodni snajpera znów stał się tematem numer jeden dzienników sportowych w okolicach Kopenhagi.

Co na to sam zawodnik? Zapewne nic, zapewne problemu nie widzi. Tak przynajmniej twierdzi psycholog współpracujący z Arsenalem, Jacques Crevoisier. Podczas testów, jakie przeprowadzał na zawodnikach londyńskiego klubu, tylko jeden wynik był naprawdę zadziwiający. Pewien Duńczyk w zakresie pewności siebie uzyskał aż 10 punktów. Aż, bo skala przewidywała punkty od 1 do 9. - Kiedy Bendtner marnuje szansę bramkową, uważa że nie stało się to z jego winy. Możecie myśleć, że to problem. Ale on ma niesamowitą umiejętność podnoszenia się z kolan w każdych, nawet najbardziej niesprzyjających okolicznościach – komentuje Crevoisier. Być może to właśnie jest przyczyna, dla której na kolanach częściej, niż sam napastnik, lądują jego spodnie.



We Włoszech, po mediolańskim San Siro, biega także pewien czarnoskóry napastnik. Koleś, o którym każdy z Was pomyślał, gdy czytał pierwsze słowa tego tekstu. Mario Balotelli, napastnik AC Milan, nie jest tylko nieobliczalnym zawodnikiem, ale i nieobliczalnym człowiekiem. Lista jego wybryków jest długa jak kariera Ryana Giggsa i szokująca jak porażka Barcelony z Wisłą parę lat temu. Włoch z Ghany kilka tygodni temu zamówił własny pomnik u rzeźbiarza, bo pragnie uwiecznić swą muskulaturę i „wyraz buntu na twarzy” po strzelonej Niemcom bramce w półfinale Euro 2012, wcześniej był oskarżany między innymi o włamanie się do własnego domu czy spowodowanie pożaru w łazience. Swego czasu policjanci brytyjscy zatrzymali pojazd Balotellego do kontroli drogowej i ku swemu zdumieniu ujrzeli na miejscu pasażera kilkadziesiąt tysięcy funtów w gotówce. Ówczesny zawodnik Manchesteru City zapytany, dlaczego wozi tak dużą kwotę w gotówce, odpowiedział łamanym angielskim „bo jestem bogaty”. A po kłótni na treningu w angielskim klubie koledzy z drużyny Włocha musieli interweniować, by nie doszło do rękoczynów między nim a… jego rodakiem, Roberto Mancinim. Menadżerem zespołu z Etihad Stadium.

Balotelli, podobnie jak wszyscy wymienieni wyżej zawodnicy, nie rozumie zamieszania wokół własnej osoby. Wyrazem tego była założona swego czasu koszulka „Why always me?”.

Cóż, Mario, Sergio, Angel, Nicklas - my też nie wiemy, czemu zawsze wy.


Marcin Wierciński Marcin Wierciński
comments powered by Disqus
facebook