Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 27 sierpnia 2013

W grupie siła

fot. legia.com
Obrona Częstochowy czy zwarty blok obronny w środku pola? Gonienie za piłką czy zaciskanie przestrzeni i zamykanie kątów podań? Środków do celu jest wiele, a my wskażemy te, naszym zdaniem, najodpowiedniejsze dla Legii przed rewanżowym meczem 4 rundy eliminacji Ligi Mistrzów.

Tydzień temu Legia Warszawa wywiozła z Bukaresztu cenny bramkowy remis, choć do przerwy Steaua mogła spokojnie prowadzić dwoma bramkami. Piłkarzom Jana Urbana udało się jednak chwilowo stłumić Steauę po przerwie, w wyniku czego doprowadzili do wyrównania. Chwilę później Wojskowi byli o czubek buta od wyjścia na prowadzenie.

Najwyższym priorytetem Jan Urban powinien oznaczyć utrzymanie kompaktowej formacji. Chociaż Legioniści w Bukareszcie zostawiali nieco za dużo miejsca między swoją obroną a pomocą, to przestrzeń między pomocnikami a napastnikami była dramatycznie duża. Jak wyjaśniliśmy przed tygodniem, z tamtej strefy wynikała przewaga Steauy.

Bieganie za Alexandru Bourceanu może okazać się nieskuteczne, ponieważ każde krycie indywidualne czy nawet pressing, zwłaszcza ten niezorganizowany, zostawiają tu i ówdzie luki. Dlatego Jan Urban powinien poinstruować piłkarzy pierwszej linii, niezależnie od ich domyślnej konfiguracji, by stali blisko siebie i blisko pomocników.

Czy Radovic, czy Saganowski (jeżeli w takiej konfiguracji zagrają) powinni stać przed linią pomocy i zamykać kąty podań do środka, a nie, jak robili w Bukareszcie, nabiegać na rumuńskich stoperów z odległości trzydziestu metrów, bo w międzyczasie owym stoperom pojawią się co najmniej dwie opcje podań, a piłkarze Legii przebiegną w pół godziny tyle, ile reszty piłkarzy Steauy do końca spotkania.

Legioniści nie mogą dać się zaprosić na połowę rywali, a jeżeli z wyższej pozycji po piłkę wróci defensywny pomocnik, niech jeden z zawodników przejmie go - defensywni pomocnicy Legii zostaną na swoich pozycjach, nie otworzą się nowe korytarze do podań, a Legia w najgorszym wypadku wciąż będzie miała dziewięciu zawodników za linią piłki.



Drugi czynnik, który wynika bezpośrednio z pierwszego to sposób pilnowania bocznych sektorów. Na powyższym zdjęciu widać, jak wysokie pozycje zajmują obaj skrajni defensorzy Rumunów. Za ich pilnowanie odpowiedzialni są obaj skrzydłowi Legii. W Bukareszcie często byliśmy świadkami, jak Kosecki czy, w większym stopniu, Kucharczyk próbowali robić pressing na bocznych obrońcach Steauy. To błąd. Obaj są lepsi bez piłki i tylko czekają by wymienić podanie z najbliższym zawodnikiem i wystrzelić w wolny boczny korytarz.

Wracając jednak do skrzydłowych Legii, to właśnie powinni wracać (ale z głębszej pozycji - jak na diagramach) i kontrolować całą przestrzeń obok bloku obronnego, ponieważ skrajni obrońcy powinni być skupieni na skrzydłowych Steauy. Ci prawdopodobnie będą schodzić nieco do środka, by otworzyć korytarze dla bocznych obrońców, a to sprzyja Legii - im blok obronny węższy, tym lepiej.



A gdy skrzydłowi Steauy cofną się po piłkę, to wtedy zajmą się nimi defensywni pomocnicy. Skutek taki sam jak wcześniej - więcej piłkarzy zostanie za linią piłki, gotowych do ubezpieczania terenu.

Całość jest oczywiście prosta w teorii, lecz nieco trudniejsza w praktyce. Organizacja w obronie jest jednak podstawą każdej szanującej się drużyny piłkarskiej i bez niej nie ma co liczyć na pomyślność w Europie.

Ktoś powie - przecież to parkowanie autobusu. Nie, to inteligentna strategia defensywna nakierowana na zminimalizowanie atutów rywala i stworzenie sobie okazji do kontrataku.

Ktoś inny - po co to wszystko robić, skoro Legia (z błędami w grze obronnej) i tak przywiozła z Rumunii remis. To prawda, lecz na przestrzeni jednego meczu nawet Lechia Gdańsk zremisowała z Barceloną. Dwumecz natomiast dość skutecznie eliminuje przypadek oraz balansuje szczęście jednych i pecha drugich, więc jeżeli Legia marzy o fazie grupowej Ligi Mistrzów dziś wieczorem musi zebrać się w grupie i być jednością. Nie tylko w sensie psychicznym, lecz, przede wszystkim, na boisku. Bartosz Gazda
comments powered by Disqus
facebook