Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
piątek, 22 listopada 2013

Prezes Boniek przeciw normalności

fot. goal.com
Gdy Zbigniew Boniek wygrywał wybory na prezesa PZPN, byłem pełen entuzjazmu. Na tle półanalfabetów tęskniących za czasami octu i ziemniaka, na tle bufoniastych posłów partii rządzącej, atakujących swoich przeciwników bez składu i ładu, były piłkarz Juventusu prezentował się naprawdę dobrze.

Prezes Boniek to prawdopodobnie najlepszy prezes, na jakiego nas było stać podczas ubiegłorocznych wyborów. Człowiek poważany, choć nie bez kontrowersji, tak w środowisku piłkarskim, medialnym, kibicowskim, jak i nawet politycznym. Wśród licznych zalet, do których należało między innymi doświadczenie w zarządzaniu, bogate CV i opanowany przynajmniej jeden język obcy, dorzucał on jeszcze przyjaźń z prezesem UEFA, Michelem Platinim.

I kadencję Bońka do tej pory można było oceniać różnie – chwalić za liczne reformy, zwłaszcza na polu komunikacji w trójkącie związek – media – kibic, albo ganić za zbyt powolne tempo zmian i skupianie się raczej na stronie wizerunkowej, niż stricte merytorycznej. Potężny krok w kierunku tej drugiej został jednak zablokowany podczas słynnego już zjazdu statutowego.
Generalnie więc: prezes jakoś tam się bronił, co na tle poprzedników mogło podbijać bębenek i rozbudzać kolejne oczekiwania.

Ekstraklasa dla Polaków!

Na tym sielankowym dość obrazie prezesury Bońka dziś pojawiła się jednak spora rysa, która – jeśli z pomysłu prezes się nie wycofa – będzie istotnym pęknięciem. Jeden z najwybitniejszych polskich piłkarzy w historii ogłosił bowiem, że PZPN zamierza wprowadzić… limit obcokrajowców w kadrze zespołów Ekstraklasy.

To znaczy – tak chętnie by zrobił, ale nie pozwalają na to przepisy unijne. Wobec tego zarząd PZPN postanowił dziś, że limit wprowadzi, tyle że zawodników spoza Unii Europejskiej. - W ekstraklasie będzie to trzech zawodników spoza Unii Europejskiej, a w kolejnym sezonie tylko dwóch. W innych ligach po jednym - ogłosił Boniek.

Powody? Od wieków te same. Słabi piłkarze z zachodu nie powinni odbierać miejsca w kadrze polskich zespołów wielce utalentowanym Polakom. Legia, Wisła, Lech, Śląsk i 12 innych drużyn Ekstraklasy – dla Polaków. No i dla pozostałych państw członkowskich UE.

Przeciw podstawowej wolności

PZPN tworząc tak absurdalną regulację nie tylko nie przyczyni się do podniesienia poziomu polskiej piłki – a wręcz przeciwnie. Klub A, który ma kwotę, dla uproszczenia, 100 zł, nie będzie mógł kupić zawodnika X, który jest na takim samym poziomie jak Polak – zawodnik P, tyle że tańszy. Jednak nowy przepis nie sprawi, że klub A będzie nagle mógł kupić zawodnika P – przeciwnie (dalej będzie kosztował powyżej 100 zł): będzie zmuszony znaleźć innego Polaka, znacznie słabszego, którego sprowadzenie lub wyszkolenie zmieści się w jego budżecie. Przy okazji zaś, Polacy staną się towarem na rynku Ekstraklasowych klubów bardziej pożądanym, a – co za tym idzie – także droższym, wobec czego za 2, 3 lata nie będą możliwe w praktyce transakcje między polskimi czołowymi klubami, gdyż żadnej drużyny na to po prostu nie będzie stać. Efekt? Najmłodsi i najlepsi piłkarze polskiego obywatelstwa wyjadą, zwiększy się drenaż rodzimych klubów przez te z wschodu i zachodu, a na koniec poziom rozgrywek drastycznie spadnie.

W ten sposób PZPN wtrąca się w interesy przynajmniej trzech grup społecznych, akurat w piłce najważniejszych. Ta regulacja jest zła dla zawodników spoza Unii, gdyż dyskryminuje ich z góry, i to ze względu na narodowość, a ściślej rzecz biorąc – obywatelstwo. Słaby i tani piłkarz z Brazylii nie będzie mógł zagrać w Ekstraklasie, jeśli drużyna, która by go zatrudniła, nie będzie mieć już wolnego miejsca na liście piłkarzy spoza Unii, podczas gdy równie słaby – a nawet słabszy! – i równie tani piłkarz z Bułgarii, Czech, Słowacji, Litwy, Francji, Portugalii itd., występować w Ekstraklasie będzie mógł. Jeśli to nie jest dyskryminacja, to ja nie wiem co nią jest.

Co więcej, PZPN wtrąca się także w wolność działalności gospodarczej klubów. Od wejścia w życie tej regulacji to nie kluby będą decydowały, kto ma prawo reprezentować ich barwy; będzie to zależało (także) od dzisiejszej decyzji PZPN. Każdy nieudolny prezes polskiego klubu dostanie z góry wygodne wytłumaczenie, że nie mógł nic zrobić (w domyśle: podnieść poziomu sportowego drużyny), bo przez regulację PZPNu zabroniono mu ściągnąć lepszych piłkarzy za tą samą cenę, jednocześnie jeszcze podnosząc ceny obecnych na rynku miernot.

I wreszcie, zarząd uderzył dziś także w kibiców. Bo obniżenie poziomu rozgrywek, będące naturalną konsekwencją regulacji – co wykazałem powyżej – sprawi, że będą płacić podobne ceny za gorsze widowiska. Jeśli kibic pójdzie na stadion, będzie musiał się spodziewać tego, co tam zastanie. Zaściankowe, mierne rozgrywki, w swej miernocie dodatkowo łamiące podstawowe prawa jednostki.

To ja już chyba wolałem prezesa Latę.
Marcin Wierciński
comments powered by Disqus
facebook