Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 4 września 2013

To się Madryt zdziwił...

fot. marca.com
Stolica Hiszpanii wita miesiąc wrzesień bez Mesuta Özila, za to z Garethem Bale'em i potężną dawką wszechobecnego zdziwienia.

Madrycki plan się nie powiódł. Fajerwerki, za jakie trzeba uznać sprowadzenie za 91 milionów Garetha Bale'a, okazały się kiepskim tematem zastępczym. Kibice, a tym bardziej reszta drużyny, zorientowali się, że czegoś w klubie brakuje, a konkretnie - pewnej charakterystycznej facjaty wiecznie zdziwionego Niemco-Turka.

W ekipie poruszenie. Sergio Ramos przekonuje, że gdyby to on odpowiadał za transfery, do takiej sytuacji nigdy by nie doszło. Ciężko reprezentantowi Hiszpanii w tym wypadku nie wierzyć. Znając jego refleks i życiowe rozgarnięcie o braku możliwości dokonywania transferów dowiedziałby się zapewne w 3 tygodnie po hucznym zamknięciu okienka.

Swego niezadowolenia nie ukrywa także Ronaldo, który zastanawia się, kto będzie mu teraz dogrywał piłkę tak rewelacyjnie jak robił to Niemiec, skoro Isco za dobrą duszę robił tylko podczas pretemporady, a gdy nadszedł właściwy sezon, perfidnie kradnie mu gole. Siłę smutku Ronaldo poznaliśmy już przed rokiem i nieroztropnym człowiekiem jest Florentino Pérez, narażając się ponownie na huśtawkę nastrojów swojego snajpera, nie będąc z nim jeszcze po słowie w sprawie nowego kontraktu.

Ale najgorsze jest to, że stratę rozgrywającego odczuwa także przeważnie najbardziej oddany sprawie Álvaro Arbeloa, mający monopol na najtrafniejsze spostrzeżenia. Prawy (choć czasem "lewy") defensor przyznał, że Mesut pożegnał się w niedzielę z drużyną, ale zdawało mu się, że to kwestia wyrafinowanego niemieckiego poczucia humoru. Okazało się, że Özil w zanadrzu miał już wtedy żart dużo bardziej zmyślny - transfer do Arsenalu.

Głos w sprawie zabrał też tymczasowo nie mający nic do gadania w kwestii spraw kadrowych Realu Madryt, José Mourinho. Portugalczyk nazwał Mesuta jedynym w swoim rodzaju, określił go jako najlepszą "10" na świecie i przyznał, że rozgrywający sprawiał za czasów rządów The Special One w stolicy Hiszpanii, że pewne rzeczy były łatwiejsze. Ten, kto ma pamięć mniej wybiórczą niż coach Chelsea, pamięta jednak, że nie zawsze tak bywało.



*

Polska dziwi się, że ma w kadrze Brożka. Hiszpania dziwi się, że ma kadrze Nacho Fernándeza. I pisząc Hiszpania, nie wyłączam przed nawias samego Nacho, zdziwionego zapewne najbardziej ze wszystkich, o czym świadczą słowa wypowiedziane przez niego po otrzymaniu tej radosnej nowiny - To naprawdę była ostatnia rzecz jakiej bym się spodziewał. Byłem zdziwiony i nie wierzyłem, gdy o tym usłyszałem. To dar z nieba.

23-latek przyznał także, że Iker Casillas powiedział mu, że ma korzystać z szansy i cieszyć się z zaistniałej sytuacji. A trzeba mieć na względzie, że słowa bramkarza Los Blancos mają tu istotną wagę. W dziedzinie niespodziewanych i nie do końca zasłużonych powołań reprezentacyjny "nr 1" staje się powoli autorytetem.

Gdy jednak zagłębimy się w meandry umysłu del Bosque, gdy postawimy się w jego sytuacji, to okaże się, że wybór rezerwowego obrońcy Realu można uznać poniekąd za uzasadniony, tak jak uzasadnione po głębszej analizie jest powołanie dla Pawła Brożka. Wobec braku Puyola (którego kolana podlegają chyba z wiekiem coraz intensywniejszej biodegradacji), kontuzji obu Martinezów, zawieszenia Pique i faktu, że Raul Albiol już jest w składzie, naprawdę ciężko wskazać kolejnego kandydata na środek reprezentacyjnej defensywny.

Najlepsza ligowa defensywa złożona jest z Brazylijczyka i Urugwajczyka. Środek obrony pozostałych ligowców albo także tworzą stranieri, albo przekwitłe talenty jak Marc Valiente, Alberto Botía czy Alexis Ruano, o ciężkich przypadkach pokroju Davida Lombána nie wspominając. W tej sytuacji Sfinks stanął przed wyborem - Bartra czy Nacho? I by nie być jeszcze raz posądzonym o niezdrowe barcelońskie upodobania, zdecydował się na produkt La Fábrica. Może to być dla niektórych szok, ale stało się - w Hiszpanii zabrakło klasowych piłkarzy.

Cała historia powołania pokazuje też jak przewrotną dziedziną życia jest piłka nożna. Za dużo bardziej zdolnego z dwójki madryckiego rodzeństwa uznawano zawsze Álexa Fernándeza. Dziś 20-latek, jeszcze niedawno wybierany najlepszym graczem młodzieżowych turniejów, jest zawodnikiem Espanyolu, do którego ostatnimi czasy trafiają sami ludzie znikąd, podczas gdy jego brat, do niedawna znany głównie jako zarzewie konfliktu na linii Mourinho-Toril, trenuje w kadrze pod okiem Vicente del Bosque.

*

O transferach Atlético wypowiedział się prawy defensor klubu, Juanfran. Obrońca docenił sprowadzenie w ostatnim dniu okienka tak wartościowych zawodników jak Josuha Guilavogui czy Toby Alderweireld, jednocześnie przyznając jednak, że żaden z nich nie jest jego zdaniem największym wzmocnieniem, jakiego Los Colchoneros dokonali latem.

Co ciekawe w opinii jednokrotnego reprezentanta Hiszpanii nie jest takowym także David Villa, Léo Baptistao, Dani Aranzubía czy nawet José María Giménez, bo zdaniem Juanfrana najbardziej istotne jest to, że w klubie pozostał Adrián López, kuszony w tym okienku przez Monaco, Romę czy Arsenal. Obrońca jest przekonany, że były zawodnik Deportivo zaliczy w tym sezonie comeback.

Jak widać Kościół Transferów Wewnętrznych ma coraz większe grono wyznawców.

*

Zmiana trenera w Polsce, pracę dostaje Hiszpan. Zmiana trenera w Hiszpanii, pracę dostaje Polak? To drugie jest raczej w obecnej sytuacji fikcją literacką, ale w nieco innych warunkach miałoby rację bytu. Karuzela trenerska na Półwyspie Iberyjskim została puszczona w ruch. Pracę stracił opiekun Osasuny José Luis Mendilibar. Powodem takiej decyzji miały być słabe wyniki osiągane przez drużynę i trzeba przyznać, że "w papierach wszystko się zgadza". 3 mecze i 3 porażki. Ostatnia, najbardziej żenująca, z Villarreal miała być gwoździem do trumny. To gospodarze spotkania na El Sadar wyglądali na takich, którzy dopiero wrócili do najwyższej klasy rozgrywkowej i są z tego powodu delikatnie zagubieni.



Gdy jednak spojrzymy wstecz okaże się, że taka decyzja może być przejawem niekonsekwencji. Osasuna Mendilibara równie pokracznie weszła w poprzednią temporadę, notując przy tym aż dwie porażki z beniaminkami. Trener w porę naoliwił jednak tryby podległej mu maszyny i na koniec rozgrywek klub w gronie ekip walczących o utrzymanie spisał się najlepiej, gwarantując sobie ligowy byt jeszcze przed ostatnią kolejką.

Prezes Miguel Archanco jest jednak zdania, że w tym się objawia konsekwencja jego czynów, że na dokonaną teraz decyzję wpływ mają także poprzednie wpadki trenera, a trzy porażki na starcie nowych rozgrywek tylko przelały czarę goryczy. I piszę w ten sposób nieprzypadkowo, bo wszelkie aforyzmy o szklance w połowie pustej i w połowie pełnej oraz o jej napełnianiu zdominowały wypowiedź głównodowodzącego Los Rojilos.

Kandydatów na opuszczone stanowisko jest podobno kilku. Najsilniejszym jest Javi Gracia, człowiek z Pampeluny, a ostatnio - autor awansu Almeríi do Primera. Przewija się także nazwisko Rubiego, pełniącego aktualnie rolę asystenta Gerardo Martino w Barcelonie. Jak jednak wiadomo Tata ma w planach rezygnację z niego lub z Jordiego Roury. Ruch ze strony Osasuny mógłby ułatwić Argentyńczykowi zadanie.

Na polskim Twitterze dominuje jednak koncepcja z Janem Urbanem w roli głównej. Pomysł to wcale nie absurdalny, bo Polak w wakacje, jeśli wierzyć medialnym doniesieniom, był o krok od przenosin do Nawarry. Dziś taki wybór w mojej opinii byłby jeszcze bardziej sensowny - Hiszpania ładny kraj, a i od Osasuny nikt Ligi Mistrzów nie wymaga, więc presja mniejsza. No i może przy okazji pojawiłaby się szansa na jakiś polski zaciąg w La Liga i przekonalibyśmy się wreszcie czy Jakub Kosecki to w istocie kropla w kroplę Pedro Rodriguez. Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook