Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 3 lipca 2013

Rok przed mundialem: Włochy

fot. goal.com
Kontuzje, zmiany w składzie, niewykorzystane sytuacje. A Włosi i tak wywalczyli medal Pucharu Konfederacji. Na jakim etapie budowy jest ta drużyna?

Squadra Azzurra pojechała do Brazylii jako mistrz Europy, bowiem dzierżący ten tytuł w rzeczywistości Hiszpanie na brazylijskich boiskach występowali w roli mistrzów świata. Podopieczni Cesare Prandellego osiągnęli rezultat o oczko niższy niż na zeszłorocznym czempionacie Starego Kontynentu przy podobnej konkurencji. Jednak biorąc pod uwagę szereg czynników, które wpłynęły na postawę Włochów na zakończonym w niedzielę turnieju, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w przyszłym roku Azzurri będą zaliczali się do faworytów kolejnej edycji mistrzostw świata.

Pierwsze, co wpłynęło na jakość gry włoskiej reprezentacji, to rotacja. Cesare Prandelli nie zaczął dwóch meczów w identycznych składach. Tylko dwie zmiany miały miejsce po meczu z Meksykiem, kiedy Abate i Marchisio zostali zastąpieni przez Christiana Maggio i Alberto Aquilaniego. Trzy kolejne zmiany przeprowadził Prandelli przed meczem z Brazylią, przy czym tylko Marchisio grał już wcześniej. Do dalszych roszad doszło w kolejnych spotkaniach, lecz były one wynikiem urazów odniesionych przez piłkarzy.

Kontuzje mocno naznaczyły Azzurich. Turniej z lekkim ponoć urazem rozpoczął rewelacyjny zwłaszcza w pierwszej połowie minionego sezonu Stephan El Shaarawy. Jak przyznał później sam Prandelli, niedyspozycja napastnika Milanu wynikała ze słabej formy nie tyle fizycznej, co psychicznej. El Shaarawy pierwszy występ zaliczył z ławki przeciwko Brazylii, a swój jedyny start dopiero w ostatnim meczu przeciwko Urugwajowi.

W znacznie bardziej kłopotliwej sytuacji znalazł się znakomity w meczu z Meksykiem Mario Balotelli. Były zawodnik Manchesteru City wrócił do domu już po rozgrywkach grupowych, co jednak nie przeszkodziło mu zostać najlepszym strzelcem drużyny. Dokładając asystę Balotelli okazał się zamieszany w aż trzy bramki Azzurrich. Również trzy mecze zagrał lider drużyny, jakim niewątpliwie jest Andrea Pirlo. Regista Starej Damy mecz z Brazylią przesiedział na ławce. Powrócił na Hiszpanię, po czym znowu usiadł na ławce rezerwowych. Jego imiennik i kolega z Juventusu, Barzagli, skarżył się na dolegliwości jeszcze przed rozpoczęciem turnieju, a absencja Abate zmusiła Prandellego do ustawienia na prawej stronie obrony Christiana Maggio.

Wejście zawodnika Napoli do składu właściwie przesądziło o permanentnej zmianie formacji. Włosi, po rozpoczęciu turnieju w ustawieniu z czteroosobową linią obrony, przeszli na grę trójką z tyłu. Maggio jest bowiem zdecydowanie lepszy jako wing back aniżeli jako klasyczny prawy obrońca, czyli dokładnie odwrotnie niż Ignazio Abate. Manewr ten pozwolił z kolei na wykorzystanie klubowego partnerstwa wspomnianego już Barzaglego z Bonuccim i Chiellinim.

W ten sposób udało się zatrzymać Hiszpanię. Mimo tęgich batów w finale zeszłorocznych Mistrzostw Europy, piłkarze stanęli na wysokości zadania. Dzięki formacji 3-4-2-1 udało się stłumić ofensywnych potencjał La Furia Roja. Można nawet powiedzieć, że Prandelli znalazł na mistrzów świata sposób. W końcu przed rokiem w meczu grupowym również zastosował formację z trójką obrońców i także zremisował. Tym razem sukces był bliżej, lecz Leonardo Bonucci fatalnie przestrzelił w serii rzutów karnych.

Paradoksalnie, spotkanie z najsilniejszą drużyną turnieju było jedynym meczem, w którym Włosi nie stracili gola. Słynąca niegdyś z żelaznej obrony Squadra Azzurra pozwalała rywalom na średnio 18 strzałów w meczu - tylko Tahiti zanotowało gorszy wynik. Dla porównania, najlepsi w tym elemencie Hiszpanie przyjmowali tylko nieco ponad 9 strzałów.

Prawdziwym problemem była jednak obrona stałych fragmentów gry. W niemal każdej sytuacji pachniało golem dla przeciwników, a połowa bramek straconych przez Włochów padła po stałych fragmentach gry.

To, co sympatyków włoskiej reprezentacji powinno cieszyć najbardziej, to elastyczność. Mimo licznych zmian personalnych i taktycznych, podopieczni Prandellego potrafili stawić czoła każdemu rywalowi, niezależnie od tego, czy samemu trzeba było prowadzić grę (Meksyk, Urugwaj), czy wtedy, gdy inicjatywę przejmowali przeciwnicy.

Jeżeli chodzi o indywidualne występy, na plus zaliczyć należy postawę Andrei Pirlo, który trafieniem z Meksykiem uczcił swój setny mecz w reprezentacji. Mario Balotelli rozwija się w niebywałym tempie, a jego znaczenie dla drużyny narodowej wzrasta. Antonio Candreva dobry sezon w Lazio potwierdził znakomitym występem przeciwko Hiszpanii. Często krytykowany Emanuele Giaccherini był jednym z najjaśniejszych punktów Azzurich w Brazylii, a Mattia De Sciglio zrobił kolejny duży krok w kierunku wielkiego futbolu.

Nieco martwić może natomiast ogólny brak koncentracji, na który w trakcie mistrzostw świata nie można sobie pozwolić, a który szczególnie odbija się na grze obronnej. Najsolidniejszym punktem obrony jest natomiast Giorgio Chiellini, który według wyliczeń portalu whoscored.com wygrał 17 z 18 prób odbiorów (!). Raczej zawiedli jego koledzy klubowi Barzagli i Bonucci, a Astori w rok musiałby rozwinąć się bardziej niż przez całą swoją dotychczasową karierę, jeżeli miałby być stoperem pierwszego wyboru. Gigiemu Buffonowi przytrafiły się dwa poważne błędy w dość krótkim odstępie czasu (ćwierćfinał Ligi Mistrzów w Monachium i gol Neymara), lecz to wciąż jeden z najmocniejszych punktów drużyny.

Cesare Prandelli na pewno ma co poprawiać. Reprezentacja jest w dużej mierze gotowa do zrobienia kolejnego kroku. Po udanych Mistrzostwach Europy czas zmazać negatywne wrażenie z mundialu w RPA. Atutami Włochów są taktyczna elastyczność, szeroka kadra i silne osobistości wewnątrz drużyny. Poprawy wymagają - i to dla tego zespołu nowość - faza defensywna oraz przygotowanie mentalne. Bartosz Gazda
comments powered by Disqus
facebook