Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 3 lipca 2014

Soccer według Klinsmanna

fot. goal.com
Jego pierwsza konferencja wyglądała niczym wykład o futbolu. Zgromadzeni dziennikarze wyliczali potem, że użył ponad trzech tysięcy słów i wiele miało naturę czysto teoretyczną. Tak jakby Jürgen Klinsmann przybył do kraju zupełnie zielonego w kwestiach piłkarskich i zaczął pouczać wszystkich dookoła. Jeśli nawet soccer nie cieszy się tam zbyt dużą popularnością, to ich fanom świat zatrząsł się wtedy w posadach.

Za kadencji Niemca nie pierwszy zresztą raz. Burza wokół niego nie cichła ani na moment, kontrowersyjne decyzje obiegały media z prędkością błyskawic, a tamtejsze środowisko, tak nieprzychylne na początku nowemu selekcjonerowi, grzmiało raz po raz. Krytykowany nieustannie w ciągu kilkunastu pierwszych miesięcy, do tego wzburzonego otoczenia dokładał swoje trzy grosze.

Kindersztuba Klinsmanna

Osoby z bliskiego otoczenia obecnego trenera Stanów Zjednoczonych stale powtarzały, że podąża on własnymi ścieżkami, że jest głuchy na nieżyczliwe głosy i zawsze wszystko robi po swojemu. Toteż lądując za Oceanem, od razu zabrał się za pouczanie Amerykanów. To, co dotychczas robili, robili zazwyczaj źle, przeszłość ma pozostać przeszłością, a odpowiedzi na pytania dręczące amerykańską drużynę leżą wyłącznie w przyszłości.

Podkreślał, że nie wzniesie tamtejszego futbolu na wyższy poziom, jeżeli będzie kopiował działania poprzedników. A zawodnikom, którzy pragną dalej się rozwijać, zalecał opuszczenie Major League Soccer i wyjazd do Europy. Narzekał w ogóle na system wiosna-jesień w jakim gra MLS, podczas gdy reszta świata toczy boje zupełnie na odwrót. Nie rozumiał kilkumiesięcznej przerwy między sezonami. Ubolewał nad tym, że najbardziej uzdolnieni wybierają baseball czy koszykówkę i krytykował ligę akademicką, która zabiera młodym szansę trenowania z prawdziwymi zespołami.

Nie było to jednak tylko czcze gadanie, a reprezentacja dla Klinsmanna jedynie celem samym w sobie. On chciał odbudować cały amerykański soccer. To jego decyzją szkółki piłkarskie zaczęły działać w 10-miesięcznym trybie pracy. MLS zaś wraz z jego przyjściem sezon rozpoczyna coraz wcześniej, teraz z początkiem marca, i kończy coraz później, ostatnimi dniami listopada. Natomiast kiedyś piłkarze inaugurowali sezon dopiero późnym marcem i żegnali się wczesnym listopadem.

Niezrozumienie takiego stanu wynikało z prostej rzeczy, dla niemieckiego szkoleniowca futbol to 24-godzinna harówka, która wymaga całkowitego skupienia, pełnej koncentracji i profesjonalnego podejścia. On żyje piłką na okrągło i tego samego oczekuje od swoich podopiecznych. Ma za sobą rzeszę asystentów, stan fizyczny graczy ściśle monitoruje specjalizująca się w tym firma, jego treningi zawierają nawet ćwiczenia jogi, a metody pracy obejmują restrykcyjny program żywieniowy i regularne badania krwi.

Soccer w wydaniu niemieckim

Nie byłoby tego pietyzmu w przygotowaniach zespołu i w ogóle nie byłoby Klinsmanna w USA, wcześniej już im przecież odmawiał, gdyby od samego początku nie otrzymał wolnej ręki i pełnej swobody, tam każde jego słowo niemal natychmiast zamienia się w czyn. I od samego początku swoim niczym nieskrępowanym postępowaniem budził wśród Amerykanów spore zdziwienie.

Pierwsze eliminacyjne spotkanie skończyło się dużą wpadką, porażką z Hondurasem. Prasa prześcigała się wówczas w cytowaniu wypowiedzi anonimowych zawodników, opowiadających o tym, że przedmeczowa przemowa nowego szkoleniowca składała się jedynie ze słów: Idźcie wyrazić siebie.



O ile w pierwszych miesiącach zdumienie nie nikło, a burza wokół niego nie ustawała, to przed samym mundialem rozpętał się prawdziwy huragan. Najpierw w wywiadzie z „The New York Times” powiedział, że USA nie ma szans na wygranie mistrzostw, gdyż nie prezentuje jeszcze odpowiedniego poziomu, a potem miejsca w kadrze zabrakło dla Donovana.

Landona Donovana, piłkarza-instytucji w Ameryce, człowieka, który wybiegł w koszulce reprezentacji 156 razy, strzelił w niej 57 goli i który występował na poprzednich trzech mundialach. Miejsce w kadrze znalazło się za to dla 19-letniego Juliana Greena, gracza rezerw Bayernu Monachium, który ledwo co debiutował w seniorskim futbolu, a w Stanach Zjednoczonych rozegrał raptem dwa mecze. Po takich decyzjach dziennikarz ESPN, Michael Wilbon, wzywał Niemca, by ten bezzwłocznie zrezygnował z prowadzenia drużyny.

Człowiek z planem

Nawet jeśli Klinsmannowi można zarzucić taktyczną indolencję - o czym wspominał w swojej autobiografii Philip Lahm, pisał, że za jego czasów to zawodnicy Bayernu musieli spotykać się przed meczami i decydować jak mają grać – oraz bzika na punkcie wytrzymałości i przygotowania fizycznego, to trzeba napisać, że jest kimś z planem i wizją. Planem, który Amerykanów również powinien szokować.

Polegał on na wpuszczeniu do szatni dosyć nietypowego powiewu świeżości w postaci piłkarzy urodzonych poza krajem. Kadra pod wodzą Klinsmanna stała się więc nieco kosmopolitycznym tworem, gdzie zobaczymy mieszankę różnych kultur - czterech graczy urodzonych i wychowanych w Niemczech oraz piątego wyciągniętego z tamtejszych młodzieżówek, a także Norwega z urodzenia i Amerykanina ukształtowanego na boiskach Islandii.

Dodając do tego ogólnoświatowego towarzystwa meksykańskie bądź kolumbijskie korzenie niektórych zawodników, futbolistów kopiących piłkę swego czasu w Anglii, Włoszech lub u naszych zachodnich sąsiadów oraz asystentów z Niemiec i Austrii, to otrzymamy coś, z czym fani soccera spotykają się pierwszy raz. Klinsmann podkreśla jednak, że futbol w dzisiejszych czasach stał się po prostu globalną dyscypliną. Na mistrzostwach widzieliśmy przecież trzech trenerów z Kolumbii, którzy nie prowadzili ojczystej drużyny, oddając ją w ręce Argentyńczyka, a o sile ataku Hiszpanii miał stanowić Brazylijczyk.

Obecny selekcjoner przekonywał więc, że gdy piłka ulegała totalnej globalizacji, to Stany Zjednoczone starały się od niej odciąć. To w tym swego rodzaju izolacjonizmie doszukiwał się głównej słabości USA. Popierał go na łamach „The New York Times” Eric Wynalda, były reprezentant, pierwszy gracz z MLS, który trafił do Bundesligi, mówiąc, że Klinsmann zauważył, iż próbowali zamerykanizować tę dyscyplinę, że mają zły harmonogram gier i zbyt długą przerwę międzysezonową, że kiedy inni walczą o punkty, oni tylko ćwiczą.

System ponad wszystko

Dwa lata zajęło mu zdobycie przychylności Amerykanów. Dopiero w ubiegłym roku Stany Zjednoczone zaczęły grać na miarę jego oczekiwań - wygrały 12 meczów z rzędu, zdobyły Gold Cup i awansowały na mundial na dwie kolejki przed końcem eliminacji. Dokonały tego w stylu atrakcyjnym, przyjemnym dla oka, a wcześniejsze defensywne usposobienie, nastawione jedynie na kontrataki, zastąpiły poszanowanie piłki i ofensywna gra.

Niemiec - przedłużył już umowę do 2018 roku i został mianowany dyrektorem technicznym całego amerykańskiego soccera - jest człowiekiem, który myśli systemowo i systemy zmienia. Jego dotychczasowa przygoda z USA na mistrzostwach nie może być określana inaczej niż w pozytywnych słowach, ale trzeba na nią wziąć poprawkę. Bo jego rewolucja jeszcze w pełni się nie dokonała. To nie jest jeszcze soccer według Jürgena Klinsmanna. Kamil Kaźmierczak
comments powered by Disqus
facebook