Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 28 kwietnia 2013

Polski Związek Piłki Zaniedbanej (2)

fot. socialmediamom.com
Przyglądając się posunięciom PZPN-u można odnieść wrażenie, że bardziej niż na upowszechnianiu futbolu związkowi zależy na zarabianiu. Dobrym tego przykładem jest droga do zawodu trenera, o którą działacze dbają tak, by była jak najwęższa.

W pierwszym odcinku naszego cyklu omówione zostały problemy futbolu amatorskiego z perspektywy ich zrozumienia i (braku) dostrzegania przez Polski Związek Piłki Nożnej. Szukając odpowiedzi na pytanie: "czemu w Niemczech gra prawie 6 milionów ludzi, a w Polsce tylko pół miliona?" warto jednak spojrzeć nie tylko na sytuację piłkarzy, ale osób które ich w tysiącach drużyn na różnych poziomach i w różnych kategoriach wiekowych szkolą. Oni są równie ważną częścią podstawy w systemowej piramidzie.

Ekstra klasa

W poprzednim odcinku także kilkukrotnie pojawiły się odwołania do różnych statutów i programów przygotowywanych i publikowanych w ostatnich latach przez PZPN. Dopiero w 2007 roku centrala zezwoliła swoim wojewódzkim oddziałom na szkolenie trenerów na najniższych poziomach ich licencji - najwyższe rankingiem wciąż jednak należą do szkoły głównej, gdzie to specjalna grupa decyduje o tym kogo na kurs przyjąć. Na początku stycznia Roman Kosecki wraz ze Stefanem Majewskim z dumą prezentowali klasę, w której o licencję UEFA A starać się będą byli piłkarze: Marcin Adamski, Robert Bednarek, Piotr Dziewicki, Ariel Jakubowski, Artur Januszewski, Mariusz Jop, Adam Majewski, Łukasz Masłowski, Tomasz Rząsa, Łukasz Sosin, Bartosz Tarachulski oraz Piotr Włodarczyk. Czyżby dla ludzi, którzy nie grali w Ekstraklasie, nie było tam miejsca?

Zanim jednak ktokolwiek dobije do poziomu UEFA A, musi przejść przez kolejne etapy szkolenia i nauki. Zarzuty wobec pracy trenerów na poziomie amatorskim są doskonale znane. Ogólnopolskie badania wykazały, że trenerzy grup młodzieżowych, bez względu na posiadaną klasę trenerską otrzymują symboliczne wynagrodzenie średnio kilkaset złotych miesięcznie, lub nie pobierają wynagrodzenia w ogóle, traktując swoją pracę szkoleniową, jako dodatek do innego podstawowego zawodu - pisano w "Narodowym Programie Upowszechnienia". Nie podjęto się jednak zapytania ilu z tych osób akceptuje to jako zajęcie dodatkowe. W końcu logicznym jest, że sport masowy nie polega na kształceniu zawodowców, ale poszerzaniu granic selekcji.

Związek nie dla pasjonatów

PZPN nie rozumiał (nie rozumie?) czym jest sport masowy i to kolejny na to dowód. - Trenerzy muszą być zatrudnieni na pełnym etacie, a wysokość uposażenia będzie zróżnicowana w zależności od klasy posiadanej przez szkoleniowca, zgodnie z Kartą Trenera Piłki Nożnej - mówi jeden z podpunktów najkrótszego(!) z rozdziałów w wyżej wymienionym planie. Generalnym przesłaniem Związku było szkolenie trenerów, którym gwarantowano by pracę w samorządach, gimnazjach i liceach. - Powyższe rozwiązania zakończą jeden z największych problemów szkoleniowych w naszym futbolu – ukryte bezrobocie wielu młodych trenerów piłki nożnej. Kończąc uczelnie sportowe, kursy specjalistyczne czy szkołę trenerów PZPN, absolwenci nie mogą znaleźć pełnoetatowej pracy szkoleniowej - dowiadujemy się ze związkowego opracowania.

To jeden z najbardziej błędnych wniosków związku, który pokazuje, że jest on całkowicie zamknięty na... pasjonatów piłki nożnej. Wszystko wskazuje na to, że do tej pory starano się "wyprodukować" trenerów z założeniem, że praca w futbolu będzie ich podstawową pracą. W przytaczanych dokumentach PZPN nie ma ani słowa o ludziach, którym uczenie futbolu młodzieży czy nawet seniorów po prostu sprawia frajdę i daje satysfakcję, a pieniądze schodzą na dalszy plan. Działają oni w amatorskich klubach, nigdy nie byli blisko kariery piłkarskiej, często kopiąc w niższych ligach - nie o to chodzi, że o tych ludziach się zapomina, ich po prostu nie bierze się pod uwagę.

Chcesz trenować? Płać (i to słono)

Świadczy o tym choćby struktura samych kursów. Do tej pory istniały trzy drogi zdobywania papierów trenerskich - poprzez kursy prowadzone przez centralę i wojewódzkie oddziały, uczelnię (Akademie Wychowania Fizycznego) i ofertę szkoleń organizowanych z funduszy europejskich. Tylko trzecia z tych opcji jest darmowa, lecz obowiązuje ścisła selekcja dotycząca choćby zameldowania i dochodów - to jedyna szansa na uniknięcie płacenia sporych pieniędzy do związkowej kasy. Szybki przegląd oferty w całym kraju pokazuje, że za te same kursy w jednych miastach należy płacić przynajmniej tysiąc, a w stolicy nawet dwa tysiące złotych. Z rozmowy z jednym ze szkoleniowców zatrudnionych w klubie Ekstraklasy wynika, że ceny dyktowane są wedle uznania, a i sama struktura kursów i ich jakość znacznie się różni w zależności od województwa i tamtejszych kadr.

Koszt tych kursów to jednak nie jest ich jedyny problem. Zwykle zajmują one przynajmniej pół roku po dwa, trzy pełne weekendy w miesiącu - co, przykładowo, wielu osobom uniemożliwi prowadzenie drużyn. Rzadko się bowiem zdarza, że na kurs trafia osoba z przypadku i bez wcześniejszego połknięcia trenerskiego bakcyla. "Na ratunek" pasjonatom przyszło rok temu Ministerstwo Sprawiedliwości, które oceniło, że obecne przepisy ograniczają konkurencję [trenerom - przyp. red.] i utrudniają kandydatom dostęp do tych zawodów. Ustalono, że aby zostać trenerem lub instruktorem sportu, nie trzeba będzie kończyć kursów. – Podobnie jak w innych zawodach, kwalifikacje będzie weryfikował pracodawca: klub sportowy czy związek – mówił rzecznik Ministerstwa Sportu, Paweł Wiśniewski.

Obszernie pisała o tym "Rzeczpospolita": Resort wyjaśnia, że projekt nie uchyla wszystkich wymagań kwalifikacyjnych, tylko dotyczące obowiązkowych szkoleń, znosi więc nad nimi nadzór ministra.

PZPN dzieli, rządzi i... zarabia

Niestety, piłki nożnej nie będzie to dotyczyć. Polska podpisała z UEFA tzw. "Kartę trenera", która uprawomocniła PZPN do wydawania licencji i jednocześnie stanowienia, kto może prowadzić drużyny we wszystkich ich rozgrywkach. Rok temu, sprawując jeszcze funkcję pełnomocnika prezydium zarządu PZPN ds. szkolenia, Jerzy Engel lekceważył tę nowelizację, kompletnie ignorując głos środowiska, taki jak ten przedstawiony przez "Rzeczpospolitą": – Znalezienie osoby z uprawnieniami nie jest łatwe. Zdarza się, że jest zatrudniana tylko na papierze, a drużynę trenuje doświadczona osoba, ale bez państwowych uprawnień – mówi prezes małego klubu piłki nożnej.

Czyżby wcześniej była mowa o "ukrytym bezrobociu"? PZPN oczywiście nie zauważał, że przez swoje wymogi i ograniczenia wiele osób nie może "ujawnić się" w rolach szkoleniowych, bo nie posiada niezbędnych papierów - nie ma też ani pieniędzy, ani warunków, ani czasu, by w długim kursie wziąć udział. Jak się jednak okazało, deregulację PZPN będzie wykorzystywał na swój sposób - by nie tylko dorobić na kolejnych kursach, ale też zmonopolizować rynek "produkowania" kolejnych trenerów.

- W przyszłym roku 3/4 trenerów będzie musiało robić kursy od nowa - tłumaczy wściekle jeden z młodych trenerów drużyny juniorów z Wrocławia. Zaraz dodając: - Bo to co otrzymałeś na uczelni jest gówno warte. On na uczelni spędził trzy lata, otrzymał licencję trenera drugiej klasy, która niedługo straci znaczenie, przez wprowadzenie innego nazewnictwa: UEFA A, B i C. Okazuje się, że osoby, które studiowały piłkę nożną pod kątem pracy szkoleniowej i, co warto dodać, własnej przyszłości, teraz będą musiały przejść kosztowne i równie długie kursy... wyrównujące. Przez trzy lata nie nauczono ich tego, co w kilka miesięcy udało się wpoić adeptom trenerki w kilkanaście weekendów?

- Żeby zrobić taki kurs, muszę chodzić przez pół roku na te kursy, które powielają to co miałem na uczelni. Muszę wyłożyć kolejne dwa tysiące złotych, by być trenerem oficjalnie. Tylko kto w weekendy będzie prowadził moją drużynę? - pyta trener z Wrocławia. - NASZE UPRAWNIENIA SĄ HONOROWANE ZAGRANICĄ I NIE STRACĄ MOCY PRAWNEJ PO DEREGULACJI ZAWODÓW W PRZYSZŁYM ROKU! - krzyczy reklamą Dolnośląski Związek Piłki Nożnej jednocześnie informując o ograniczonej liczbie miejsc. Czy PZPN chce owe "ukryte bezrobocie" niwelować poprzez wykorzystanie deregulacji do odebrania licencji osobom, które choć skończyły studia nie stać obecnie na taki wydatek?

Milion piłkarzy bez trenera

Czy obecna władza Związku cokolwiek w tym kierunku zmieni? Na pewno z Warszawy wychodzą również pozytywne sygnały. – Naszym pomysłem na przyszłość jest podzielenie kursów bardziej specjalistycznie. Chcielibyśmy mieć taki typowo dla szkoleniowców bramkarzy, oddzielny dla trenerów, którzy chcą pracować z dziećmi i młodzieżą oraz dla tych, którzy chcą zajmować się tylko dorosłymi, piłką profesjonalną – mówił w styczniu Roman Kosecki. To świetne rozwiązanie, które może otworzyć drogę dla wielu osób do tej pory raczej nieszukających kursów. Problem w tym, że Związek niekoniecznie patrzy na szerszą perspektywę problemu szkolenia trenerów w Polsce - świadczy o tym choćby kontynuowanie dyskusyjnej i mocno kontrowersyjnej strategii "wyrównywania wiedzy" studentów czy niedostrzeganie potrzeby zaangażowania pasjonatów przez łatwiejszy dostęp do szerszej oferty kursów.

Roman Kosecki cieszy się, że tylu byłych zawodników chce zostać w grze i szkolić młodzież... ale to po raz kolejny świadczy o tym, że najbardziej Związkowcom zależy na wychowywaniu zawodowców. I to mimo wniosku z 2007 roku, mówiącego, że "wielu klubów nie stać na zatrudnienie na pełnych etatach szkoleniowców do grup młodzieżowych." Gdzie więc znajdzie się dla nich miejsce? W poprzedniej części cyklu pojawił się cytat ze Zbigniewa Bońka, którego zamiarem było zwiększenie liczby zarejestrowanych w Związku piłkarzy do przynajmniej miliona. I tu pojawia się pytanie - kto będzie ich trenował, skoro na wstępie jego kadencji znacznie ogranicza się liczbę trenerów mogących ich prowadzić w meczach pod egidą PZPN?


*Polski Związek Piłki Zaniedbanej to kilkuodcinkowy cykl o tematach związanych ze stanem piłki amatorskiej, młodzieżowej oraz szeroko rozumianego szkolenia w Polsce. Tytułem wprowadzenia spojrzeliśmy jak te sfery związku są postrzegane, drugą część poświęciliśmy na sprawdzenie tego, jak Polską Myślą Szkoleniową dzieli się Związek, a kolejne będą odniesieniem do wzorców, jakie PZPN może i powinien czerpać z bardziej piłkarsko rozwiniętych krajów.

Czytaj pierwszą część cyklu Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook