Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 17 marca 2014

Piłkarscy poligamiści

fot. goal.com
Są piłkarze, którzy całe swoje sportowe życie wiążą z jednym klubem. Francesco Totti, Ryan Giggs, Steven Gerrard czy Xavi to niektórzy z nich. Są jednak i tacy, co to miejsca nigdzie dłużej zagrzać nie mogą. Zmieniają pracodawców częściej niż szczoteczki do zębów, nawet nie udając, że grają w piłkę dla czegoś więcej niż pieniędzy. Oto kilka przykładów piłkarskich Jasiów Wędrowniczków, których CV nie mieści się na jednej stronie A4.

Nicolas Anelka. Ciągle, mimo że ma już 35 lat, nazywany jest niespełnionym talentem. Właśnie rozwiązał kontrakt z West Bromwich Albion. Po karze za kontrowersyjny gest, który wykonał w meczu z West Hamem, klub postawił mu kilka warunków. Po ich spełnieniu Francuz mógłby wrócić do składu. Anelka nie zamierzał się jednak dostosowywać. Jak napisał na Facebooku, odszedł, bo "chciał zachować swoją integralność", cokolwiek to znaczy. WBA był jego jedenastym klubem. Karierę zaczął w PSG. Potem grał kolejno w Arsenalu, Realu Madryt, znów PSG, Liverpoolu, Manchesterze City, Fenerbahce Stambuł, Boltonie Wanderers, Chelsea Londyn, Szanghaj Shenhua i Juventusie Turyn. Większość to drużyny ze światowego topu, bo i Anelka uważany był (jest) za snajpera z najwyższej półki. Łączna kwota jego transferów wyniosła ponad 130 mln euro*! Sporo, jak na kogoś tak chimerycznego, kłótliwego, obrażalskiego, aroganckiego i leniwego.

Andy Cole. Urodził się w Nottingham i tam skończył piłkarską karierę. W sportowych uczuciach był niestały, tak naprawdę kochał tylko Manchester United. Na Old Trafford spędził bowiem sześć pięknych lat. Między 1995 a 2001 rokiem rozegrał dla Czerwonych Diabłów 195 meczów i strzelił 93 gole. Ani wcześniej, ani później nie grał tak dobrze. Ostatecznie jego licznik zatrzymał się na dwunastu pracodawcach. Pierwszy był Arsenal, w którego barwach wystąpił... raz. Potem Fulham, Bristol City, Newcastle United, Manchester United, Blackburn Rovers, znów Fulham, Manchester City, Portsmouth, Birmingham City, Sunderland, Burnley i Nottingham Forest. W sumie kluby wydały na Goal King Cole'a 26,7 mln euro.



Christian Vieri. Przypadek podobny do Cole'a. Częste zmiany z wyjątkiem sześcioletniego okresu w Interze Mediolan. W latach 1999-2005 Włoch strzelił dla drużyny z San Siro aż 103 gole, czyli ponad 50% wszystkich trafień w karierze. Pierwszym zawodowym klubem Vieriego było Torino. Następnie urodzony w Bolonii snajper trafił do Pisy, skąd przeszedł do Ravenny, a stamtąd do Venezii. Kolejne przystanki to Atalanta Bergamo, Juventus Turyn, Atlético Madryt, Lazio Rzym, Inter Mediolan, AC Milan, AS Monaco, Sampdoria Genua, znów Atalanta, Fiorentina i po raz kolejny Atalanta - czyli trzynaście różnych klubów. Łączny koszt transferów: 87,5 mln euro. Liczne kontuzje i nieuporządkowane życie osobiste to chyba kluczowe powody, przez które po 2003 roku Vieri zaczął rozmieniać swoją znakomicie zapowiadającą się karierę na drobne. Na równi pochyłej znalazł się jesienią wspomnianego 2003 roku, kiedy to na San Siro pojawił się Alberto Zaccheroni. Obaj za sobą nie przepadali, w efekcie Vieri nie grał za wiele. Sytuacja poprawiła się po przyjściu Roberto Manciniego, ale wkrótce napastnikowi przytrafiła się kontuzja. Po niej już nigdy nie odzyskał dawnej formy.

Rivaldo. W styczniu podpisał umowę z Mogi Mirim EC, gdzie grał już w latach 1992-1994. Wszystko zaczęło się w 1991 roku w Paulista FC. Potem było Santa Cruz i wspomniane Mogi, a następnie Corinthians, Palmeiras, Deportivo La Coruna, FC Barcelona, AC Milan, Cruzeiro, Olympiakos Pireus, AEK Ateny, Bunyodkor, znów Mogi Mirim, Sao Paulo, Kabuscorp i Sao Caetano (łączny koszt transferów 39 mln euro). Szczyt kariery Rivaldo to lata 1997-2002 i pobyt w FC Barcelona. 157 meczów i 86 goli w porównaniu z obecnymi wyczynami Lionela Messiego może nie powalają na kolana, ale budzą szacunek. Wówczas Brazylijczyk był na Camp Nou Bogiem, kimś dla kogo przychodziło się na mecze. Piłkarskie dno Vitor Borba Ferreira osiągnął w z kolei w latach 2008-2010 w uzbeckim Bunyodkorze. Zarabiał tam miliony. Był trochę jak małpa w cyrku. Ludzie klaskali mu bez względu na to, jak grał. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że z roli futbolowego celebryty wywiązał się przyzwoicie. W 53 meczach zdobył bowiem aż 33 bramki. Rivaldo ma dziś 41 lat. W czasie, kiedy powstawał ten tekst, pojawiła się informacja, że zakończył karierę

Marcus Bent. Nigdy nie spędził w jednym klubie więcej niż trzy lata. Dzięki temu może pochwalić się, że zdobywał gole w Premier League dla sześciu drużyn - Birmingham City, Charltonu, Crystal Palace, Evertonu, Ipswich i Wigan. Karierę zakończył w indonezyjskiej Mitrze Kukar. Co ciekawe, jeśli wierzyć Wikipedii, rozegrał w karierze dokładnie 500 meczów, pobierając pensje u piętnastu różnych pracodawców. Oprócz wspomnianych wcześniej ekip, były to: Brentford, Port Vale, Sheffield United, Blackburn Rovers, Leicester City, Middlesbrough, Queens Park Rangers i Wolverhampton. Bent jako jeden z niewielu spadał też z Premier League aż czterokrotnie. Gorycz relegacji poznał jako gracz Leicester, Birmingham, Crystal Palace i Ipswich. Nigdy nie uznawano go za snajperską gwiazdę, bo był po prostu przeciętnym piłkarzem, o czym świadczy chociażby łączny koszt transferów - 14,2 mln euro. Jego największe indywidualne osiągnięcie to tytuł... piłkarza stycznia w Premier League w 2002 roku. W historii angielskiej piłki postanowił zapisać się więc inaczej. I został jednym z największych piłkarskich podróżników na Wyspach.



Steve Claridge. Nazwisko to pewnie nic wam nie mówi. Ten napastnik zaczynał przygodę z kopaniem w Portsmouth, grał zawodowo w piłkę w latach 1983-2012. Dla dziewiętnastu różnych klubów (m.in. Cambridge United, Birmingham City, Millwall, Bradford) rozegrał 828 meczów i strzelił 255 goli. Największy sukces odniósł, występując w Leicester (1996-1998), z którym wygrał Puchar Ligi Angielskiej. Najdłużej - trzy lata - był w dwóch klubach: w Weymouth (1985-1988, 110 meczów/28 goli; grał tu także w sezonie 2003/2004 i 2009 roku) i Portsmouth (1998-2001, 104 mecze/34 gole). Po zakończeniu kariery trenował m.in. Portsmouth i Millwall. Obecnie jest ekspertem piłkarskim BBC.

John Burridge. W ciągu trwającej prawie 30 lat przygody z piłką bramkarz ten reprezentował barwy aż 29 klubów (jak twierdzą niektóre źródła), co daje średnio jeden klub na rok. Zaczynał w 1969 roku w Workington. Potem grał m.in. w Blackpool, Aston Villi, Crystal Palace, Queens Park Rangers, Wolverhampton, Sheffield United, Southampton, Hibernian, Aberdeen i Manchesterze City. W 1995 roku, będąc zawodnikiem Obywateli, ustanowił do dziś niepobity rekord Premier League. 14 maja 1995 roku wybiegł na boisko w przegranym 2:3 meczu z QPR, mając dokładnie 43 lata, 4 miesiące i 26 dni. Buty na kołku zawiesił dwa lata później, jako golkiper Blyth Spartans. Choć nie był bramkarskim mistrzem, na stałe zapisał się w historii angielskiej piłki - Burridge najstarszy futbolowy wędrowiec na Wyspach.



Błażej Telichowski. Wśród obecnie grających polskich zawodników ciężko byłoby znaleźć piłkarza, który występował w większej liczbie klubów niż Telichowski. Obecny defensor Podbeskidzia zarabiał u dziewięciu pracodawców. Przed przybyciem do Bielska-Białej grał kolejno w Polonii Nowy Tomyśl, Lechu Poznań, Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski, Polonii Warszawa, Arce Gdynia, znów Polonii, Polonii Bytom, Zagłębiu Lubin i Górniku Zabrze. Wszędzie był raczej zapchajdziurą. Raz obrońcą lewym, raz środkowym, by potem stać się defensywnym pomocnikiem. Za słaby, by zostać gdzieś na dłużej i zbyt uniwersalny, aby tułać się po drużynach niższych klas rozgrywkowych. Każdy jednak kto interesuje się naszą ekstraklasą, na pewno o nim słyszał. A to już coś.

Historia każdego z wymienionych piłkarzy jest inna. Telichowski, Burridge, Claridge, Bent, Rivaldo, Cole, Anelka i Vieri stali się piłkarskimi podróżnikami z różnych powodów i na skutek różnych splotów okoliczności. Jednym brakowało talentu, innym pokory, cierpliwości. Jedni byli zbyt kłótliwi, inni szybko się nudzili tym samym towarzystwem i otoczeniem, ciągle potrzebowali zmian. Łączy ich jedno - nie zostali stworzeni do futbolowej monogamii. A przebieg ich karier jasno pokazuje, że żonglowanie miejscami pracy niekoniecznie pomaga w wejściu na futbolowy Olimp.

* wszystkie kwoty transferów za transfermarkt.de


Tomasz Jaszczuk, autor bloga Futbolmaniak
comments powered by Disqus
facebook