Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 30 czerwca 2013

Paryżanie robią objazd

fot. skysports.com
Droga do wymarzonego celu rzadko bywa prosta. Czasem trzeba zwolnić czy skorzystać z objazdu - tak, jak w przypadku PSG po stracie Carlo Ancelottiego.

Dream bigger - tak brzmi niewymagający tłumaczenia na język polski strapline (łatwy do zapamiętania slogan powiązany z marką komercyjną) klubu ze stolicy Francji. Nie tyle marzenie, co otwarcie deklarowaną długofalową ambicję katarskich właścicieli PSG stanowi ustabilizowanie jego pozycji wśród największych europejskich graczy. Ancelotti, jeden z najbardziej utytułowanych trenerów na kontynencie, miał być twarzą i głównym architektem tego projektu.

Wieczór na Camp Nou

- Lionel Messi przedefiniował wielkość - napisał w swoim coniedzielnym felietonie dla „Daily Mail” Gary Neville po rewanżowym meczu ćwierćfinału ostatniej edycji Ligi Mistrzów pomiędzy Barceloną a Paris Saint-Germain na Camp Nou. - Sama jego obecność na boisku całkowicie odmieniła atmosferę na stadionie - tłumaczył ekspert stacji Sky Sports, który komentował tamto spotkanie z wysokości trybun. - Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem.

Pojawienie się na murawie Messiego przy stanie 0:1 okazało się różnicą pomiędzy Barçą a PSG i przyćmiło imponujący występ paryżan w stolicy Katalonii. Wysoki, świetnie zorganizowany pressing umożliwiał drużynie odbiór piłki już na połowie rywala i wyprowadzanie szybkich ataków. Po jednym z nich na początku drugiej połowy Javier Pastore dał gościom prowadzenie. Ta bramka pewnie dałaby również awans do półfinału, gdyby nie bezprecedensowy popis geniuszu Messiego i wynikające z niego wyrównanie, które przesądziło losy dwumeczu na korzyść Blaugrany. - W przerwie powiedziałem, że PSG strzeli gola, a to podłamie Barcelonę, która ostatecznie przegra dwoma bądź trzema bramkami - wówczas diagnozował Neville.

Ligowe potknięcia

Osiemnastomiesięczny okres pracy Ancelottiego na stanowisku pierwszego trenera Paris Saint-Germain wcale nie był pasmem sukcesów. Włoski szkoleniowiec przejął zespół w połowie sezonu 2011/2012, gdy ten zajmował pierwsze miejsce w tabeli Ligue 1, z trzypunktową przewagą nad drugim w klasyfikacji Montpellier. Na koniec sezonu to rewelacyjna ekipa z południa Francji sięgnęła jednak po mistrzowski tytuł.

Następne rozgrywki PSG rozpoczęło od trzech kolejnych remisów, a po serii trzech porażek w pięciu listopadowych meczach w lidze posada Ancelottiego wisiała podobno na włosku. Ostatecznie paryżanie rzutem na taśmę zapewnili sobie mistrzostwo jesieni (tylko dzięki korzystniejszej różnicy bramek od Lyonu i Marsylii), a w drugiej połowie sezonu wyraźnie odjechali zawodzącym krajowym konkurentom. Jednocześnie ciągle przydarzały im się zawstydzające wpadki, jak ta w Reims, gdy grający w dziesiątkę beniaminek – dzięki golowi Grzegorza Krychowiaka – pokonał faworyta 1:0.

- Być może stworzyliśmy drużynę na Europę, opartą na talencie czy jakości podań, a nie na tego typu mecze - powiedział po tamtym spotkaniu dyrektor sportowy PSG, Leonardo. - Podobnie jak w Sochaux czy Nicei [innych przegranych meczach] czekały na nas trudne warunki, złe boisko, mecz oparty na walce. Nie zawsze potrafimy znaleźć klucz do wygrywania takich spotkań. Wypowiedź odbiła się we Francji szerokim echem. Uznano ją za pozbawioną szacunku dla ligowych rywali, choć Brazylijczyk zauważył, że zespół musi na dalszym etapie swojego rozwoju nauczyć się zwyciężać także w tego rodzaju meczach, fundamentalnych dla wygrania ligi.

Marsz w Lidze Mistrzów

Tymczasem w Lidze Mistrzów PSG radziło sobie świetnie. Statystycznie było najlepszą drużyną fazy grupowej rozgrywek. W 1/8 finału już w pierwszej połowie pierwszego meczu na Estadio Mestalla bezlitośnie rozprawiło się z Valencią.

Dopiero jednak rewanżowe spotkanie przeciwko Barcelonie ukazało prawdziwą wartość i potencjał zespołu. Paryżanie zdominowali na Camp Nou najlepszą drużynę wcześniejszych kilku sezonów i byli o krok od wyeliminowania jej z rozgrywek. Tamten wieczór udowodnił, że z PSG Ancelottiego należy się poważnie liczyć i zaliczyć klub do grona kandydatów do triumfu już w następnej edycji Champions League.

Marka ciągle za słaba

Budowana od niespełna dwóch lat nowa, silna marka Paris Saint-Germain nie mogła jednak konkurować z tą Realu Madryt. Po rozstaniu z José Mourinho Królewscy zagięli parol na Ancelottiego. Ten, mając świadomość, że taka okazja może się w jego karierze nie powtórzyć, wyraził wolę opuszczenia Paryża. Mimo że był związany z PSG jeszcze rocznym kontraktem, klub postanowił przychylić się do jego pragnienia i niezwłocznie rozpocząć poszukiwanie następcy Włocha.

Nieoczekiwanie na PSG zaczęły spadać kolejne ciosy. W mijających tygodniach pracy na Parc des Princes mieli odmówić Mourinho, Arsène Wenger, Rafa Benítez, Roberto Mancini, Guus Hiddink, Michael Laudrup, André Villas-Boas czy Fabio Capello. Żaden z zagranicznych trenerów z dużym nazwiskiem nie był zainteresowany kontynuowaniem ambitnego projektu w jednym z najbogatszych klubów na świecie. Oficjalnie prezes klubu, Nasser Al-Khelaifi zaprzecza, jakoby ktokolwiek odrzucił objęcie posady szkoleniowca. Tak czy owak, wybór padł w końcu na Francuza - Laurent Blanc.

Trener z doświadczeniem

Blanc ma za sobą bagaż doświadczeń. Jako piłkarz zdobył mistrzostwo świata i Europy. Grał w największych francuskich klubach (Saint-Étienne, Marsylia), a także we Włoszech (Napoli, Inter), Hiszpanii (Barcelona) i Anglii (Manchester United). Jako trener zabłysnął w Bordeaux, gdzie sięgnął po mistrzostwo Francji i dotarł do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Następnie długo obiecująco radził sobie w roli selekcjonera reprezentacji Trójkolorowych, z którą wyszedł z grupy podczas finałów Euro 2012.

Pobyty w kilku krajach pozwoliły mu poznać różną piłkę nożną: taktyczną (Francja, Włochy), techniczną (Hiszpanią) czy fizyczną (Anglia). Każda z nich wpłynęła na kierunek jego trenerskiego rozwoju. Blanc trzyma się pewnych podstawowych założeń, ale bywa też pragmatyczny. Prowadzone przez niego Bordeaux zwykło grać w tzw. diamencie, choć w najważniejszych meczach Ligue 1 i Ligi Mistrzów szkoleniowiec często wybierał bezpieczniejszy system z duetem defensywnych pomocników: Alou Diarra–Fernando Menegazzo. Pracując z reprezentacją Francji, w zależności od meczu i zawodników będących w danym momencie do jego dyspozycji, również szukał rozmaitych rozwiązań, zwłaszcza jeżeli chodzi o ustawienie drugiej linii.

- Pomysł jest taki, aby grać śmiało, zachowując przy tym równowagę - tak przedstawił swoją filozofię gry Blanc podczas konferencji prasowej, na której został oficjalnie zaprezentowany jako nowy trener PSG.

Nadszarpnięta reputacja

- Najważniejsze nie jest to, aby być pierwszym na liście, ale aby zostać na końcu wybranym - poniekąd słusznie zauważył francuski szkoleniowiec, gdy zwrócono uwagę, że nie był kandydatem numer 1 do objęcia stanowiska trenera paryskiego klubu. Tak niska pozycja na rzeczonej liście (a także przegrana rywalizacja z Rudim Garcią o posadę trenera Romy) pokazuje jednak, jak bardzo jego reputację nadszarpnął finał pracy z reprezentacją Francji.

Zadaniem Blanc było doprowadzenie kadry do porządku po skandalicznym występie Les Bleus podczas finałów mistrzostw świata w Republice Południowej Afryki. Udało się to stosunkowo szybko. Drużyna zakwalifikowała się na mistrzostwa Europy i zanotowała imponującą serię 21 meczów bez porażki (przedłużoną do 23) przed startem w turnieju rozgrywanym w Polsce i na Ukrainie. W spotkaniach towarzyskich pokonała Anglię, Brazylię i Niemcy.

Podczas Euro zaprezentowała się jednak poniżej oczekiwań, choć osiągnęła cel minimum w postaci wyjścia z grupy. Kolejne akty niesubordynacji zawodników, które wstrząsnęły francuską opinią publiczną po odpadnięciu z turnieju, a także nie najlepsze relacje pomiędzy selekcjonerem a prezydentem Francuskiej Federacji Piłkarskiej, Noëlem Le Graëtem, złożyły się na zakończenie pracy Blanc z kadrą Trójkolorowych.

Wątpliwości

- To ekscytujące, ale trudne wyzwanie - powiedział Blanc o swojej pierwszej posadzie szkoleniowej od tamtego czasu. Wątpliwości pojawiło się wiele. Czy autorytet nowego trenera PSG okaże się wystarczający, aby poradzić sobie w szatni ze Zlatanem Ibrahimoviciem czy Thiago Silvą, rozczarowanymi odejściem Ancelottiego? Czy Blanc nie jest tylko opcją tymczasową, podczas gdy Katarczycy nie ustają w nadziei na przekonanie do pracy w Paryżu Wengera?

Łatwo można znaleźć jednak kontrargumenty. W przekonaniu do siebie zagranicznych gwiazd ma pomóc trenerowi znajomość języka włoskiego. Co więcej, Wenger, któremu za rok wygasa obowiązująca umowa z Arsenalem, wydaje się wcale nie palić do opuszczenia Londynu. Niewykluczone zresztą, że niedługo podpisze nowy kontrakt. Największym problemem wynikającym ze zmiany pierwszego trenera może okazać się jednak zupełnie inny styl gry preferowany przez Blanca, nazywanego nad Sekwaną fanem ładnej gry.



Podczas gdy drużyna Ancelottiego lubiła oddawać inicjatywę i wyprowadzać szybkie kontrataki, zespół Blanc będzie zapewne starał się konstruować grę od tyłu, w ataku pozycyjnym. To stawia pod znakiem zapytania przyszłość w klubie niektórych zawodników, np. Ezequiela Lavezziego, sprowadzonych do klubu pod koncepcję Ancelottiego. Z drugiej strony, nowy trener może lepiej wykorzystać potencjał kilku innych graczy, chociażby Jérémy'ego Méneza, z którym dobrze współpracowało mu się w reprezentacji Francji. Jedno nie ulega wątpliwości: Blanc będzie potrzebował czasu na wprowadzenie swojego sposobu gry.

Objazd

Carlo Ancelotti zdobył tylko jedno trofeum podczas półtorarocznego okresu swojej trenerskiej pracy w Paryżu. Tytuł mistrza Francji miał być jednak pierwszym z wielu. Bilans Włocha w rozgrywkach europejskich, wzmacniany w PSG, dawał podstawy ku temu, by sądzić, że pod jego wodzą ambitny projekt klubu ma realną szansę na pomyślną realizację.

Utrata Ancelottiego stanowi poważny cios. Mimo tego, że zastępuje go ambitny trener mający za sobą sukces tak w Ligue 1, jak i (relatywnie do potencjału klubu) w Lidze Mistrzów, Blanc nie posiada osobowości i pozycji swojego poprzednika. Jego praca może przynieść PSG dalszy postęp, ale katarscy właściciele mogą być zmuszeni do uzbrojenia się w cierpliwość.

Skorzystanie z objazdu wiąże się przecież z koniecznością zrobienia dodatkowych kilometrów. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook