Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 20 lipca 2013

Vilanova mówi "dość"

fot. marca.com
Miała być w Gdańsku Barcelona. Szybko po ogłoszeniu tego newsa okazało się, że mistrzowie Hiszpanii zjawią się tu bez Xaviego, Iniesty czy Pique. Wczoraj, po południu dowiedzieliśmy się, że najprawdopodobniej także bez Vilanovy, a pod wieczór wiedzieliśmy już, że z Blaugrany w Polsce nici.

Wszystkim tym, którzy na występ Messiego i kolegów ostrzyli sobie zęby już od kilku tygodni, wczorajsze zamieszanie jest zapewne mocno nie w smak. Rozgoryczenie spowodowane odwołaniem wizyty katalońskich wirtuozów futbolu polski kibic będzie sobie mógł powetować co najwyżej pałaszując ciastka firmowane logami Barcelony i Lechii, które sprzedawane były w ramach nieudolnej próby powiązania promocji "Super Meczu" z reklamą czegokolwiek. A wszystko to przez dramatyczne wydarzenia w stolicy Katalonii.

Najpierw pojawiła się krótka informacja o zwołanej ad hoc przez Andoniego Zubizarretę i Sandro Rosella konferencji prasowej. Po tym, jak w ostatnich dniach atmosfera wokół klubu z Camp Nou gęstniała z każdą minutą, liczba możliwych powodów zorganizowania takiego briefingu była naprawdę szeroka.

Ale czekać nie trzeba było do późnego wieczora. Już kilka minut później wszystko było jasne. Sympatykom piłki kopanej, a w szczególności tym, którym na sercu leży dobro Blaugrany, tkwić w niepewności nie pozwolił kataloński Sport, przesyłając jasny komunikat - Tito Vilanova rezygnuje z funkcji trenera Barcelony. Zaraz po tym sensacyjne wieści potwierdził drugi kataloński dziennik Mundo Deportivo. Przypuszczalna przyczyna abdykacji - zdrowie, które znowu u mistera miało zaszwankować. Trzeci raz w ciągu półtora roku. Nie trzeba ufać przesądom i kierować się popularnymi przysłowiami, o tym, że "do trzech razy sztuka", by dojść do wniosku, że to trochę za dużo jak na człowieka, który pełni tak odpowiedzialną funkcję w klubie, który od kilku lat jest na ustach wszystkich fanatyków futbolu.

Moment najgorszy z możliwych

Już poprzednia absencja byłego asystenta Pepa Guardioli wzbudziła mnóstwo kontrowersji. Wtedy Azulgrana została pozostawiona bez opiekuna w kluczowym momencie sezonu, co wyraźnie odbiło się na rezultatach drużyny, szczególnie w Lidze Mistrzów i Pucharze Króla. To właśnie kiepskie wyniki w tych rozgrywkach sprawiły, że poprzednia temporada, pomimo imponujących osiągnięć w ligowej batalii, pozostawiła w środowisku Dumy Katalonii niedosyt. Wypowiedzi Andresa Iniesty i Daniego Alvesa potwierdzające wpływ nostalgicznej aury na postawę całej ekipy sprawiły, że opinia publiczna nie miała już wątpliwości, co do tego, jaki czynnik miał decydujący wpływ na taki, a nie inny obrót wydarzeń. Naturalną koleją rzeczy mocno oberwało się Sandro Rosellowi, który w tej sytuacji wykazał się brakiem refleksu i brakiem cojones, nie dostrzegając potrzeby znalezienia konkretnego następcy Tito.

Nauczeni tym doświadczeniem działacze wiedzieli, że start presezonu to jeszcze gorszy moment na eksperymenty na tak ważnym stanowisku i niezależnie od woli Vilanovy decyzja mogła być tylko jedna. Powagę sytuacji, zarówno w aspekcie sportowym jak i w kluczowym w tej całej sytuacji, aspekcie zdrowia szkoleniowca katalońskiego klubu, zrozumiał jednak na szczęście także on sam i zdecydował się ustąpić ze stanowiska. Sporą rolę przy podjęciu tej decyzji odegrała zapewne rodzina trenera - informacje o tym, że los Barcelony leży w rękach jego małżonki, przebijały się do serwisów społecznościowych już kilka tygodni temu.

Nie tylko rozpoczęte niedawno przygotowania do kolejnych rozgrywek sprawiają, że ten barceloński przewrót trafia na zły moment. Nie należy zapominać, że cała ta akcja dzieje się świeżo po fiasku negocjacji w sprawie sprowadzenia na Camp Nou Thiago Silvy - i to fiasku totalnym, bo dementi w tym przedmiocie wystosowali zawodnik, agent piłkarza i włodarze PSG. Ci ostatni zagrali koncertowo na nosie Katalończykom, zabierając im przy okazji sprzed nosa alternatywę dla byłego defensora Milanu, Marquinhosa. Tajemnicą poliszynela było, że największym zwolennikiem sprowadzenia do Blaugrany podpory linii obronnej Canarinhos był właśnie Vilanova. Porażka na tym polu sprawia, że Tito pozostawia drużynę bez nowej wizji newralgicznej w ostatnich miesiącach pozycji, podczas gdy rynek coraz bardziej ogranicza szukanie nowych rozwiązań w tej materii.

Co teraz?

Informacja o rezygnacji uderzyła jak grom z jasnego nieba i obok inauguracji pretemporady Barcelona zmuszona jest zainaugurować błyskawiczny casting na nowego szkoleniowca. Tymczasowo funkcję tę sprawować ma Joan Francesc Ferrer Sicilia, znany jako "Rubi", 43-letni szkoleniowiec, który jeszcze niespełna miesiąc temu był ledwie szkoleniowcem drugoligowej Girony i omal nie awansował z nią do Primera. Z końcem czerwca potwierdzony został jego angaż w klubie z Camp Nou. Rubi miał wzmocnić sztab szkoleniowy jako fachowiec dużo bardziej wyrazisty od Jordiego Roury. W domyśle miało to być alibi na wypadek kolejnych komplikacji zdrowotnych Vilanovy i odpowiedź na bierną postawę zarządu z początku tego roku, gdy Vilanova musiał udać się do Stanów. Jak się okazuje, iście amerykański sen staje się jednak udziałem byłego trenera Blanquivermells.

Ciężko jednak oczekiwać, by taki klub trzymał na swojej ławce anonima, napiętnowanego w dodatku przydomkiem "interim", które dobre skojarzenia wywołuje chyba tylko w głowie Roberto Di Matteo. Rubi ledwo co zdążył poznać podstawowe mechanizmy funkcjonowania klubu i nie można od niego oczekiwać, by przy doświadczeniu, jakim dysponuje, mógł się stać w chwilę jego wiodącą postacią. A to prowokuje przepowiednie odnośnie tego, kto Vilanovę zastąpi.

Wymienia się trenerskich "kawalerów", wśród których królują nazwiska Juppa Heynckesa i Marcelo Bielsy oraz fachowców związanych kontraktami z mocnymi firmami, ale nie tak mocnymi, by móc konkurować z Barcą. W tej grupie najciekawszymi kandydaturami są z pewnością Frank De Boer czy André Villas-Boas, szkoleniowcy młodzi, ale ambitni, z głową na karku, sukcesami i, co chyba najważniejsze, posiadający zdolność uporządkowania w szybkim tempie sporego bałaganu. Charakter i metody pracy z drużyną również premiują tych dwóch panów. Decydująca przy wyborze nowego opiekuna będzie determinacja działaczy Blaugrany - jeśli jej nie zabraknie, ciężko będzie któremukolwiek z wymienionych odmówić. Rozwiązanie zagadki mamy poznać już na początku nowego tygodnia.

Przewrót barceloński a sprawa polska

Po pojawieniu się wiadomości o odejściu z klubu Vilanovy wydawało się, że na całym tym nieszczęściu Barcelony, a przede wszystkim jej dotychczasowego szkoleniowca, jakkolwiek brutalnie to brzmi, skorzysta Lechia Gdańsk i cała idea "Super Meczu", który w moment przestałby być wtedy jedynie atrakcją lokalną i pierwszym, niekoniecznie najbardziej istotnym przystankiem, na rozgrzewkowej trasie Barcelony, a stałby się w chwilę hitem, wydarzeniem, na które wzrok skierowałaby spora część piłkarskiej Europy.

Ale tak się nie stanie. Spotkanie zostało odwołane i widząc twarze zawodników Barcelony na konferencji prasowej, słuchając wypowiedzi Sandro Rosella (jakkolwiek sprzeczne by działania prezydenta klubu ostatnimi czasy nie były), czy śledząc wyważoną reakcję tamtejszej prasy, nie ma powodu by domagać się obszernych wyjaśnień ze strony Azulgrany. Mecz miał być imprezą komercyjną, nastawioną na dostarczenie rozrywki i zarobek. Oba te cele nie mogłyby być w tej sytuacji z czystym sumieniem realizowane.

Blaugrana kilka dni później zagra z Bayernem. W grę na pewno wchodzą spore pieniądze, ale i najzwyczajniej w świecie rozpoczęcia przygotowań do sezonu nie można odwlekać w nieskończoność. Na taką sytuację nie ma się co źlić, tak jak ciężko jest szukać odpowiedzialnych, gdy siły przyrody zabierają ludziom dobytek całego życia. Ot przykre zdarzenie losowe. Jeśli sympatycy Messiego i spółki naprawdę utożsamiają się z mottem drużyny - Més que un club - nie powinni mieć problemu z postawieniem interesu ulubionego klubu ponad ten własny.

A wszystko wskazuje na to, że Barcelona w Gdańsku się jeszcze zjawi i to niewykluczone, że nawet mocniejsza. Cierpliwość jest cnotą, więc nie bądźmy dziećmi. Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook