Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Real znalazł swojego Neymara?

fot. marca.com
Podczas gdy, Asier Illarramendi wylewał łzy, żegnając się z kibicami Realu Sociedad, klub kontraktował już nowego zawodnika. Haris Seferović ani na następcę Illarry nie był szykowany, ani nie wydawał się drużynie specjalnie potrzebny. Wystarczył miesiąc, by wiele się pozmieniało.

Najlepszym komentarzem dla pierwszych wrażeń związanych z transferem Seferovicia mógł być znany cytat - "w tym szaleństwie jest metoda". Frazę tę do obiegu wprowadził swego czasu Szekspir, a potem z powodzeniem w dialogi kultowego "Kingsajz" wplótł ją Juliusz Machulski. W takim układzie zanosiło się na dramat lub komedię. Za Szwajcarem dopiero pierwszy poważny ligowy sprawdzian, ale to wystarczy by w przeddzień pucharowej rywalizacji z Olympique Lyon nikt już z całej transakcji nie kpił. Kibice z Estadio Anoeta liczą teraz raczej na blockbuster w wykonaniu swoich pupili, w którym Haris Seferović, wzorem Harrisona Forda, miałby doprowadzić wszystko do szczęśliwego zakończenia.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

Z majączącą na horyzoncie wizją gry w eliminacjach elitarnych rozgrywek Real Sociedad był zmuszony do dokonania wzmocnień i poszerzenia, stosunkowo wąskiej, mając na uwadze rywalizację na 3 frontach, kadry. Sprowadzenie kilku nowych twarzy do defensywnych wydawało się obowiązkiem, spodziewano się znanych nazwisk, tymczasem... Jokin Aperribay wszystkich zaskoczył. Zaskoczył po trzykroć, bo nie dość, że zatrudnił napastnika, to wybrał kierunek włoski, ale miast skorzystać z usług dobrze znanego Fabio Quagliarelli, którego nazwisko przewijało się w prasowych dywagacjach, sięgnął po nieco anonimowego Harisa Seferovicia. Sympatycy Txuri-urdin zareagować mogli na ten fakt w jeden sposób - "Seferović who?" Bardziej cieszono się z faktu, że La Real wykazał w ogóle aktywność na rynku transferowym niż z jakości tych posunięć.

W seniorskim futbolu Haris mógł się bowiem pochwalić etykietką "pana X", terminując przez ostatnie sezony na przemian w niżej notowanych włoskich klubach, szwajcarskim Neuchâtel Xamax (gdzie po raz pierwszy zetknął się z hiszpańską myślą szkoleniową, pracując pod okiem Joaquína Caparrósa) i głębokich rezerwach Fiorentiny, która dysponowała prawami do młodego zawodnika. O jego klasie wnioskować można było przede wszystkim z internetowych kompilacji, które jak powszechnie wiadomo, nawet z Gaizki Toquero byłyby w stanie przy zręcznym montażu zrobić czołową postać dyscypliny.



Piękny sen i twarde lądowanie

Inaczej było w futbolu juniorskim. W 2009 roku zdarzyło mu się być "kimś". Wtedy to sięgnął po tytuł króla strzelców rozgrywanych w Nigerii mistrzostw świata u-17, a wraz z kolegami wywalczył w całej imprezie złoto, strzelając decydującego gola w finale przeciwko gospodarzom. Na wyobraźnię niech podziała fakt, że na tej samej imprezie bawili wówczas Mario Götze, Philippe Coutinho, Neymar, Casemiro, Isco czy Stephan El Shaarawy. Wszyscy znajdowali się wtedy w cieniu Harisa - to nad nim, a nie nad reprezentującymi obecnie czołowe kluby Europy zawodnikami, zachwycał się Sepp Blatter. Dlaczego po latach niektórzy z tych zawodników zmieniają kluby za 20-30 milionów i mówi się o dobrej okazji, a Seferović trafia na Anoeta za 3 miliony i poddaje się w wątpliwość zasadność tej transakcji?



Bo piłka juniorska od tej seniorskiej nieco się różni. Niby piłkarski banał, ale ciężko o lepsze wytłumaczenie. Nie chodzi tu zresztą bynajmniej o kwestie czysto piłkarskie, bo futbol, jeśli zawierzyć znanemu powiedzeniu Kazimierza Górskiego, jest sportem banalnym. Ale świat futbolu to już środowisko nader skomplikowane. Niby piłkarz wybitny poradzić powinien sobie wszędzie, ale historia zna wiele przypadków, które przeczą tej tezie i wskazują na kluczową rolę doboru menadżera, odpowiedniego wyboru rozgrywek oraz klubu, w którym rozwijanie swoich możliwości będzie możliwe.

A z perspektywy czasu trzeba uznać, że Seferović wybrał dość niefartownie. W Fiorentinie po dłuższym czasie panowania Cesare Prandelliego nadszedł czas burzliwych zmian, a kolejni szkoleniowcy nie utrzymywali się zbyt długo na stanowisku. Okres rewolucji nie służy młodzieży, stabilizacji szuka się w zawodnikach doświadczonych. Grali więc Mutu, Gilardino, a później i El Hamdaoui oraz Toni, a Seferović, który miał mniej szczęścia niż choćby Stevan Jovetić, błąkał się po Europie. Wreszcie dowodzenie w drużynie przejął Vincenzo Montella, ukierunkowując swoich podopiecznych na Hiszpanię. Haris zrozumiał, że w Fiorentinie definitywnie z niego zrezygnowano i...wyruszył w podróż dokładnie w to miejsce, które przywodziło i wzrok byłego szkoleniowca - do kraju mistrzów świata.

Uszyty na miarę

Skąpy bo skąpy materiał do analizy możliwości Szwajcara pozwalał mimo wszystko na wyciągnięcie pierwszych ostrożnych wniosków. Seferović jawi się jako potrafiący zrobić użytek z niezłych warunków fizycznych napastnik. Nie brak mu przy tym ruchliwości, futbolówki szuka nie tylko w polu karnym, gotowy jest cofnąć się po nim głębiej, a także poszukać szybkiego rozegrania na skrzydle. Pod bramką nie brak mu zimnej krwi, wybiera bezkompromisowe rozwiązania, a repertuar jego podbramkowych możliwości jest szeroki - płaski strzał po ziemi, techniczna podcinka, uderzenie głową czy potężny wolej - to wszystko jest w zasięgu możliwości, posiadającego bośniackie korzenie snajpera.

Widać przy tym, że od gry kombinacyjnej z partnerami nie kręci mu się w głowie, co w przypadku specyfiki gry podopiecznych Jagoby Arrasate wydaje się kluczowe. Innymi słowy - to wypadkowa pomiędzy dwoma filarami ofensywy klubu z San Sebastian - Antoinem Griezmannem i Imanolem Agirretxe, co sprawia, że może stanowić alternatywę nie tylko dla "9" Txuri-urdin jak to wstępnie zakładano, ale w razie potrzeby grać także na skrzydle.

Napastnik potrzebny od zaraz

A posiadanie alternatywy w linii ofensywnej z dnia na dzień stało się dla Sociedad priorytetem. Najpierw poważnej kontuzji zerwania więzadeł krzyżowych nabawił się Diego Ifran, co zresztą przyśpieszyło negocjacje z Fiorentiną w sprawie sprowadzenia Seferovicia. Na finiszu pretemporady z planów trenera na potyczkę w Lidze Mistrzów wypadł wspomniany Agirretxe. W ten sposób klub został z dwoma ludźmi gotowymi do gry na szpicy - nowo przybyłym Szwajcarem i Velą, który jak sam przyznaje, lepiej czuje się na skrzydle, gdzie może liczyć na więcej swobody i dopiero stamtąd zwykł robić sobie wycieczki do środka pola gry.

Pokładać większość nadziei na gole w zawodniku, który ma za sobą miesiąc treningów z zespołem i kilka sparingów w barwach nowej drużyny, a przez ostatni rok zajmował się zdobywaniem bramek ledwie w Serie B - ryzykowne. Nawet mając na uwadze 4 gole w sparingu z Realem Union (kto z nas nie zdobył 4 bramek w gierce z kumplami? Podobny poziom trudności) i trafienie w kończącym przygotowania spotkaniu z Southampton.

Po otwierającym sezon 2013/2014 spotkaniu z Getafe wątpliwości, co do przydatności Helwety jest coraz mniej. Haris, wyraźnie wyposzczony rozczarowującymi występami we Włoszech, imponował żądzą gry. Zaprezentował wszystkie atuty, o których zdążył nas poinformować YouTube i jeszcze trochę. Ujął niekonwencjonalnym myśleniem i zdolnością do kreowania sytuacji strzeleckich, już w pierwszych minutach wykładając piłkę jak na tacy Chory'emu Castro, którą Urugwajczyk posłał wprost na poprzeczkę bramki Los Azulones. To Seferović wykonał kluczowy ruch z piłką i podanie, przyspieszające akcję, która zakończyła się trafieniem Veli na 1:0.



Cały występ ukoronowała pełna maestrii podcinka z ostrego kąta nad bezradnym Miguelem Moyą, która odebrała resztki ochoty do gry, podmadryckiej drużynie. Choć bogatsze statystyki w punktacji kanadyjskiej zanotował Vela, to nowy nabytek Txuri-urdin zapracował na miano bohatera spotkania.



Kluczowy rok

Jeszcze niedawno był pogrążony we włoskiej niedoli i zastanawiał się nad grą dla dorosłej reprezentacji Bośni, która sondowała możliwość skorzystania z jego usług, ale bez konkretów. Później przyszła obiecująca gra na zapleczu włoskich rozgrywek i dwie, być może kluczowe, decyzje dotyczące własnej kariery. Pierwsza to przyjęcie powołania do dorosłej reprezentacji Szwajcarii, co zaowocowało debiutanckim golem na wagę 3 punktów w spotkaniu rozgrywanym w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata przeciwko Cyprowi i falą nienawiści ze strony kibiców z kraju jego przodków.



Druga to przenosiny do Kraju Basków. Pierwsze pozytywne konsekwencje drugiego wyboru już są i jeśli Seferovicia ominą nieprzyjemności, jest materiałem na rewelację rozpoczętej właśnie temporady. Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook