Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 24 maja 2014

Przetrwać a marzyć

fot. skysports.com
Real i Atlético Madryt zmierzą się dzisiejszego wieczoru w pierwszym derbowym finale w 58-letniej historii rozgrywek o Puchar Mistrzów. Są tacy, dla których mecz weekendu wcale nie zostanie rozegrany jednak na Estádio da Luz w Lizbonie. To miano przypada bowiem decydującemu starciu fazy play-off w Football League Championship. Z niejednego powodu.


Derby County i Queens Park Rangers zmierzą się ze sobą na Wembley o ostatnie miejsce w Premier League w sezonie 2014/15. W najdroższym meczu na świecie, którego zwycięzca otrzyma gwarantowane 120 milionów funtów na przestrzeni kolejnych pięciu sezonów. (Bieżąca umowa o sprzedaży praw telewizyjnych zapewnia każdemu klubowi najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii przychód rzędu co najmniej 60 mln. W przypadku spadku na jego konto wpłynie 59 mln pod postacią płatności spadochronowych w przekroju czterech następnych lat spędzonych poniżej Premier League.)

Przepaść

Od kiedy 22 kluby starej First Division odłączyły się od reszty Football League, tworząc Premier League w 1992 roku, różnica pomiędzy angielską ekstraklasą a jej zapleczem i pozostałymi klasami rozgrywkowymi nie przestaje rosnąć. Jak wylicza dziennikarz śledczy "The Guardian", David Conn, wartość aktualnego kontraktu telewizyjnego Football League stanowi zaledwie 3,5% swojego odpowiednika ze szczebla wyżej. Olbrzymia dysproporcja wzmaga presję na klubach Championship. Te - dążąc do finansowego raju pod batutą coraz bogatszych biznesmenów z rozległych części globu - zanotowały w sumie blisko miliard funtów długów na zakończenie sezonu 2012/13.

Z jednej strony, ryzyko może wydawać się opłacalne. Dyrektor wykonawczy Football League, Shaun Harvey, zwraca uwagę na to, że przez jeden sezon gry w Premier League można zarobić obecnie tyle co przez... 30 (!) klasę rozgrywkową niżej. Z drugiej, przykłady Portsmouth czy Leeds United - klubów, które omal nie przestały istnieć po spadku z Premier League poprzedzonym przeinwestowaniem - skłoniły działaczy Football League do wprowadzenia własnych regulacji Financial Fair Play na poziomie Championship. Ich cel stanowi ograniczenie strat i zapobiegnięcie kolejnym podobnym degrengoladom.

Kontrast

Żaden klub nie odzwierciedla problemów drugiej klasy rozgrywkowej w Anglii lepiej niż Queens Park Rangers. Ubiegłoroczna degradacja z Premier League, gdy budżet płacowy klubu z Loftus Road wyniósł... 128% jego przychodów, nie doprowadziła do zmiany strategii. Można być pewnym tego, że QPR zostanie jednym z pierwszym klubów ukaranych za złamanie przepisów Football League FFP. Jeżeli będzie w przyszłym sezonie występować w Premier League, skończy się na nieistotnej grzywnie. W przeciwnym wypadku klubowi grozi zakaz transferowy. Co wtedy z jego przyszłością, nie wiadomo.

Zupełnie inna jest historia Derby. Klub z iPro Stadium po raz ostatni zagrał w ekstraklasie w sezonie 2007/08. W ubiegłych rozgrywkach dysponował dwunastymi (15,4 mln) najwyższymi wpływami i osiemnastym (12,1 mln) najwyższym budżetem płacowym w lidze. Mimo to ukończył tegoroczny sezon zasadniczy na trzecim miejscu, za plecami jedynie Leicester i Burnley, pozycję przed dzisiejszym rywalem.

Podczas gdy z prawdopodobnej wyjściowej jedenastki QPR tylko Charlie Austin nie ma na swoim koncie gry w Premier League, Derby to drużyna pełna potencjalnych nowicjuszy w elicie. (Na czele z Willem Hughesem.) Pierwszy trener, Steve McClaren, który rozpoczął bieżący sezon jako członek sztabu szkoleniowego... menedżera Harry'ego Redknappa, stworzył przyjemny dla oka zespół grający w nowoczesnym systemie 4-3-3. Taki, dla którego sam awans do finału to duże osiągnięcie.

Dwugłos

- Powiedziałem chłopakom, że pokochają to wydarzenie i muszą z niego skorzystać - powiedział McClaren podczas przedmeczowej konferencji prasowej. - Trzeba czerpać radość, z tego tygodnia, przygotowań. To nie może stanowić ciężaru na naszych ramionach, ciężaru oczekiwań czy konsekwencji. To musi być: "wow, co za stadion, co za wydarzenie, co za scena do gry w piłkę nożną".

- Sądzę, że to oni są faworytem - mówił z kolei znacznie mniej rozentuzjazmowany Redknapp. - Są w dobrej formie. Mają dobrą serię. Steve wykonał fantastyczną pracę. To młoda drużyna, pełna energii. Ale my również jesteśmy dobrym zespołem, pełnym doświadczenia. Nie możemy dać się ponieść skali wydarzenia. Nie możemy pozwolić, by udzieliła nam się stawka.

Dla jednych to być może mecz o przetrwanie. Konieczność. Dla drugich perspektywa spełnienia marzeń. Wejścia do raju przy 90-tysięcznej publiczności, w tym blisko po 40 000 kibicach obu klubów. Dla nich wieczorny finał Ligi Mistrzów nie będzie miał najmniejszego znaczenia. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook