Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 19 lipca 2013

Pytania o Ekstraklasę

fot. pogonszczecin.pl
Kto powalczy o tytuł, kto o utrzymanie? Czy liga wykreuje nowych bohaterów i jaka będzie ta zreformowana Ekstraklasa? O przedsezonowe oczekiwania zapytaliśmy dziennikarzy i blogerów zajmujących się rodzimym futbolem.





1. Kto zyska, a kto straci na reformie ligi?

Michał Wyrwa, dziennikarz "Faktu": Zyska klub bogatszy i z szeroką ławką rezerwowych. Jednym słowem: Legia.

Bartłomiej Gola, kibic i bloger Ketrab o piłce: Jak spojrzymy na to biznesowo, to zyskają Ci, którzy zarabiają na poszczególnych meczach (dniach meczowych). Na dziś to raczej Lech, Legia, czasami Śląsk. Ja uważam, że reforma to pole do popisu dla ludzi odpowiedzialnych za marketing i sprzedaż w klubach. Kto straci? Ci, którzy najgoręcej przeciwko reformie protestowali. Chyba że zrozumieją, że wypadałoby, aby klubowi piłkarskiemu opłacało się grać mecze...
Reasumując - jako entuzjasta reformy widzę ryzyko, że pogłębi się dysproporcja pomiędzy klubami biednymi i bogatymi i podryfujemy w stronę modelu hiszpańskiego, którego nie cierpię.

Marek Wawrzynowski, dziennikarz "Przeglądu Sportowego": Nikt nie straci, każda reforma, która zwiększa liczbę meczów, jest korzystna, od lat narzekamy na to, że nasi piłkarze przez pół roku jedynie trenują. Nie wiemm czy akurat taka z play-offami jest najlepsza. Próbowano u nas już różnych reform, były grupy spadkowe, mistrzowskie, różne punktowania za trzy w odległej przeszłości. Sama formuła nie ma wielkiego znaczenia. To zmiana raczej korzystna, ale jedynie kosmetyczna.

Konrad Ferszter, bloger Z Łazienkowskiej: Na reformie ligi najwięcej straci lider po 30. kolejkach Ekstraklasy. Choć dzięki pierwszemu miejscu wywalczy sobie korzystniejszy terminarz w dodatkowych siedmiu grach, to jednak w żaden sposób nie zrekompensuje mu to utraty uczciwie wywalczonej przewagi. Analogiczna sytuacja dotyczyć będzie zespołów z dalszych miejsc, które będą się bić o europejskie puchary. Kiedy najwięcej tracą najmocniejsi najczęściej ich kosztem zyskują słabsi. Nie inaczej jest w tym wypadku. Podział punktów dla najgorszych oznaczać będzie światełko w tunelu w czasie batalii o pozostanie w szeregach ekstraklasy.

Andrzej Gomołysek, analityk taktyczny Instat Football, naczelny Taktycznie.net: Jak to zwykle bywa w przypadku dzielenia w jakimkolwiek momencie stawki na słabszych i mocniejszych, ta lepsza część będzie uprzywilejowana. Więcej meczów na szczycie może przełożyć się na wyższe dochody z biletów, z kolei w dolnej części możemy być raczeni spotkaniami, powiedzmy Pogoń-Ruch, przed garstką widzów, prawdopodobnie poniżej kosztów organizacji. Być może i z uwagi na mniejsze różnice będzie więcej emocji. Ale poziomu to nie podniesie.

2. Czeka nas kolejny wyścig dwóch koni (w tym jednego Rumaka) do mistrzostwa, czy zreformowana Ekstraklasa już na taką nierównowagę nie pozwoli?

Michał Wyrwa: Jestem pewny, że w przypadku awansu Lecha bądź Legii do fazy grupowej europejskich pucharów, liga zyska na atrakcyjności. Na pewno nie będziemy mieli do czynienia z duopolem, jaki jeszcze niedawno oglądaliśmy w Szkocji czy Hiszpanii. Polska drużyna, od czasów Wisły Kasperczaka, nie jest w stanie rywalizować na trzech frontach.

Bartłomiej Gola: Czy mogę na to pytanie opowiedzieć w czerwcu 2014? Mój ulubiony cytat z Marka Twaina: "przewidywanie jest trudne, szczególnie jeżeli dotyczy przyszłości".
Muszę? OK. Tak, to będzie wyścig dwóch koni, do którego po fazie zasadniczej i podziale punktów doskoczy ktoś z grupy Śląsk, Jagiellonia, Zagłębie. W maju kiedy rozegra się walka o mistrzostwo, a różnice punktowe zostaną zniwelowane podziałem, możemy mieć trochę emocji. Niemniej na 95% Mistrzem Polski będzie ktoś z dwójki Lech-Legia.

Marek Wawrzynowski: Niemalże, ale ten wyścig będzie stał na znacznie lepszym poziomie, bo obie drużyny mają dużo mocniejsze składy, nie wyprzedały się znacząco, wzmocniły na europejskie puchary. Wyścig będzie najlepszy od lat. Do tego dojdzie Śląsk, który ma bardzo dobry skład, również zrobił kilka dobrych transferów. Tyle, że ma krótką ławkę, więc jeśli zajdzie do rozgrywek grupowych w pucharach, może nie wytrzymać tempa.

Konrad Ferszter: Patrząc po transferach dokonywanych przez ligową czołówkę latem tego roku, trudno przypuszczać, by ktokolwiek inny poza Legią i Lechem mógł włączyć się do walki o tytuł mistrza Polski i nie zmienia tego niesprawiedliwy podział oczek. Przewaga punktowa oraz korzystniejszy terminarz dla prowadzącej dwójki będzie kapitałem nie do roztrwonienia. Śląsk Wrocław, choć wzmocniony m.in. Dudu Paraibą czy Marco Paixão, wydaje się mocniejszy niż przed rokiem, jednak nie na tyle, by zniwelować przepaść, jaka dzieli go od czołowej polskiej dwójki. Szerokie kadry Legii i Lecha są ich największym handicapem. Choć z drugiej strony już nie takie historie polskie murawy widziały…

Andrzej Gomołysek: Mało prawdopodobne wydaje się, żeby ktoś mógł doszlusować do poziomu tych dwóch drużyn. Śląsk ma zbyt nierówny skład, pozostałe ekipy to wyraźnie niższa półka. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że jedna z tych drużyn pogubi punkty i mimo reformy walka o tytuł rozstrzygnie się wcześniej.

3. Ilu mamy kandydatów do spadku? Niemrawe ruchy transferowe sugerują, że o utrzymanie będzie biło się przynajmniej kilka zespołów.

Michał Wyrwa: Nie wyobrażam sobie, by Wisła miała spaść z ligi, ale wszyscy wiemy, że Franek Smuda czyni cuda. Kibice z Krakowa długo nie wytrzymają z tym człowiekiem. Przegrał najważniejszą imprezę w historii naszego sportu, teraz obawiam się, że może popchnąć do I ligi klub z takimi tradycjami, co Wisła.

Bartłomiej Gola: Przeżywałem na stadionie porażkę w walce o utrzymanie. Nikomu tego nie życzę. Moim zdaniem wszystkie drużyny, które po sezonie zasadniczym “załapią” się do grupy spadkowej, są kandydatami do spadku. Jeżeli zrobimy symulację jakby to wyglądało według nowych zasad w poprzednim sezonie, to cała ósemka zmieściłaby się w 3 punktach różnicy.
Teraz jedna rzecz, która będzie bardzo bolesna dla kibiców klubu-legendy, jaką niewątpliwie jest Widzew. Powinien spaść. Drużyna prowadzona w taki sposób, wymieniająca co roku połowę składu na piłkarzy coraz bardziej anonimowych i przypadkowych, powinna spaść. Inaczej ośmiesza to całą ligę.

Marek Wawrzynowski: Spadkowicze są nieprzewidywalni, poza kilkoma czołowymi drużynami spaść może każdy. Najsłabsze składy mają Widzew, Ruch, beniaminkowie - Zawisza, Cracovia, ale też cudownie utrzymane Podbeskidzie i Pogoń. Spadkowicze powinni wyłonić się z tej grupy.

Konrad Ferszter: Trudno jednoznacznie wskazać kandydatów do spadku. Z pewnością jest to grono liczące kilka klubów, bo kto da gwarancję, że Podbeskidziu znów nie przydarzy się równie fatalna jesień co przed rokiem lub czy Pogoń i Widzew nie ustabilizują swojej formy na poziomie dna i wodorostów z wiosny. Wielką niewiadomą są beniaminkowie. Cracovia po rocznej zsyłce do pierwszej ligi wraca na ekstraklasowe salony, jednak trudno jednoznacznie wskazać, w której formacji jest ona dużo silniejsza niż przed dwoma laty. Letnie sparingi ze słabymi rywalami z pewnością nie dają odpowiedzi na to pytanie. Zarówno krakowianie, jak i podopieczni Ryszarda Tarasiewicza nie zdeklasowali rywali na pierwszoligowym froncie, przez co trudno przewidzieć, jak poradzą sobie na teoretycznie wyższym poziomie.

Andrzej Gomołysek: Nasuwa się trzech, czterech głównych - Widzew, Ruch, Pogoń, może Cracovia, chociaż rok temu mało kto przewidywał taki upadek Podbeskidzia zimą i niewykluczone, że ktoś jeszcze zaskoczy na minus, jak Jaga czy Lechia. Pierwsza trójka wydaje się najbardziej prawdopodobna z uwagi na braki i kadrowe, i organizacyjne.

4. Co jest teraz największą bolączką ligi: niekompetencja części działaczy, złe lub brak wyborów transferowych, niski poziom sportowy, kiepski marketing, a może jeszcze coś innego?

Michał Wyrwa: W naszej piłce nie istnieje skauting. Wszystko jest tak pięknie opakowane, kluby co rusz podkreślają swój profesjonalizm, ale są to puste hasła. Podam przykład: kolega, który do niedawna amatorsko zajmował się dziennikarstwem, podłapał kontakt z greckimi agentami. Miesiąc temu próbowali wcisnąć piłkarza do Legii, a teraz chcą przekonać do niego Śląsk. Na zasadzie: dzwoni nikomu nieznany chłopak i namawia dyrektora Żewłakowa czy Paluszka do transferu. Nie zdziwię się, jak trener Levy powie, by ten piłkarz przyjechał. Decyzję podejmie po przejrzeniu cefałki gracza. Gdzie tu profesjonalizm? Gdzie?!

Bartłomiej Gola: Wiecie co, ja od lat trąbię, że sprawy idą w dobrą stronę i "against all odds" mam rację. Główną bolączką jest marketing (wynikający z niekompetencji większości "działaczy"). Poziom jest jaki jest i nie da się go zmienić z sezonu na sezon. Zmiany marketingowe (właściwie ich rezultaty) przychodzą znacznie szybciej. Dużą nadzieję upatruję w nowym Zarządzie Ekstraklasy. Bogusław Biszof robił rzeczy wielkie na rynkach, które tez były w głębokiej "duszy", musi zreplikować to, co zrobił dla Kompanii Piwowarskiej czy Telekomunikacji Polskiej.
Przydałoby się nam też trochę mniej szydery. Wszyscy wypracowaliśmy sobie taki mechanizm obronny: ta liga była tak siermiężna, że można się z niej było tylko śmiać. Teraz trzeba by zacząć ją szanować. To wymaga trochę czasu i... dobrego marketingu.

Marek Wawrzynowski: Wszystko zaczyna się od niekompetencji działaczy. Przykładów jest aż za dużo. Najlepszym jest Wisła. Jacek bednarz opowiada bajki naokoło, atakuje personalnie dziennikarzy, a koń jaki jest, każdy widzi. Ale podobnie wygląda to w większości klubów, poziom jest niski, kluby nie mają skautingu na średnim choćby poziomie, to kuleje nawet w Legii, która jest dawana za wzór organizacyjny. To wszystko bierze się z tego, że nie ma w Polsce instytucji dyrektora sportowego, jest jedynie fikcja, na stanowiska trafiają przypadkowi ludzie. Mówię o dyrektorze, który wspólnie z właścicielem miałby jakiś sensowny wieloletni plan, są cierpliwi, zatrudnią trenera z podobnym sposobem myślenia. Inna sprawa, że w większości trenerzy również nie prezentują zbyt wysokiego poziomu. Może gdyby PZPN wyszedł im na przeciw, zapewnił wysokiej jakości materiały z Zachodu (teraz sami muszą ściągać), załatwiał staże w Niemczech, bo przecież była umowa z DFB, udałoby się coś poprawić. Ale tego nigdy się nie doczekamy, chyba, że PZPN przejmie jakiś wizjoner.

Konrad Ferszter: Każdy z wymienionych elementów jest bolączką naszej ligi, jednak na największą uwagę zasługują ruchy transferowe klubów. Na szesnaście ligowych ekip jakościowcy wzmocnień dokonały trzy zespoły. Choć do Ekstraklasy w letnim okienku transferowym nie trafili (jeszcze) gracze z CV porównywalnym do tego, jakim pochwalić się mógł Michał Żewłakow czy Danijel Ljuboja, to transfery takich piłkarzy, jak Helio Pinto, który występował w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, występując w tych rozgrywkach łącznie 14 meczów, czy Daisuke Matsuiego, powinny podnieść poziom naszej ligi. Oprócz tego niestety nie skończyliśmy z polską tradycją testowania piłkarzy (historia Sorina Oproiescu obrosła już legendą) o wątpliwym poziomie sportowym i transferowania graczy słabych i słabszych z klubu do klubu. Niewiele w polskiej Ekstraklasie świeżości i realnego podnoszenia poziomu poprzez pozyskiwanie wartościowych zawodników.

Andrzej Gomołysek: Ściąganie przypadkowych zawodników, brak długofalowej wizji rozwoju tak drużyny, jak i pionu szkoleniowego i organizacyjnego. W niewielu przypadkach udaje się wypośrodkować cele krótkookresowe i długofalowe. W wielu zespołach nie patrzy się dalej niż na najbliższych kilka miesięcy, wyciskając z aktualnego stanu rzeczy co się da. Ciężko w ten sposób zbudować struktury na miarę chociażby przeciętnego poziomu europejskiego.

5. Nadchodzący sezon będzie wreszcie należał do młodych, czy raczej znów na pierwszym planie zobaczymy zawodników w wieku Ślusarskiego czy Saganowskiego?

Michał Wyrwa: Nic się nie zmieni. Znów najlepszym pomocnikiem ligi będzie Sebastian Mila. Kuriozalnie może wyglądać walka o koronę króla strzelców. Poza Dwaliszwilim nie widzę człowieka, który mógłby seryjnie strzelać w tej lidze. Duży potencjał tkwi w Marco Paixao, ale środkowy napastnik to pozycja przeklęta w historii Śląska.

Bartłomiej Gola: Zdecydowanie młodych. Sezon 2013 to symboliczny koniec pewnej ery: Reiss, Frankowski, Kosowski, Żewłakowowie, Vuković. To już się dzieje. Mamy pokolenie młodych legionistów czy lechitów (ok. 22-letni Furman, Łukasik czy Możdżeń to młodzieńcy tylko w Polsce). Mamy kryzys i kluby musza szkolić i dawać szanse młodym. Idzie dobra nowa, lepsza fala, nieskażona korupcją, bylejakością i całym złem polskiej piłki lat 90/00 (nie, nic nie palę). Odkryciem ligi będzie Tomasz Kędziora.

Marek Wawrzynowski: Stawiam na młodszych zawodników. Im wyższy będzie poziom ligi, tym mniejsza szansa, że Marek Saganowski, który zresztą jest przesympatycznym facetem, będzie odgrywał wiodącą rolę. W tym sezonie liczę na Łukasza Teodorczyka (co oznacza, że na Ślusarskiego już nie), gdybym bawił się w bukmacherkę, obstawiłbym, że wygra tytuł króla strzelców. Wierzę też że do wysokiej formy wróci Dominik Furman, który może być pierwszym od lat polskim środkowym czy nowoczesnym defensywnym pomocnikiem (jak kto lubi) na wysokim poziomie. O ile kontuzje ominą Żyrę, też powinien grać na wysokim poziomie. Ze starszych zawodników bardzo liczę na Szymona Pawłowskiego. Wierzę w to, że nie jest tylko królem wiejskiej dyskoteki, że jednak będzie potrafił odnaleźć się na wyższym poziomie, przy pełnych trybunach. To piłkarz mający wielkie możliwości, zmarnował kilka lat grając na poboczach poważnej piłki. To może być kluczowy transfer dla Lecha. Mam też nadzieję, że wypalą transfery Helio Pinto, Marco Paixao czy Barry'ego Douglasa.

Konrad Ferszter: Sezon w większości powinien należeć jednak do zawodników młodych. Dla takich piłkarzy, jak Kosecki, Furman, Łukasik, Kamiński, Pawłowski i kilku innych poprzedni sezon był tak naprawdę pierwszym, w którym stanowili trzon swoich drużyn. Rozgrywki 2013/14 to czas, by potwierdzili i ustabilizowali swoje pozycje w klubach czy reprezentacji i wykonali kolejne kroki ku poważnym transferom zagranicznym. Przy jednoczesnym napływie młodszych graczy w Ekstraklasie nie zabraknie miejsca dla profesorów, jakimi z pewnością mogą być wspomniany Marek Saganowski, Rafał Murawski czy Sebastian Mila, którzy mimo upływających lat nie schodzą poniżej pewnego poziomu i nadal są wartościowymi częściami składowymi najsilniejszych jedenastek w naszym kraju, swoim doświadczeniem wspierając młodszych kolegów.

Andrzej Gomołysek: Spodziewam się tego drugiego, młodzi szybko wybywają za granicę, kiedy tylko pokażą odrobinę umiejętności. Większość się odbije i wrócą do ligi za kilka lat, w wieku Ślusarskiego czy Saganowskiego właśnie. Jeśli będą gwiazdami, to najprawdopodobniej dopiero wtedy.
comments powered by Disqus
facebook