Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 22 lipca 2014

Stara Dama zmienia szaty

fot. goal.com
Kibice korzystają z uroku gorącego lata, ale ich ukochane kluby walczą w tym czasie na rynku transferowym. Potyczki czysto piłkarskie zastępują te o podpis piłkarza na kontrakcie. Znana wszystkim od lat monotonia - wzmocnić się, pokazać swą wyższość, by w przyszłości wspinać się coraz wyżej w hierarchii. Paradoksalnie mają się jednak sprawy w Turynie, gdzie walczą o to, by jak najmniej ucierpieć po tegorocznym mercato. Arrivederci "Starej Damie" powiedział już Antonio Conte, a w kolejce do rozbratu są przecież jeszcze Paul Pogba czy Arturo Vidal.

Kilka tygodni temu w stolicy Piemontu cieszono się z trzeciego z rzędu już Scudetto. To ostatnie zdobyte zdobyte w sposób godny prawdziwego hegemona - 17 punktów przewagi nad drugą Romą i 102 punkty uciułane w trakcie całej kampanii. W ten sposób został również pobity rekord Interu z sezonu 2006/2007, kiedy to "Nerazzurri" zdobyli 97 oczek. Niesmakiem może pozostać fakt, iż "Stara Dama" nie zagrała w finale Ligi Europejskiej, który odbywał się na Juventus Stadium. Nie zmienia to jednak faktu, że wyczyn "Bianconerich" zasługuje na gromkie brawa ze strony pokonanej konkurencji. Budowa niezwyciężonej maszyny to w dużej części zasługa trenera Antonio Conte, ale też dyrektora generalnego, Giuseppe Marotty. Jednak nic nie trwa wiecznie.

Już podczas końcówki poprzedniego sezonu dało się wyczuć, że w mistrzowskiej ekipie coś jest nie tak. Mimo iż trenera wiązała umowa z klubem do 2015 roku, to w jego głowie powoli rodziła się wizja podjęcia nowego wyzwania. W kuluarach dużo się mówiło o objęciu mającego mocarstwowe plany AS Monaco, ale również gdzieś po cichu szeptano o zastąpieniu Cesare Prandellego na stanowisku selekcjonera "Squadra Azzurra". Do tego wszystkiego doszedł również syndrom wypalenia. Sam Conte czuł, że wycisnął z tej kadry wszelki możliwy potencjał, zdobywając z nią krajowe podwórko. Mimo że nie podbił Europy, zdawał sobie sprawę, że calcio jest zbyt daleko w tyle, by walczyć z Anglią, Hiszpanią czy Niemcami. Spekulacje i prywatne odczucia nie zaburzyły jednak ciągu pracy i Conte, który sumiennie poprowadził zespół do szczęśliwego końca. To, że Juventus nie pozostał mu obojętny, niech świadczy jego zachowanie podczas rewanżowego spotkania w LE z Benficą, gdy rozemocjonowany raz po raz podnosił się z ławki.

Serce jednak nie było w stanie wygrać z rozumem, który jasno mówił: czas z tym skończyć. Tak też się stało, gdy kilka dni temu Włoch złożył na biurko Andrei Agnellego rezygnację. Jego decyzja była po części taka, a nie inna z powodu innej wizji funkcjonowania klubu od tej jaką mieli w planach właściciel i dyrektor generalny. Na Półwyspie Apenińskim trwa aktualnie kryzys finansowy, co negatywnie odbiło się na familii Agnellich, właścicieli koncernu samochodowego "Fiat". Łatając dziury w swym rodzinnym budżecie musieli oni również uwzględnić Juventus, który od lat jak większość włoskich zespołów, skrupulatnie liczy grosz za groszem. Obecna pozycja "Starej Damy" to w dużej mierze zasługa Giuseppe Marotty. Znany ze swojego charakterystycznego zeza Marotta wprowadził zupełnie nową politykę transferową, której celem było pozyskiwanie młodych talentów za groszowe sprawy, bądź graczy niechcianych przez swych pracodawców, albo takich, którzy byli z kartą zawodniczą w ręku. Takim oto sposobem do Piemontu zawitali między innymi Carlos Tevez, Arturo Vidal czy Paul Pogba. Ci dwaj ostatni mają być teraz głównym źródłem zysków w kasie klubowej, czego Marotta jakoś specjalnie nie ukrywa. Osłabianie teamu poprzez sprzedawanie jego kluczowych postaci - motto, które wystarczyło, by odstraszyć Conte od dalszego przewodzenia ukochanemu klubowi.

Choć większość fanów czarno-białej części Turynu pragnęłoby cofnąć czas i wszystko odwrócić, to niestety będą skazani zaakceptować nową rzeczywistość i przyszłość. Co do tego co nas czeka to kontynuatorem dzieła Conte został Massimiliano Allegri. Człowiek, o którym tifosi z mediolańskiej Curva Sud nie chcą słyszeć, a gdy słyszą, cisną im się na usta inwektywy, których nie powinny słyszeć małe dzieci. Popularny "Max" po tym jak zdobył w 2011 roku Scudetto przerywając dominację lokalnego rywala, schodził rok w rok z drużyną szczebel niżej, aż zajechał na dno, bo tak można nazwać uczynienie z Milanu ligowego przeciętniaka. Odchodził w atmosferze skandalu i konsternacji. Ludzie mu grozili, ale wydaje się, że dał sobie z tym wszystkim radę. Teraz pragnie rozpocząć nowy rozdział w swej karierze.

Juventus wyciągnął pomocną dłoń do szkoleniowca, oferując posadę w swym klubie. Był jednak pewien haczyk - zaakceptować politykę klubu, jaką narzucili Agnelli z Marottą. Allegri z automatu powiedział "TAK". Doskonale wiedział, że jest to jedyna taka okazja do powrotu na trenerskie salony. Teraz czeka go niezwykle trudne zadanie o dużym priorytecie - utrzymać "Starą Damę" na tronie. Sęk w tym, że to nie będzie tak proste, jak za czasów Conte. Klub liczy na to, że uda się uzdrowić finanse, a konkurencja wykonała w tym czasie duży krok w przód.

Szukanie pieniędzy nie oznacza, że Juventus będzie tylko oszczędzał. Klub niedawno zasiliła świeża i młoda krew - Alvaro Morata, jednak nie wszyscy tifosi optymistycznie przyjęli tę wiadomość. Panują dwie skrajnie różne opinie. Jedni uważają, że to może być napastnik światowej klasy, drudzy zaś są oburzeni, że ponad 20 mln euro poszło na zawodnika, który tak właściwie w futbolu jeszcze nic znaczącego nie pokazał. Hiszpan, jak dotąd przedstawiany jako perła akademii Realu, był w poprzednim sezonie zmiennikiem Karima Benzemy. Wchodząc jednak na boisko niczym spektakularnym się nie wyróżniał, a bramki zdobywał głównie przeciwko ligowym chłopcom do bicia. Turyn ma być jego pierwszym tak poważnym wyzwaniem, a rywalizacja o miejsce w składzie znacznie mniejsza. Jakościowo "Juve" to nie ten sam poziom co "Los Blancos", co ma pomóc Moracie, ale i ilościowo "Bianconeri" pod względem snajperów nie imponują. Sprzedani zostali już Mirko Vucinić i Fabio Quagliarella, a Domenico Berardi znów ma się udać na wypożyczenie. W kadrze aktualnie są więc Tevez, Morata, Llorente i Giovico. Czy Allegri będzie w stanie walczyć czterema napastnikami na trzech frontach, dwóch wystawiając co mecz w wyjściowym składzie?



Wielu ekspertów powątpiewa, że i w tym roku Juventusowi uda się obronić tytuł. Konkurencja już tylko ostrzy pazury, by rozszarpać króla pozbawionego części swych szat. Roma, Napoli czy Inter wykonały kilka interesujących roszad i ani śmią zwątpić w powodzenie swego planu, jakim jest detronizacja "Starej Damy". Ale nie wieszajmy psów na mistrzu póki do gry nie wejdą aspekty czysto boiskowe. To wtedy będzie można zweryfikować prawdziwą siłę obecnych panów calcio. Allegri będzie chciał pokazać, że ostatnie miesiące w Mediolanie to zwykły przypadek, Morata spróbuje udowodnić swój talent (w czym może przeszkodzić mu odniesiona własnie kontuzja), a przecież w tej ekipie są jeszcze Vidal, Pogba i Pirlo, a wcale nie jest powiedziane, że na pewno odejdą. To nadal jest silny zespół, który może odesłać z kwitkiem każdego oponenta, niezależnie od warunków, w jakich przyjdzie im się z nim zmierzyć. Parafrazując klasyka włoskiej piłki, Luciano Moggiego: "Po pięciu latach dominacji Interu przyjdzie ten sam okres dominacji, ale Juvenusu." Owe słowa stają się z rokiem na rok coraz bardziej prorocze. Czy będą w stanie się spełnić? Pierwsza weryfikacja formy "Starej Damy" pod egidą Allegriego już za niecały miesiąc.

Patryk Wycisk
comments powered by Disqus
facebook