Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 30 sierpnia 2014

Pod presją

fot. skysports.com
Manchester United nigdy wcześniej nie rozpoczął sezonu Premier League od przegranej na Old Trafford. Tylko raz miał na swoim koncie zaledwie jeden punkt po pierwszych dwóch kolejkach. Po raz pierwszy od 1995 roku zagrał w II rundzie rozgrywek Pucharu Ligi i odpadł po spotkaniu z trzecioligowcem. Louis van Gaal potrzebuje czasu, aby wprowadzić w życie swoją wizję. Tyle, że presja rośnie z meczu na mecz. A kolejne wyzwanie wcale nie zapowiada się na łatwiejsze.


- Muszą wierzyć w naszą filozofię. Budujemy drużynę, której nie można stworzyć w jeden miesiąc, ani w jeden rok. Oczywiście, to bardzo rozczarowujące, ale mam nadzieję, że podtrzymają swoje zaufanie do klubu i naszej filozofii, ponieważ wprowadzenie tej filozofii wymaga czasu.

W sprzeczności

Kibice Manchesteru United, do których zaadresował powyższą wypowiedź Louis van Gaal, mogli spodziewać się kolejnego sezonu przejściowego ze szczególnie trudnym początkiem. Start rozgrywek musiał przerosnąć jednak największe obawy. Jeszcze jedna upokarzająca porażka przed własną publicznością na inaugurację, wymęczony pierwszy punkt w Sunderlandzie, bezprecedensowa klęska w Pucharze Ligi - od dna można się tylko odbić, prawda?

Van Gaal zmaga się z plagą kontuzji, a system 3-4-1-2 na razie nie działa. Zespół ma poważny problem z przeniesieniem ciężaru gry w okolice pola karnego rywala. Na Stadium of Light nie wykonał ani jednego otwierającego podania! W Milton Keynes tracił gole po stratach piłki we własnej strefie obronnej. Piłkarze grają i myślą za wolno, podejmują złe decyzje, brakuje im precyzji - niejako w sprzeczności do filozofii swojego nowego trenera.

Na tę chwilę pozostaje cierpliwie czekać. Aż zadebiutują Marcos Rojo i najdroższy zawodnik w historii angielskiej piłki nożnej - zmuszony opuścić stolicę Hiszpanii - Angel Di Maria. Aż wyleczą się kolejni kontuzjowani piłkarze. Aż drużyna zacznie łapać filozofię van Gaala. Holender przeszedł przecież do historii jako mistrz rozwijania zawodników. Z meczu na meczu. Z dnia na dzień. Z treningu na trening. Z analizy na analizę. Z rozmowy na rozmowę.

- Uczymy ich, aby byli jak trenerzy - cytuje wypowiedź van Gaala z początku 1996 roku David Winner w książce pt. "Brilliant Orange". - Gdy ludzie pytają mnie, co zrobiłem dla Ajaxu, mówię, że najważniejszy aspekt stanowi kultura wewnątrz klubu. Zarówno trenerzy, jak i zawodnicy spierają się oraz dyskutują, a przede wszystkim komunikują się ze sobą. Każdy mecz jest następnie analizowany. Pracujemy, aby się poprawić każdego dnia. Jeżeli trener przeciwnika wpada na dobrą taktykę, zawodnicy spoglądają i znajdują rozwiązanie.

Mecz kontrastów

Póki co United musi jednak przejść do najbliższego meczu, a krótkofalowa rzeczywistość bynajmniej nie staje się lżejsza. Wyjazd na mały, ciasny, wyprzedany stadion ligowego beniaminka nie zalicza się do wymarzonych wyzwań dla drużyny potrzebującej przełamania. Na Turf Moor dojdzie do prawdziwej, jako się rzekło, konfrontacji kopciuszka z potentatem. To najbardziej obfitujące w kontrasty spotkanie całego sezonu. Podczas gdy Manchester United - najbogatszy angielski klub, którego przychody po raz pierwszy przekroczyły w poprzednich rozgrywkach sumę 400 milionów funtów - właśnie pobił brytyjski rekord transferowy, pod koniec okienka Burnley wymykają się kolejni zawodnicy z listy potencjalnych wzmocnień.

Najmniejszy klub w Premier League - z budżetem nie tak wiele wyższym od kwoty transferu Di Marii - znowu przekonuje się na własnej skórze o coraz bardziej okrutnych realiach finansowych na najwyższym poziomie. W odróżnieniu od sobotniego rywala zespół Seana Dyche'a może być jednak umiarkowanie zadowolony ze swojej dotychczasowej postawy na boisku. Mimo trzech kolejnych porażek Burnley przeciwstawiło się na tyle, ile mogło faworytowi do tytułu oraz rozegrało obiecujące zawody na terenie ustabilizowanego w elicie Swansea. Do tego spotkania będzie mogło jeszcze przystąpić tak jak do poprzednich: z ciekawością i otwartą głową. Presja ciąży na United.

Tak jak niemal równo pięć lat temu:



Kartka z przeszłości

Dla samego van Gaala mogłaby to być sentymentalna podróż, choć zagadką pozostaje, ile Holender pamięta ze swojej jedynej dotychczasowej wizyty na Turf Moor. W maju 1992 roku przyszły wielki strateg kończył swój premierowy sezon pracy w roli pierwszego trenera i miał za sobą pierwszy sukces. Ajax właśnie sięgnął po Puchar UEFA, pokonując w zaciętym dwumeczu Torino. Nie dominował jeszcze ani w kraju, ani Europie. Świat nie słyszał o Seedorfie, Kluivercie czy Litmanenie. Szkoleniowiec pewnie nie cieszył się wówczas reputacją dyktatora i aroganta. (W Anglii dopiero powstawała wtedy Premier League.)

W powszechnie dostępnych źródłach nie sposób znaleźć informację o tym, komu i w jakich okolicznościach udało się ściągnąć jeden z największych klubów na kontynencie do małego, poprzemysłowego miasteczka na posezonowy sparing z zespołem, który właśnie wygrał rywalizację w... czwartej klasie rozgrywkowej w Anglii.



Do Burnley nie przyjechali Dennis Bergkamp, ani Frank de Boer, którzy przygotowywali się wraz z kadrą reprezentacji Holandii do finałów mistrzostw Europy w Szwecji. W wyjściowej jedenastce zagrali za to Edwin van der Sar, Edgar Davids czy Michael Reiziger. (Na poniższej fotografii* od lewej w górnym rzędzie: van der Sar, Marciano Vink, Sonny Silooy, Dan Peterson, John Hansen i Michel Kreek. W dolnym: Rob Alflen, Davids, Reiziger, Alfons Groeneddijk oraz Ron Willems.)



Edward Lee relacjonował nazajutrz na łamach "Burnley Express": Burnley, zwłaszcza w drugiej połowie, zaprezentowało imponującą siłę ofensywną i brakowało tylko ostatniego dotknięcia. Gdyby strzeliło gola, mecz mógłby potoczyć się inaczej, choć przez cały czas można było odnieść wrażenie, że Ajax miał do wrzucenia dodatkowy bieg.

Królestwo za powtórkę

Istotnie, Louis van Gaal ma pełne prawo pamiętać tamto wydarzenie jak przez mgłę. Ile byłby gotów oddać jednak obecnie za kolejny ciężki mecz na tym terenie, ale zakończony zwycięskim golem niespodziewanego bohatera (wówczas Ignacio Tuhuteru - kogo?) na siedem minut przed ostatnim gwizdkiem sędziego?


*Materiały pochodzą ze strony internetowej fanziny "Clarets Mad". Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook