Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 6 listopada 2013

Sfinks stoi jak stał

fot. marca.com
Przeżył ery Mourinho i Guardioli i najbardziej zaciekłe klasyki między ich zespołami w ostatnich latach. Wiecznie krytykowany przetrwał mundial i EURO i z obu imprez przywiózł złote krążki. I wciąż nie ma dosyć.

Bezrobocie w Hiszpanii w październiku znowu wzrosło - bez pracy jest nowe 87 tysięcy obywateli. Nie jest to tak gwałtowny wzrost jak rok wcześniej, ale cyferki wciąż poruszają się w niechcianym kierunku. Rząd przewiduje rychły koniec recesji, ale to wciąż jedynie prognozy i dopóki Hiszpanie obracają się w w sferze przewidywań, nie ma co obrażać się na fakt, że ma się możliwość zarabiania pieniędzy. Z takiego założenia wychodzi Vicente Del Bosque. Selekcjoner reprezentacji Hiszpanii na przekór swym przeciwnikom, próbującym go zepchnąć ze stołka jeszcze przed mundialem, ma zamiar popracować nawet do następnego EURO.

Nieoczekiwana zmiana zdania

Po remisie z Finlandią, który na moment skomplikował Hiszpanom kwestię awansu na mundial, chwiał się. Po dotkliwej porażce w finale Pucharu Konfederacji, opierał się na linach. Gdy zaczął przebąkiwać o możliwym odejściu, zaczęto go liczyć. Nokaut miał nastąpić zaraz po mundialu. Szykowano już nosze by nestora iberyjskiej myśli szkoleniowej znieść bezpiecznie z ringu. Aż tu nagle facet znów się poderwał do walki.

Wystarczyło przypieczętowanie bezpośredniego awansu na mistrzostwa świata i w byłym trenerze Realu Madryt obudziło się nowe życie. Choć on sam przekonuje, że decyzja o pozostaniu na stanowisku to nie tyle jego wybór co wierność zwyczajom - Wiadomo na czym stoimy. Federacja od lat jest wierna systemowi, w którym awans na mistrzostwa jest jednoznaczny z odnowieniem kontraktu z selekcjonerem. Nie będzie dla mnie wyjątku i ta zasada powinna zostać podtrzymana - przekonuje opiekun La Selección.

A przecież jeszcze kilka miesięcy temu zdawał się o tej zasadzie nie słyszeć - Moim ostatnim obowiązkiem w roli selekcjonera będzie mundial w Brazylii - miał wyznać w kwietniu argentyńskiej agencji prasowej. Nie wykluczał przy tym dalszej pracy w federacji, ale już w nieco innym charakterze. Tymczasem nagle decyduje się zostać i podpiera to argumentami, które każą wątpić w to czy kiedykolwiek myślał inaczej.

Nic nowego. No i dobrze

Co to oznacza dla reprezentacji Hiszpanii? Dalszy spokój stabilizację i powolną ewolucję kadrową - wszystko to co paradoksalnie może przedłużyć pasmo sukcesów La Furia Roja.

Można bowiem popularnemu Sfinksowi zarzucać brak charyzmy i powielanie schematów wytrenowanych w piłce klubowej, ale czy nie w tym tkwi prosta metoda na sukces w futbolu reprezentacyjnym? Odtwarzanie sprawdzonych rozwiązań, miast twórczego konstruowania pstrokatej mozaiki z zawodników kilku klubów - to jest to. Co więcej, Del Bosque na tyle dobrze zbilansował wpływ Barcelony i Realu na reprezentację, że potrafił wygrywać nawet wtedy gdy te drużyny nie były już na absolutnym europejskim topie.

Del Bosque to nie Nikola Tesla. Nie wynajduje nowych patentów, ale zajmuje się praktycznym wykorzystanie tych, które już dobrze znamy, z rozwagą wcielając je w swój plan. Widząc niedoskonałości swojego projektu na próbie generalnej przed mundialem, zaczął metodycznie działać. Wiedząc, że jest coś na rzeczy w dobrze znanej sprawie Diego Costy, zaczął po cichu do kadry wprowadzać Mario Suáreza i Koke. Jeśli dodamy do tego grających już wcześniej w reprezentacji Davida Ville i Juanfrana zaraz okaże się, że przestała ona być kondominium Blaugrany i Los Blancos i odzwierciedla aktualnie najnowsze trendy w hiszpańskim futbolu. A "sympatycy" Del Bosque zakrzykną, że ten żeruje na pracy "Cholo" Simeone.

Brak alternatyw

Determinacja hiszpańskiej federacji w akcji zatrzymania Sfinksa nie jest przypadkowa i nie jest kierowana li tylko sympatią do jego osoby. Jeśli dobrze się rozejrzeć szybko zdamy sobie sprawę, że najzwyczajniej w świecie brakuje mu następcy. Próżno szukać takiego w lidze - Luis García Plaza czy Marcelino Toral notują obiecujące wyniki, ale nie wydaje się by mogli mierzyć tak wysoko. Luis Enrique, Pepe Mel, Paco Jémez to ciekawe kandydatury, ale ludzie o zbyt dużym temperamencie jak na stanowisko selekcjonera. Ernesto Valverde ma zaskakująco dużo kłopotów z ustabilizowaniem formy świeżo objętego we władanie i poważnie wzmocninego latem Athletiku.

W międzyczasie z walki o posadę, po klęsce z kadrą olimpijska, wypadł Luis Luis Milla, nauczający obecnie futbolu w Arabii Saudyjskiej. Niezbyt udany mundial u-20 pozostawił także rysę na nieskazitelnym dotąd wizerunku Julena Lopeteguia. Po wyłączeniu wszystkich wyżej wymienionych zostają ci, którzy już selekcjonerami byli...i Joaquín Caparrós. Poważnych fachowców brak.

Piłka nożna to w czasie kryzysu jeden z nielicznych towarów eksportowych z Półwyspu Iberyjskiego, a ponad wszelką wątpliwość jest to towar najlepszy. W Polsce dobrobyt obiecuje pewien Jan Vincent, Hiszpanie pokładają nadzieję w Vicente i wcale się nie zdziwimy, jeśli to ci drudzy, choć strasznie leniwi, prędzej będą kontent. Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook