Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 8 września 2013

Skromność? Nie, dziękuję

fot. skysports.com
Robert Lewandowski już nie jest faworytem ludzi "siedzących w temacie" (bo lud nadal go wielbi). Podobno ma o sobie zbyt wielkie mniemanie, gwiazdorzy, nie chce mu się grać w reprezentacji i ogólnie uderzyła mu woda sodowa. A przecież nie ma do tego podstaw, nie pociągnął reprezentacji do medalu na Euro ani do awansu do MŚ.

Schizofrenia ekspertów

Ten tekst nie będzie udowadniał, że Robert Lewandowski to ósmy cud świata, bo to nieprawda. Jest świetnym wysuniętym napastnikiem, na poziomie Benzemy czy Torresa, ale poniżej poziomu Cavaniego czy Ibrahimovicia. W reprezentacji faktycznie strzela bardzo mało goli, ale czy zawodzi? To temat na inny dzień.

Natomiast krytykowanie go za wypowiedzi mające świadczyć o tym, że ma o sobie zbyt wysokie mniemanie, więcej mówią o wyraźnej schizofrenii krytyków (oczywiście, tylko przy założeniu, że życzą sobie, by Lewandowski strzelał, a reprezentacja wygrywała - jeśli tego nie chcą, to nie widzę problemu). Żądanie, by piłkarz grał świetnie i jednocześnie był szarą myszką wątpiącą w każdy swój ruch, jest naiwne. Jeśli piłkarz ma grać dobrze, musi być pewny siebie. To działa właśnie w ten sposób. Oczywiście mamy tutaj sprzężenie zwrotne - jeśli będzie grał dobrze, będzie również pewny siebie. Ale nastawienie mentalne musi się pojawić jako pierwsze.

Truizmem jest twierdzenie, że najpierw piłkarz musi mieć wystarczające umiejętności. Trudno jednak zaprzeczyć, że Lewandowski je ma. Poza tym, każdy zawodnik działa w ramach określonego środowiska. Nawet amator grający na osiedlowym Orliku musi być pewny swoich umiejętności, by grać dobrze, choć są one mizerne w porównaniu do, dajmy na to, Tomasza Zahorskiego. Brak pewności siebie oznacza wahanie przy każdym zagraniu, uciekanie od rywala i snucie się po boisku w nadziei, że piłka poleci w inną stronę.

Świat arogancji

Nie bez powodu Ibrahimović czy Cristiano Ronaldo są czasem nazywani arogantami. Granicząca z arogancją pewność siebie pozwala im grać na stałym, wysokim poziomie i nie przejmować się porażkami. Nie udało się? Trudno, następnym razem wyjdzie. Trzy razy z rzędu źle podałem? Widocznie kolega biegł za wolno.

Widać tu pewną sprzeczność z chęcią do analizowania swojej gry, bo przecież zawsze pewne błędy można wyłapać. Ale coś w rodzaju specyficznego dwójmyślenia powoduje, że ci piłkarze nie obwiniają się za popełniane błędy, a co za tym idzie - ich nastawienie mentalne nie powoduje obniżki formy. Zresztą, mogą zostawić to trenerom i analitykom, a potem zwyczajnie wysłuchać ich wskazówek, nie zastanawiając się nad tym, kiedy i gdzie się pomylili.

Chamstwu trzeba się przeciwstawić siłom i godnościom osobistom

Ktoś powie: Ale po co takie wypowiedzi w wywiadach, przecież to źle wygląda, nie lepiej być skromnym? Przypuszczam, że nie. Rzecz jasna jeśli ktoś w teście na pewność siebie dostaje 11 punktów na 10, może to świadczyć o pewnej utracie kontaktu z rzeczywistością. Ale skupianie się na każdej wypowiedzi nacechowanej zuchwałością i arogancją jest bezcelowe. Zresztą ciężko zliczyć, ile razy po przegranych meczach pojawiały się komentarze: oni ten mecz przegrali już w szatni, wyszli wystraszeni, z takim bojaźliwym nastawieniem nie można wygrywać. Racja. Nie można. A gdy po utracie gola piłkarze zaczynają wątpić w swoje możliwości, to pozostaje jedynie zgasić światło.

Wypowiedzi i zachowania piłkarzy czasem są mądrzejsze, czasem głupsze (podobnie jak pytania dziennikarzy), ale lepiej, by emanowali zbytnią pewnością siebie niż zastanawiali się, czy w ogóle są w stanie przeciwstawić się rywalom. W razie ewentualnej sodówki to boisko zweryfikuje delikwenta, bo szybko przestanie być przydatny dla zespołu. W Polsce to zwykle kibice są zbyt pewni siebie (czego przykładem było spotkanie Lecha Poznań z Żalgirisem), a potem powodowani frustracją wylewają swoje żale na gwiazdorków - którzy wcale nie gwiazdorzyli, ale za to bali się kopnąć piłkę, żeby czegoś nie popsuć.

Piłkarze pewni siebie niekoniecznie będą wygrywać, ale piłkarze niepewni siebie zawsze będą przegrywać. Jeśli pragnie się wygranych - trzeba zakładać, że jest się lepszym od przeciwnika. W trakcie meczu nie jest potrzebna realna ocena zespołu, ale dobitne przekonanie, że ten mecz można wygrać. Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook