Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 26 października 2013

Piękny i bestia

foto: goal.com
Morgan Schneiderlin uchodzi za jednego z bardziej niedocenianych piłkarzy w Premier League - to prawda. Problem w tym, że nie do końca chwali się go za to, za co trzeba.

- Talent wygrywa mecze, ale to praca zespołowa i inteligencja zdobywają mistrzostwa - mówił najlepszy koszykarz w historii NBA Michael Jordan, który wszystkie te cechy łączył doskonale. Z kolei innym, a chętnie przenoszonym na grunt innych sportów zespołowych przysłowiem koszykarskim jest "Atakiem wygrasz mecz, obroną mistrzostwo". Istotnie, solidna struktura obronna daje fundament do rozwijania kreatywności w grze ofensywnej.

Rozróżnienie między zdobywaniem punktów w pojedynczych meczach a przeniesieniem tego na grunt całego sezonu bywa potrzebne - w 90 minut wygrać może każdy z każdym, w 38 spotkań - już raczej nie. Wskazanie tego, co potrzebne jest do odnoszenia sukcesów na jednym i drugim polu również. Problem pojawia się w oddzieleniu talentu od pracy i inteligencji. Przez Michaela Jordana przemawia spore doświadczenie, a sukcesów nikt odmówić mu nie może. Tworzenia bon motów jednak już jak najbardziej.

Talentu z grą ofensywną ściśle powiązać się nie da. Umiejętność ustawienia się, przewidywania ruchów przeciwnika, blokowania mu drogi - wszystko to wynika zarówno z pracy, inteligencji, jak i talentu. W zasadzie dwie ostatnie opcje można ze sobą zrównać. Niektórzy powiedzieliby, że istnieje też coś takiego jak talent do pracy. A co jeśli wygrywać pojedyncze mecze można zarówno talentem, pracą i inteligencją?

Narracja piłkarska często żyje z dnia na dzień, a przez to dąży się do wychwalania bohaterów pojedynczych wydarzeń - najczęściej są to zawodnicy ofensywni, którym chwila natchnienia dała możliwość zostania bohaterem. Nawet obrońcy chwaleni po meczu najczęściej są za wyczyny w ofensywie - Leighton Baines uchodzi za jednego z lepszych bocznych obrońców nie dlatego, że świetnie się ustawia, potrafi dobrze odebrać piłkę, ale na takie miano zasłużył sobie celnymi dośrodkowaniami i fenomenalnymi rzutami wolnymi. A to akurat jest w przypadku tej pozycji jedynie wartością dodaną.

Święty z Alzacji

Gdy mówi się o Southampton, najczęściej wspomina się Rickiego Lamberta, Adama Lallanę czy Gastona Ramireza. Analizując występy Świętych w kilku spotkaniach na plan pierwszy wychodzą obrońcy - Lovren, Fonte, Clyne, Shaw i asekurujący ich defensywni pomocnicy - Victor Wanyama i Morgan Schneiderlin. W ich przypadku nie mówi się o genialnych zagraniach, wspaniałych asystach i powodujących opad szczęki bramkach - chwaląc ich, posiłkujemy się statystykami: odbiorami, przechwytami, wybiciami. Nie ma w tym nic złego, a nawet w dobie poszukiwania uzasadnienia do wszystkiego - jest to jak najbardziej potrzebne.

Jednak gra obronna ma swoje ukryte piękno, którego nie ujmie się żadnymi statystykami, a powtarzalność umiejętnej defensywy może plasować się wysoko w hierarchii wrażeń estetycznych. Czy złamane zostaje rozróżnienie na pojedyncze mecze i cały sezon i przynależne do nich kolejno atak i talent, pracę i obronę.

- Kiedy zaczynam pressing, zawsze myślę o tym, żeby przeciwnik miał jak najmniejszy wybór. Pochettino prosi nas, żebyśmy nie zostawiali rywalowi wielu możliwości - mówił w wywiadzie dla L'Equipe pomocnik Świętych - Morgan Schneiderlin. Alzatczyk jest jednym z tych zawodników, którzy z przyjścia Argentyńczyka na St Mary's skorzystali najbardziej. Pierwsza rozmowa obydwu panów w Anglii była okazją dla trenera, żeby przekonać Schneiderlina do gry bardziej ofensywnej. Za kadencji poprzedniego szkoleniowca - Nigela Adkinsa Francuz miał zadania na wskroś defensywne. - Poprosił mnie, żebym podchodził wyżej, wchodził w wolną przestrzeń - mówi Schneiderlin. Zmiana trenera podziałała i na pomocnika i na cały zespół pozytywnie, a w tym momencie radzą sobie na tyle dobrze, że porównywani są nawet do Milanu Arrigo Sacchiego.



Ruch bliżej bramki przeciwnika uwypuklił jednak to, co Francuz najlepsze do zaoferowania ma w obronie. Southampton w tym sezonie to drużyna, która zawsze stara się grać na połowie rywala i już jak najbliżej jego bramki odbierać piłkę. Święci grają bardzo wysoko, przez co najbardziej istotne staje się przejście do obrony. Gdy odbywa się ono wolno i niedokładnie - przeciwnik urządzi sobie festiwal strzelecki.

Nieujmowalna gra

Na szczęście Southampton ma jednak Schneiderlina. - Czasem wychodzę poza moją pozycję, żeby pomóc z boku, gdy tamte rejony opuścił skrzydłowy i widać, że nie będzie miał czasu wrócić. To ja jestem najbliżej, by zainterweniować, więc nawet jeśli jestem zmęczony, to tam podchodzę - mówi Alzatczyk. To wiązałoby się w pewnym sensie z pochwałą, którą obdarzył Philippa Lahma niemiecki portal taktyczny spierverlagerung.de po meczu Bayernu z Manchesterem City: W tym spotkaniu Lahm był zawodnikiem dającym balans, łatał potencjalne luki po teoretycznych stratach piłki, gdy Bayern był w jej posiadaniu. W obecnym futbolu i tempie rozgrywania akcji na najwyższym poziomie, przesunięcie się o jeden metr (a nie do ujęcia w statystykach) może zamknąć rywalowi opcje do podania a otworzyć te, z którego skorzystać mógłby nasz zespół. Umiejętność odpowiedniego ustawienia się w fazie ataku przez defensywnego pomocnika jest jedną z najważniejszych cech, potrzebną zarówno w pojedynczym spotkaniu, jak i na przestrzeni całego sezonu. To talent, praca, czy doświadczenie? Atak to, czy może jednak obrona?

Gdy Southampton stara się piłkę rozgrywać, Schneiderlin wędruje po całej szerokości boiska szukając wolnych stref - miejsca, w którym decydować się będą losy całej akcji. Z jednej strony - nie ma tam przeciwnika, czyli można stamtąd zaatakować. Z drugiej jednak - nie ma tam również kolegi z drużyny, czyli może to wykorzystać rywal. Gdy drużyna przeciwna przejmuje piłkę, Schneiderlin jest pierwszym zawodnikiem, którego przeciwnik musi minąć, a jego umiejętność odbioru piłki daje mu w pojedynkach jeden na jeden przewagę, dzięki której Southampton stał się drużyną, która destabilizuje przeciwnika i niszczy jego morale.

W przypadku organizacji gry obronnej, Schneiderlin staje się ostatnią deską ratunku dla wychodzących z bloku piłkarzy. Kto bowiem zatrzymuje szturmujących krótki słupek napastników rywala, gdy środkowy obrońca wyszedł do skrzydłowego? W tym elemencie gry Alzatczyk przypomina z kolei Daniele de Rossiego, specjalistę od zatrzymywania przeciwnika w polu karnym w ostatnim niemal momencie. Często mówi się, że uciekanie się do wślizgu jest wadą piłkarza - znaczy to, że nie potrafi on się dobrze ustawić. W ostatnią sobotę, w meczu przeciwko Manchesterowi United, pod koniec spotkania Schneiderlin przez 30 metrów gonił biegnącego na bramkę Danny'ego Welbecka. Timing, precyzja i technika wślizgu powodują, że ręce same składają się do oklasków, a mniej więcej za taką bezpośrednią walkę porównywano go do Brazylijczyka Sandro z Tottenhamu, nazywanego przez kibiców Spurs "Bestią".



Gra na pozycji defensywnego pomocnika często utożsamiana jest z ciężką pracą, która z kolei stanowi przeciwwagę do artyzmu i talentu piłkarzy ofensywnych. Gdy napastnik haruje - to znaczy, że prowadzi pressing swojej drużyny. Gdy obrońca zrobi coś pięknego, pewnie chodzi o świetne uderzenie. Schneiderlin pokazuje, że przez harówkę w środku pola można jednak kogoś poruszyć.

Piękno w piłce utożsamić można z zadziwieniem - piłkarz robi coś pięknego wtedy, gdy nikt z kibiców nie pomyślałby, że można piłkę gdzieś i w jakiś sposób umieścić. Piękno, czyli niekonwencjonalność. Jednak świetny defensywny pomocnik, a takim jest Schneiderlin zadziwia wnikliwe oko tym, że potrafi w każdej boiskowej sytuacji się odnaleźć i w ułamku sekundy dobierać środki do obranego sobie celu. Spektakularne zagrania (wślizgi) łączy z precyzją w ustawieniu się na najwyższym poziomie. Jak on to zrobił? - zapytać się można, gdy znowu będzie miał najbliżej do przeciwnika rozpoczynającego kontrę. Rozpoczynającego i zarazem kończącego - tak bowiem wygląda obecny sezon Southampton, drużyny, która straciła w Premier League najmniej bramek. Piękna sprawa. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook