Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 9 lipca 2013

Transfer sezonu Redknappa

fot. skysports.com
Najlepsze transfery to nie zawsze te najdroższe. Nie musisz kupować świetnego napastnika, by osiągnąć sukces. Czasem wystarczy dobry trener. Niekoniecznie pierwszy.

Nowa rzeczywistość

Jeśli już w Queens Park Rangers pochylono się nad jakimś problemem tego lata, to na pewno były to wysokie i długie kontrakty "gwiazd", które spuściły ten klub do Championship. Już prawie całą jedenastkę można by złożyć z takich piłkarzy, których puszczono wolno - a Tal Ben Haim, Djibril Cisse, Jay Bothroyd czy Radek Cerny to nazwiska dobrze znane kibicom angielskiego futbolu.

Harry Redknapp już od pierwszej chwili po potwierdzeniu losu QPR mówił, że z tamtą ekipą nie byłby w stanie wywalczyć nawet pozycji w górnej części tabeli Championship. Problemy miał on wszelakie - piłkarze się lenili, kiepsko grali, brakowało im motywacji. Ambicjonalnie leżeli, a i piłkarsko cały zespół po prostu kulał. Słowa menedżera oraz jego stosunek do zawodników pozwalały myśleć, że szybciej on sam zawinie się z tonącego statku, niż w Rangersach dojdzie do rewolucji.

I faktycznie - prawdą okazało się, że czasem jest łatwiej wymienić jedno ogniwo, niż większość łańcucha. QPR do tej pory udało się potwierdzić tylko jeden darmowy transfer Danny'ego Simpsona z Newcastle, a dalsza aktywność zależy wyłącznie od tego ilu i o jakiej wartości kontraktów uda się z Loftus Road pozbyć. Jednak można śmiało powiedzieć, że ten spryciarz Harry, "wheeler-dealer" jak o nim mówi się w Anglii (co w wolnym tłumaczeniu oznacza "obrotnego gościa") już najważniejszego transferu dokonał. I to nie do szatni, ale pokoju trenerów.

McPorażka

By jednak zrozumieć, dlaczego Steve McClaren, przecież były selekcjoner reprezentacji Anglii, przyjął ofertę zostania jednym z trzech asystentów Redknappa, należy spojrzeć na jego ostatni dorobek. On sam przyznawał, że po porażce w eliminacjach do Euro 2008 jego reputacja w kraju leży, ale później przecież odnosił sukcesy za granicą. Jednak po tym, jak kojarzono go z parasolką, pod którą chował się na Wembley patrząc na katastroficzną grę jego Anglii, teraz równie dobrze utożsamiać go można z kolejnymi menedżerskimi wpadkami.

W Holandii jeszcze zdołał odbudować część swojej reputacji z Twente, lecz pewnie do dziś przeklina decyzję o przenosinach do Wolfsburga w lecie 2010 roku. Nie minął grudzień, a Anglik już był na bezrobociu. Nowy sezon rozpoczął w Nottingham, ale z Forest, ugrawszy ledwie osiem punktów w dziesięciu meczach, uciekł narzekając na właścicieli. Wrócił do Holandii, lecz i tam szybko się go pozbyto - kibice przygotowali ogromną płachtę, kpiąc na jednym ze spotkań z jego wybujałego ego.

Choć jest to może zbyt brutalne dla jego skądinąd poważnej i momentami pełnej sukcesów kariery szkoleniowej, to ostatnio Steve McClaren kojarzy się jedynie ze wspomnianą parasolką, udawanymi i komicznymi akcentami z Holandii oraz Danii i fatalnymi decyzjami. Nawet w Middlesbrough, gdzie wygrał Puchar Ligi, kibice rzucali w niego swoimi karnetami błagający, by się wynosił.

Od marca McClaren szukał pracy w Anglii, a posad przecież nie brakowało. Pomimo kilku rozmów nie dostał pracy w rozpadającym się Wolverhampton, nie powiodła się również próba zaczepienia w Wigan osieroconym przez Roberto Martineza. Zdesperowany były selekcjoner mówił ostatnio, że jest gotów wrócić do pracy... nauczyciela trenerów w nowym ośrodku szkoleniowym angielskiej federacji. Wtedy do ręki telefon chwycił Harry Redknapp.

Gwiazda z treningów

Oczywiście można kpić sobie z McClarena, ale nikt nie zaprzeczy, że pod względem pracy wykonywanej na treningach jest on w absolutnym czubie krajowej stawki. Zaangażowany, korzystający z zagranicznych przykładów, ciągle się rozwijający... nic dziwnego, że nawet reprezentanci Anglii, którzy z nim przecież się kompromitowali, przyznawali, że jego sesje treningowe były fenomenalne. - Był jednym z najlepszych trenerów z jakimi pracowałem, a myślę, że koniec końców zabrakło mu tylko szczęścia - twierdzi Phil Neville, nowy członek sztabu Davida Moyesa w Manchesterze United.

Nawet tak łatwo osądzające i druzgocące w swoich ocenach angielskie media doceniają równie ciekawych rozmówców, co Steve McClaren. Jego szokujące stwierdzenie, że "holenderski junior wie o taktyce więcej niż angielskie gwiazdy Premier League", poruszyło do debaty o potrzebie stworzenia krajowego planu szkolenia.

Nic dziwnego, że w Holandii odnalazł się najlepiej ze wszystkich swoich ostatnich przygód - to z Twente wygrał tamtejszą ligę, to on otrzymał nagrodę im. Rinusa Michelsa dla najlepszego szkoleniowca Eredivisie. - To jest piłkarski naród, ale przede wszystkim trenerski. Oni wychowują przyszłych trenerów - mówił zachwycony w grudniu 2012 roku. Z angielskimi dziennikarzami dzielił się wrażeniami z pracy z zawodnikami o wyższej świadomości taktycznej, którzy nawet w trakcie treningów zadawali mu pytanie. A nie, jak gwiazdy z Anglii, czekali na koniec sesji, by wrócić do pięknych domów swoimi szybkimi autami. Zresztą tam też każdy podkreślał wyjątkową jakość jego zajęć - co w kraju, który myślą szkoleniową tak bardzo ukształtował współczesny futbol jest olbrzymią pochwałą.

- Nawet zaczynając swoją karierę wiedziałem, że chcę zostać po prostu świetnym trenerem. Myślę, że tego dokonałem - mówił McClaren. Czytający biografie słynnych amerykańskich trenerów szukał różnych sposobów na motywowanie ludzi młodych i bogatych, a tym najlepszym okazało się wyciąganie z nich pasji do futbolu w trakcie codziennych treningów. Zero nudy, zero przestojów - tym McClaren zachęcał ich do ciężkiej pracy.

Jednak żywot trenera to nie tylko codzienne treningi, to także tuziny innych aspektów w których wychodziły braki McClarena. Fatalnie współpracował z mediami będąc pod presją, nie potrafił dogadywać się z właścicielami, miał kiepskie oko do transferów, wreszcie podejmował po prostu złe decyzje w trakcie spotkań. Zwycięstwa i tryumfy przychodziły, lecz McClaren widocznie nie potrafił wyciągnąć z nich odpowiednich wniosków - nie wiedział jak je kontynuować.

Harry znowu w akcji

Harry Redknapp doskonale wie, na czym polega ciężka praca człowieka od brudnej roboty na treningach. Sam przecież wiele lat spędził będąc zaledwie asystentem, a dopiero przejęcie stołka menedżera w West Hamie obudziło w nim tego obrotnego oraz wyjątkowo cwanego osobnika, który doprawdy w angielskiej piłce ustawił się wspaniale. Pomimo mniejszych osiągnięć od McClarena, pomimo spadku z QPR, to on jest wciąż faworytem mediów i kibiców.

Niedoszły selekcjoner reprezentacji Anglii oferując swojemu koledze po fachu pracę asystenta niejako przyznał się do błędu. Poprzedni sezon QPR toczył się zbyt daleko od muraw ośrodka treningowego, a zajęty dopinaniem kolejnych transferów menedżer często zostawiał swoich piłkarzy w rękach sztabu szkoleniowego. - Musiałem odświeżyć to miejsce, nie tylko sam zespół. Potrzebuję nowych pomysłów, różnych opinii i kolejnej doświadczonej osoby do rozmowy - przyznał Redknapp niedawno. Teraz popularny 'Arry może zająć się przeglądaniem najlepszych ofert na transferowym rynku (patrz - Scott Parker za dwa miliony funtów), bo jego zespół jest w odpowiedzialnych rękach. Już z pierwszych video raportów z obozu przygotowawczego QPR w Devon łatwo było dostrzec ten entuzjazm na twarzy McClarena - nawet gdy po prostu rzucał piłki trudzącym się w jego ćwiczeniach piłkarzom.

Najlepsze rozwiązanie

To także doskonałe rozwiązanie dla Tony'ego Fernandesa, właściciela QPR. On jest w Redknappa ślepo zapatrzony, ale musi zdawać sobie sprawę, że ambicje Harry'ego sięgają czołówki Premier League, a nie walki o awans w Championship. Już pierwszy kryzys i pierwsze oferty mogą mu go odebrać - Steve McClaren już w pierwszym wywiadzie deklarował, że jego chęci do samodzielnego prowadzenia drużyn są wciąż spore. Niedoświadczony i ciągle popełniający naiwne błędy właściciel będzie miał w wypadku odejścia Redknappa rozwiązanie tuż pod własnym nosem.

I kto wie, może ten wykpiwany McClaren, "Wally with the Brolly" jak go określiły tabloidy po katastrofie w kadrze, jeszcze wróci na sam szczyt? Jeśli nie jako ceniony menedżer, to może właśnie topowy asystent - grunt to umieć wykorzystać swoje zalety, nawet jeśli ograniczają się one do często niedostrzegalnej przez media i kibiców pracy na treningach. Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook