Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 22 lipca 2013

Turniej, który nikogo nie obchodzi

fot. goal.com
Sezon ogórkowy trwa w poważnych ligach europejskich, więc nie ma żadnego meczu do oglądania? Nawet nie wiesz, w jakim błędzie jesteś.

Na drugiej półkuli trwa bowiem Gold Cup, czyli mistrzostwa Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów. Ba - faza turnieju dobiła już półfinałów, w których USA podejmie Honduras, a Meksyk - Panamę.

Tradycja

Złoty Puchar odbywa się już po raz dwunasty; kolejne rozgrywki odbywają się co - z jednym wyjątkiem - dwa lata od roku 1991. Powstanie turnieju było już czwartą próbą zorganizowania mistrzostw tego regionu, przerywając impas trwający od 1973 roku, kiedy to kwestię mistrzostwa rozstrzygały eliminacje do Mundialu.

Od samego początku Złotego Pucharu, gospodarzem turnieju są Stany Zjednoczone, które dwukrotnie dzieliły się tym zaszczytem z Meksykiem. Nie opłaciło się to jednak Amerykanom, bowiem w obu tych przypadkach ich współgospodarz sięgał po trofeum. Złoty Puchar gości także wielkie, futbolowe nazwiska. Królami strzelców turnieju zostawali już m.in. Landon Donovan i Luis Hernandez, a jednej bramki zabrakło swego czasu Romario.

Odrobina szaleństwa

Wszystko to, co napisałem w powyższej części, mogłoby sugerować, że Złoty Puchar jest normalnym turniejem piłkarskim. Jednak magia rozgrywania mistrzostw kontynentu tam, gdzie tradycje futbolowe nie są powszechne, polega na swoistej egzotyce rozwiązań.

Już sam fakt, że tradycyjnie gospodarzem turnieju są Stany Zjednoczone mówi wiele o specyfice Złotego Pucharu. Jednak każdy, kto oglądał amerykańskie filmy i seriale wie, że jeśli przewija się w nich sport z piłką, to zazwyczaj albo się ją kozłuje, albo uderza kijem, albo nie wiadomo co się robi, bo nic nie widać przez kask. Nie powinno więc nikogo specjalnie dziwić, że finał w tym roku odbędzie się na tym stadionie:



Podobnie zresztą z innymi arenami turnieju - środowe półfinały odbędą się na Cowboys Stadium w Arlington, w Teksasie, a ćwierćfinały gościły areny futbolu amerykańskiego w Baltimore i Atlancie.

Co ciekawe, także mecze fazy pucharowej odbywają się w nie do końca normalnym trybie. Co byście powiedzieli, gdyby zamiast jednego meczu turnieju, można było pójść na dwa? Tak właśnie jest na Złotym Pucharze - półfinały odbędą się tego samego dnia, na tym samym stadionie, jeden o 19, a drugi trzy godziny później.

Wszystkie te wariactwa nadają turniejowi specyficznego klimatu. Problemem jednak zawsze był deficyt drużyn grających na odpowiednim poziomie sportowym. Widzicie w tym problem? Bo CONCACAF go nie widziała, wprowadzając zasadę trzech państw gościnnych - rezerwując sobie w ten sposób możliwość zaproszenia reprezentacji krajów spoza Karaibów, Ameryki Północnej i Środkowej.

Że nie jest to martwy zapis, przekonuje choćby historia finałów i meczów o trzecie miejsce turnieju. W 1996 roku Meksyk sięgnął po trofeum, ogrywając w finale Brazylię. Dwa lata później obronił puchar, pokonując Stany Zjednoczone, zaś Canarinhos zdobyli... brązowy medal, zwyciężając Jamajkę. Minęły kolejne dwa lata, a tryumfatorem została Kanada, która w finale mierzyła się z Kolumbią, zaś trzecie miejsce zdobyła reprezentacja Peru. W tym roku ten wyjątkowy przywilej pozostał niewykorzystany.

Dla koneserów

Złoty Puchar to fantastyczny turniej o niepowtarzalnym klimacie, który spaja miłość do futbolu i pieniądze, mimo niedogodnej dla tej dyscypliny długości geograficznej. Padają tu jednak piękne bramki, rodzą się wyjątkowe kariery, a mecze stoją niekiedy na naprawdę niezłym poziomie.

Z pewnością zaś, mimo specyficznych zasad, są to poważne i prestiżowe mistrzostwa jednej z futbolowych federacji. I jako takie pozostają, szczególnie dla koneserów, obowiązkowym elementem tegorocznych wakacji. Marcin Wierciński
comments powered by Disqus
facebook