Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 18 maja 2014

Przegrany

fot. skysports.com
Właśnie odegrał istotną rolę w mistrzowskim sezonie Manchesteru City. Sięgnął po swój drugi tytuł mistrza Anglii w ostatnich trzech latach, od czasu przeprowadzki na północ kraju z Arsenalu. Ale Samir Nasri znowu nie pojedzie wraz z reprezentacją Francji na finały mistrzostw świata. Na własne życzenie.

- W zespole potrafi uderzyć w miejsce, które boli najbardziej, i zamiast opatrzyć rany, jeszcze je rozdrapuje - napisał w swojej autobiografii pt. "Straszliwie Sam: Mój Dziennik" były selekcjoner kadry Trójkolorowych, Raymond Domenech. - Nic więc nie przynosi drużynie. Stroi się przy tym w piórka przywódcy, choć nim nie jest. A ponieważ nie wyróżnia się na boisku, bilans jest kiepski. Ciągle szuka zwady, co na dłuższą metę wykańcza zespół. Kiedy rozważałem w 2010 roku, co może mi przynieść, a jakie problemy stworzyć, uciąłem krótko - jedziemy bez niego.

Zmarnowane pokolenie

Samir Nasri urasta do miana symbolu. Jest piłkarzem z najwyższej półki; znakomicie wyszkolonym technicznie, niebywale skoordynowanym i operującym piłką obiema nogami z niespotykaną naturalnością. Równocześnie dał się też jednak poznać jako osoba niedojrzała, arogancka; nieprzystosowana do życia w grupie. Podobnie jak rówieśnicy ze słynnego rocznika 1987 - Hatem Ben Arfa, Jérémy Ménez czy nawet Karim Benzema - okazał się nieprzygotowany mentalnie do regularnej gry na najwyższym poziomie: tak klubowym, jak i reprezentacyjnym. (Jak bardzo fascynujący kontrast stanowią losy innego 27-latka, Blaise'a Matuidiego; zawodnika, który doszedł na szczyt ciężką pracą.)

Książka Domenecha jest pełna historii piętnujących zachowanie pomocnika. - [...] po meczu z Anglią, zdenerwowała mnie z kolei dyskusja z Samirem Nasrim. Kiedy mu tłumaczyłem, że oczekiwałem od niego o wiele więcej, rozsierdził mnie stwierdzeniem, że „to zespół zawalił”. Być może najbardziej wymowna jest sytuacja ze zgrupowania kadry poprzedzającego finały Euro 2008. Wtedy to ówczesny selekcjoner poinformował drużynę, że osobiście zapuka do pokoju i wytłumaczy swoją decyzję tym spośród zawodników, którzy nie znajdą się w ostatecznym, 23-osobowym składzie na turniej.

- Dowiedziałem się później, że Samir Nasri chciał nastraszyć co poniektórych i zapukał do ich drzwi, że to niby ja. Kawał o powalającej inteligencji i klasie! Jakże mnie rozczarował – taki to był czas. Gdybym dowiedział się o tym tego samego dnia, wyrzuciłbym go natychmiast. Nie można opierać się na zawodniku zdolnym postąpić w taki sposób!

Niekompatybilny

Nasri nigdy nie błyszczał w zespole narodowym. Nie potrafił przenieść poziomu występów w klubie na te w reprezentacji. Zawodził. To narażało go na krytykę ze strony mediów. Czasami przesadzoną. Momentami wręcz niezasłużoną. Na inaugurację finałów mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie odpowiedział na nią bardzo dobrym meczem i strzelonym golem przeciwko Anglii. Później wdał się jednak w słowną utarczkę z jednym z dziennikarzy. W rezultacie został zawieszony na trzy spotkania przez Francuską Federację Piłkarską. Do kadry powrócił dopiero na początku kończącego się sezonu.

Didier Deschamps wyszedł z założenia, że - słowa samego zawodnika z jednej z marcowych edycji programu "Canal Football Club" - każdy ma prawo do drugiej czy [nawet] trzeciej szansy. Nasri przeprosił dziennikarzy podczas konferencji prasowej. Następnie został sprawdzony zarówno na prawej stronie pomocy, jak i na pozycji dziesiątki na boisku. Ponownie zebrał sporo cierpkich słów za swój występ w pierwszym meczu barażowym eliminacji do mundialu przeciwko Ukrainie, choć wcale - na tle całej drużyny - nie rozegrał wyjątkowo słabego spotkania. Zwycięski rewanż przesiedział na ławce.

Problemem okazało się również wkomponowanie świetnego piłkarza w obecny zespół Francji. Ustawienie Nasriego na prawej stronie nie pozwalało uzyskać kompatybilności. Znacznie mniej utalentowany Loïc Rémy - co przyznał jesienią Deschamps - może rozwiązać problem braku penetracji i szybkości. Tymczasem zawodnik Manchesteru City nie wnosi niczego nowego. Nie jest też prawdziwym liderem; człowiekiem, który niestrudzony będzie brał na siebie ciężar rozgrywania piłki w środkowej strefie boiska. To rola stworzona dla Mathieu Valbueny. Nasri najlepiej czuje się jako jeden z wielu. Tak jak w City, gdzie ciężar gry w ataku rozkłada się w większym stopniu pomiędzy poszczególnych zawodników. W kadrze - co być może wymsknęło się aktualnemu selekcjonerowi - większość piłek i tak wędruje do Francka Ribéry'ego.

Ostatnia szansa?

- Samir ma wiele atutów - tłumaczył swoją decyzję Deschamps, ostatecznie dochodząc do podobnego wniosku co Domenech przed czterema laty. - Ale jego występy w reprezentacji Francji nie stoją na tym samym poziomie co te w Manchesterze City. [W kadrze] Nie ma statusu zawodnika podstawowego. A to, dla niektórych, trudne do zniesienia.

Nasri prawdopodobnie dojrzał. Sam przyznał w grudniowym wywiadzie dla francuskiego "Canal+", że konflikt z mediami to sprawa z góry przegrana, z której nie sposób wyjść z tarczą. Nauczył się też, że poszczególni zawodnicy [w domyśle kadrowicze] nie są przyjaciółmi, a jedynie kolegami z pracy.. Problem polega na tym, że zdał sobie z tego wszystkiego sprawę - znowu jego słowa - troszeczkę za późno. Otwarte pozostaje pytanie: czy przegrał tym samym swoją ostatnią szansę wyjazdu na mundial? Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook