Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 28 maja 2013

Perfidia futbolu (7)

foto:bundesliga.com
Kto gra grubo, wygrać musi. Życie trzeba brać za twarz i ruszać do przodu. Efekty w końcu przyjdą. Co to jednak znaczy wygrać? Czy to tylko trofea i sukcesy? Czy może jednak coś więcej? Oj, perfidne to pytania.

Borussia i Real Sociedad nie będą mogły uznać tego weekendu za udany. Sezon każdej z tych drużyn zmierzał właśnie do tego miejsca, gdzie ostatnie kopnięcia należało wykonać z jeszcze większą szybkością, precyzją, by ukoronować dorobek całego sezonu. Przypadek Borussi widzieli wszyscy. Najpierw mocno ruszyli z bloków startowych w meczu finału Ligi Mistrzów z Bayernem, zaatakowali rywala na jego własnej połowie i przejęli inicjatywę. Z czasem jednak coraz bardziej opadali sił, by w ostatniej minucie utracić koncentrację, która kosztowała ich Puchar Europy.

- Naprawdę zasłużyliśmy, żeby być w tym finale... - mówił po meczu trener BVB Jurgen Klopp - ... szkoda tylko, że rezultat jest tak gówniany - dodał zaraz potem. Borussia tegoroczną Ligę Mistrzów wzięła szturmem, żaden rywal nie potrafił przeciwstawić się pressingowi drużyny z Dortmundu i jej błyskawicznym atakom.

Odkąd Barcelonę objął Pep Guardiola, cały piłkarski świat oszalał na punkcie statystyk związanych z posiadaniem piłki. Dobre drużyny miały mieć częściej piłkę, lepiej radziły sobie w pressingu a potem mozolnie budowały ataki. Jeżeli masz większe posiadanie, to znaczy, że masz większe szanse na zwycięstwo.

Borussia w całej Lidze Mistrzów w kategorii "posiadanie piłki" znajduje się raczej na dole tabeli, mimo to trudno powiedzieć, by dali się zdominować. To oni raczej przejmowali inicjatywę. Posiadanie przez BVB piłki ukierunkowane było na jak najszybsze przedostanie się pod bramkę rywala, a zaraz po jej stracie zespół ruszał z gegenpressingiem. Cała drużyna przesuwała się wtedy do przodu, by jak najszybciej futbolówkę odzyskać. Archetyp nowoczesnej piłki.

Serca neutralnych kibiców zaczęły bić w rytm pieśni wyśpiewywanych przez Suedtribune. To jest właśnie ten futbol dla kibiców. Młodzi, zakupieni za małe pieniądze piłkarze i zarządzająca nimi ikona piłkarskiej kontrkultury - Jurgen Klopp.

Młodość piłkarzy i inteligentny szkoleniowiec to połączenie, które przyniosło sławę i chwałę drużynie z San Sebastian. Real Sociedad po buksowaniu na początku sezonu złapał w końcu stabilny grunt i ruszył gwałtownie do przodu. Baskijski walec przejeżdżał się po kolejnych rywalach i w końcu znalazł się na czwartym miejscu w tabeli La Liga, gwarantującym grę w eliminacjach do Ligi Mistrzów.

Sociedad gra bardzo podobnie do Borussii. W każdym meczu chce atakować, przejmować piłkę i szybko ruszać z nią do przodu. Uwagę kibiców i dziennikarzy przykuło przywiązanie do wychowanków i ich identyfikacja z klubem. Oprócz tego, że Txuri-Urdin grali pięknie i chciało im się kibicować, grali też skutecznie, pokazywali, że mentalnie są gotowi na grę w Lidze Mistrzów.

Coś w drużynie jednak pękło po piorunującym zwycięstwie nad Valencią 4:2. Od tego czasu Sociedad obniżył loty, drużynę dopadła nieskuteczność, zmęczenie. Ciągle jednak zachowywali przewagę nad Valencią. Los był w ich rękach. I mecz z Realem Madryt na swoim stadionie. Realem, który na Anoeta pojawił się w rezerwowym składzie.

La Real doskonale wiedział, że musi ten mecz wygrać. Od razu ruszył do ataku, niezrażeni indywidualnymi błędami w obronie kosztującymi ich bramki nacierali na bramkę Diego Lopeza. Golkiper Królewskich dokonywał cudów, uwijał się jak w ukropie. Strzały Agirretxe, Prieto i Griezmanna nie mogły trafiać do siatki. W przeciwieństwie do tych Higuaina, Callejona i Khediry.


Real Sociedad 3-3 Real Madrid Footyroom.com

Mimo pecha z jednej i drugiej strony boiska Sociedad cały czas atakował, dwukrotnie doprowadzając do wyrównania i mecz skończył się wynikiem 3:3. Dla Txuri-Urdin niemalże nieistotny był rezultat, ważne, by dobrze dograć następną piłkę i jeszcze następną. Byle ją tylko wcisnąć do siatki. I potem jeszcze raz. Udowodnić wszystkim swoją wartość.

Ten remis jest de facto porażką, bowiem nic już od nich nie zależy. Sevilla musi teraz urwać Valencii punkty, by dzielni Galowie Baskowie mogli mieć szansę na grę w Lidze Mistrzów. Ulubieńcy neutralnych fanów piłki najprawdopodobniej zostaną po tym sezonie z niczym, teoretycznie nic nie osiągną. Historia jest ponoć pisana przez zwycięzców, to oni do niej przechodzą.

Pośród jednej wielkiej licytacji na sumy transferowe, Sociedad i Borussia pokazują, że wielkiego futbolu dotknąć można ciężką pracą, zuchwałością i inteligencją. W zero-jedynkowym świecie piłki nie przynosi to zwycięstw, ale w upadkach z wysokich szczebli drabiny oczekiwań, po której kluby wspinają się przez cały sezon, jest pewne echo wygranej. Jest co wspominać, jest na czym budować i w końcu - jest co podziwiać.

I na czym się wzorować. To już nie Barcelona jest wzorcem z Sevres, kluby zauważyły, jak ważny jest kontekst wychowania piłkarzy w grze Blaugrany. Futbol idzie w stronę wyżej ustawionych linii obrony, pressingu i zwiększenia tempa gry. BVB i RSSS stoją na czele tej ewolucji i z czasem coraz częściej będziemy oglądać takie mecze jak Real Sociedad-Real Madryt i Bayern-Borussia. Czy to dobrze? Ja jestem za. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook