Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 17 marca 2014

Rumak wygra tylko z juniorami

foto: wikimedia.com
Może i Mariusz Rumak uważa, że Mateusz Możdżeń potrafi bić wolne jak najlepsi w tej lidze, ale fakt, że przy ostatniej akcji piątkowego meczu wciąż siedział na ławce pokazuje, jak bardzo był on zrezygnowany. Dopiero piękny strzał i zagwarantowane zwycięstwo wydarły z niego okrzyk radości, szaleńczą gestykulację i... prawdę. Rumak może jeszcze przetrwał, ale wtedy po meczu najlepiej było widać, że jest to trener rozżalony.

- Nie można wygrać ligi samymi juniorami - powiedział szkoleniowiec Lecha Poznań, jakby przywołując opinię Alana Hansena sprzed lat. Ten zblazowany ekspert z telewizyjnego studia, komentujący wyniki angielskiej ekstraklasy stwierdził, że drużyna Sir Aleksa Fergusona, po wprowadzeniu kilku jakże zdolnych juniorów, nie może liczyć na jakiekolwiek trofea. Taki to był początek sezonu w Anglii w 1995 roku.



Brak doświadczenia, siły i tym podobne aspekty? Nic z tych rzeczy - krytyka Hansena jeszcze bliższa jest wyznaniu Rumaka, gdyż obydwu chodziło o... transfery. Czy raczej ich brak - United wtedy raczej piłkarzy stracili, a nie wzmocnili skład, czyli podobnie jak Lech Poznań zimą. Nawet jeśli chodzi o takie "tuzy" Ekstraklasy jak Szymon Drewniak czy Bartosz Ślusarski...

Oczywiście nie możemy z góry założyć, że to emocje wzięły górę nad Mariuszem Rumakiem i w przypływie rozżalenia kazały mu podzielić się spostrzeżeniem, że nie odpowiada on za stan kadry Lecha. Może to było bardziej przemyślane, planowane od kilku tygodni, gdy wszystko wskazywało na to, że wkrótce faktycznie przyjdzie pora na Lecha grającego w eksperymentalnym składzie. Rumak nie mógł w takim razie wybrać momentu lepszego - choć to trudne do wyobrażenia, jego "Kolejorz" po raz pierwszy w tym sezonie wdrapał się na ligowe podium.

Jednak jest pewna różnica między paplającym co tylko mu na język ślina przyniesie ekspertem telewizyjnym, a poważnym trenerem ligowym. Może więc i polityka personalna nie satysfakcjonować szkoleniowca Lecha, może nawet jego pretensje są słuszne, ale ostatnie czego ten klub potrzebuje to jawny rozdźwięk między Rumakiem i zarządem. Zwłaszcza, jeśli kompetencje zostały jasno określone.

Po prawdzie - Lech z 2014 roku jest słabszy od tego, który dwa lata temu przegrywał w marcu na wyjeździe z Jagiellonią, czy dwanaście miesięcy temu nie potrafił pokonać Emiljusa Zubasa i jego kolegów z GKS Bełchatów. Brakuje Stilicia, brakuje Tonewa, pewnie przydałby się Wojtkowiak, Burić jest lepszym bramkarzem od Gostomskiego, a Rafał Murawski dzieli i rządzi w środku skuteczniej od Hamalainena. Materiał krawcowi ograniczono, temu nie wolno przeczyć, ale czy to powinno zmieniać odbiór pracy Mariusza Rumaka?

Niekoniecznie. Jego zadaniem na ten sezon jest wprowadzenie Lecha do europejskich pucharów - po raz pierwszy spełnia on ten wymóg. Jednak chyba więcej pretensji jest o to jak jego drużyna ma podołać wyzwaniu. Nawet z Podbeskidziem podrygi gospodarzy wyglądały długimi okresami beznadziejnie, bez płynności, wymiany pozycji i inspiracji od któregokolwiek z kilku naprawdę kreatywnych piłkarzy.

Hamalainen (zdaniem Rumaka szybszy od Stilicia!) nie za bardzo wiedział, jak i którędy przeprowadzać akcje Lecha, Linetty siłą rzeczy starał się ograniczać i zabezpieczać defensywę, natomiast ofensywne trio grające za napastnikiem wręcz wołało o jakąkolwiek pomoc ze strony trenera. Piłka do boku, dośrodkowanie, wybicie, odbiór, piłka do boku... i tak ponad trzydzieści razy. Gergo Lovrencsics na wiosnę dośrodkowywał już 55 razy, nie zaliczając żadnej asysty.

Generalnie Lech jest jedną z ekip najbardziej polegających na dośrodkowaniach z bocznych stref - w dotychczasowych 26 meczach Ekstraklasy w ponad połowie meczów piłkarze Rumaka wrzucali piłkę w "szesnastkę" więcej niż 20 razy na 90 minut. W sześciu przypadkach zdarzało im się przebijać granicę trzydziestu dośrodkowań. To nie brak transferów czy gra juniorami ogranicza Lecha, ale styl i plan, który stara się mu nadać Mariusz Rumak.

Tylko momentami Hamalainen w roli dziesiątki współpracuje ze schodzącymi ze skrzydła kolegami, rzadko Lech jest skuteczny w kontrach... Po prawdzie, ostatnie przebłyski prawdziwej jakości "Kolejorz" zawdzięcza... Dawidowi Kownackiemu i jego występowi z Piastem Gliwice. Czasem warto zaufać dzieciakowi.

Byłoby łatwo oskarżyć Lech Rumaka o schematyczność, gdyby nie fakt, że nawet w tak prostym, powyżej nakreślonym planie meczowym brakowało bardziej sprecyzowanych czy wypracowanych akcji drużyny. "Kolejorz" jest raczej usztywniony, czasem sparaliżowany, a najczęściej po prostu do bólu przewidywalny dla rywali - rozpracowano już Lovrencsicsa, mało mobilny Hamalainen rzadko ma szansę zaistnienia w strefie pod bramką rywala. Jak na poziom zaawansowania i nawet zgrania piłkarzy, którymi dysponuje Mariusz Rumak (Węgier i Fin to dwóch z trzech najczęściej grających zawodników Lecha), naprawdę trudno dostrzec coś więcej niż podstawowy szkic spod ręki młodego i ambitnego trenera.

Tym bardziej Mariusz Rumak powinien z dumą trzymać się tej młodzieży, uczynić z nich nie usprawiedliwienie dla wyboistej drogi (lub podziurawionej murawy), którą w tym sezonie Lech (mimo wszystko) zmierza do europejskich pucharów, ale naczelny powód dla którego powinno się go w klubie trzymać. - Ja chcę wygrywać z juniorami - mógł powiedzieć Rumak. - Jestem dumny, że juniorzy przyczynili się do wygranej - powinien był tak zatryumfować. - W Lechu mamy świetnych juniorów, którzy będą decydować o przyszłości klubu - zwróciłby uwagę trener Lecha.

Przede wszystkim Rumak musi zrozumieć, że to od tych juniorów jest zależny. To ich obserwują skauci z lepszych lig, zdający sobie sprawę z ograniczeń Teodorczyka i innych piłkarzy. Czy w klubie wiedzą, że to nie na Lovrencsicsu, Hamalainenie, Pawłowskim, Wołąkiewiczu czy Trałce zarobią najlepiej, ale na przykładowo Kownackim czy Linettym? To z nich "Kolejorz" może mieć pociechę, to ich "zmuszony" jest promować Rumak, ale to też dzięki nim może mieć kiedyś fundusze na transfery.

Zresztą jeśli faktycznie chce w Poznaniu zostać na kilka lat, to tym bardziej młodzieży i kwestii wychowania powinien się on trzymać i ją promować - także dla własnego dobra. Mariusz Rumak z juniorami może w tym sezonie ligi nie wygra, ale mógłby kupić sobie trochę czasu, bo to jego zdaje się teraz najbardziej potrzebować. Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook