Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 24 lipca 2013

Rasiści krzyczą, karawana jedzie dalej

fot. tuttosport.com
Krew, pot, niestrzelone karne, czerwone kartki i odgłosy rasistowskie z trybun. We włoskim calcio kontrowersji jak zwykle nie brakuje. Nawet w turnieju towarzyskim.

Coroczny turniej towarzyski rozgrywany pod banderą sponsora generalnego rozgrywek ligowych i wiodącego operatera telefonii komórkowej w tym roku po raz pierwszy odbył się w Reggio nell'Emilia. Wszystko po to, aby uczcić pierwszy w historii awans do Serie A drużyny z oddalonego o kilka kilometrów Sassuolo. Dlatego po raz pierwszy w turnieju nie zagrał Inter, ale widowisko wcale na tym nie ucierpiało. Neroverdi zaskoczyli bowiem wszystkich i... wygrali turniej.

Rozgrywki rozpoczęły się od spotkania pomiędzy Juventusem a Milanem. Chociaż w obu ekipach zabrakło największych gwiazd, mecz stał na dającym się przełknąć poziomie. W ekipie Starej Damy mogliśmy po raz pierwszy zobaczyć nowych piłkarzy: Fernando Llorente i Carlos Tevez zaczęli razem w ataku, a Angelo Ogbonna zajął miejsce w środku trzyosobowej obrony.

Oczekiwania były duże, lecz żaden z zawodników nie zaprezentował się więcej niż przyzwoicie. Angelo Ogbonna był na tyle bezrobotny, że ciężko wystawić mu jakąś miarodajną ocenę. Fernando Llorente miotał się po boisku i nie stwarzał wielkiego zagrożenia. Najlepszą sytuację w meczu Hiszpan przestrzelił w stylu Mirko Vucinica, który zresztą zmienił byłego napastnika Athetic Bilbao na dziesięć minut przed końcem meczu. Llorente zderzył się bowiem z Luką Antoninim, polała się krew i obaj piłkarze zmuszeni byli opuścić boisko.

Nie zachwycił również Carlos Tevez, który nie mógł odnaleźć się w schematach Juventusu i przez cały spotkanie był niewidoczny. Przypomniał jednak o sobie znakomicie wykonanym rzutem karnym w pomeczowej serii jedenastek, którą Bianconeri przegrali ostatecznie 6-7.

Nie lepiej zaprezentował się Milan. Piłkarze Maxa Allegriego wciąż mają trudności tak z bronieniem stałych fragmentów gry, jak i z otwarciem szczelnych defensyw. Rossoneri łatwo dochodzili pod bramkę Juventusu, ale na granicy 35. metra zaczynał się problem. Niang jest dużo lepszy w grze z kontry, Robinho jest po prostu słaby, a Kevin Prince-Boateng za mało kreatywny. Milan ładował więc w piłkę w pole karne, aż w końcu Boateng został sfaulowany. Robinho nie wykorzystał jedenastki.

Świetne zawody rozegrał stary-nowy zawodnik Milanu, Nigel De Jong. Holender pauzował od października w wyniku ciężkiej kontuzji, lecz wczoraj tej długiej przerwy wcale nie było po nim widać. De Jong był kluczowy w fazie defensywnej i ofensywnej, doskonale uruchamiając ofensywnych zawodników przecinającymi podaniami. Jego partnerstwo z nieobecnym wczoraj Riccardo Montolivo, przerwane przez kontuzję byłego pomocnika City, w nadchodzącym sezonie może okazać się jednym z głównych atutów Milanu. Obaj piłkarze są swego rodzaju syntezą nadrzędnej według Allegriego fizyczności, a ponadto mają niezłe umiejętności gry z piłką.

Nie gorzej wypadł napastnik Primavery, Andrea Petagna. Młodzian, nieco przypominający swą aparycją Hulka, otworzył wynik spotkania z Sassuolo. Oprócz bramki, Petegna popisał się także kilkoma dobrymi zagraniami 1-2 czy niezłą techniką. Na pewno wypadł dużo lepiej niż jego kolega z młodzieżówki Bryan Cristante. Kreowany przez niektórych kibiców Milanu na następcę Pirlo, pomocnik Primavery był często spóźniony. Może i dysponuje dobrą wizją, ale przez swoją powolność wczoraj zauważył tylko dwie żółte kartki, notabene jedyne pokazane przez arbitrów w czasie 135 minut gry, w wyniku których wyleciał z boiska.

Chwilę później Masucci zdobył swoją drugą bramkę i Sassuolo pokonało Milan 2-1 i tym samym wygrało Trofeo. Podopieczni Eusebio Di Francesco znakomicie zaprezentowali się fanom włoskiej najwyższej klasy rozgrywkowej. Podania do przodu, duża wymienność pozycji i akcje 1-2 na pełnej szybkości połączone z prostopadłymi piłkami to znaki rozpoznawcze Neroverdich. Przypomina trochę myśl Zdenka Zemana, tyle że Sassuolo sprawia wrażenie dużo bardziej poukładanych w tyłach.

Inna sprawa, że mistrzoswie Serie B grali na pełnych obrotach, a zarówno Juventus jak i Milan, jechali co najwyżej na trzecim biegu. Tak czy inaczej, świetnie zaprezentował się zwłaszcza Jasmin Kurtic, pozyskany niedawno z Palermo. Słoweniec dwukrotnie nawinął obrońców Juventusu i stworzył sobie pozycję strzelecką, lecz w obu przypadkach chybił. W rzutach karnych piłkarze Di Francesco ulegli Starej Damie 3-4.

Mimo świetnej postawy beniaminka, to nie grę Sassuolo kibice zapamiętają najbardziej. Niestety, po raz kolejny na włoskich stadionach objawił się prawdziwy zwierzyniec. Na piętnaście minut przed końcem ostatniego meczu, Kevin Constant złapał piłkę w ręce, wykopnął w trybuny i natychmiast opuścił boisko. Wśród zawodników i sędziów zapanowała konsternacja, po czym okazało się, że lewy obrońca "gestem Boatenga" pokazał, że trybuny potraktowały go rasistowskimi okrzykami.



Jak się później okazało, nikt oprócz Constanta owych krzyków nie słyszał, więc Gwinejczyk został szybko zastąpiony i spotkanie kontynuowano.

Kto zazwyczaj wygrywa w Trofeo TIM, marnie kończy w sezonie. To źle wróży piłkarzom Sassuolo i samemu Di Francesco. Tylko dwukrotnie zwycięska drużyna wygrywała później scudetto. Było to dziełem Interu w latach 2005 i 2007, lecz pamiętajmy o kulisach scudetto z lat 2005 i 2006. Sassuolo oczywiście realnych szans na mistrzostwo nie ma. Juventus i Milan wypadli za to relatywnie słabo, co, przynajmniej w teorii, powinno gwarantować zaciętą walkę o scudetto. Bartosz Gazda
comments powered by Disqus
facebook