Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 10 czerwca 2013

"Parszywa 11" Premier League

fot. skysports.com
Mieli zachwycać - nie zachwycili. Mieli czarować - nie czarowali. Mieli dużo zarabiać - i zarabiali. Przedstawiamy jedenastkę rozczarowań minionego sezonu Premier League.

TRENER:
Martin O’Neill


Wydawało się, że Sunderland i Martin O’Neill pasują do siebie jak mało kto. Po przyjściu do klubu Irlandczyk poukładał wszystkie klocki (tak przynajmniej się wydawało) i zarówno włodarze klubu, kibice jak i piłkarze patrzyli w nowy sezon z naprawdę sporymi nadziejami, podsyconymi całkiem przyzwoitymi funduszami transferowymi (25 mln funtów na Fletchera i Adama Johnsona!). Tymczasem rzeczywistość okazała się dla Czarnych Kotów okrutna, a O’Neill stracił gdzieś wszystkie cechy, które pozwoliły mu swojego czasu na walkę z Aston Villą o europejskie puchary. Sunderland potężnie dołował (2 zwycięstwa w lidze w 22 spotkaniach na przełomie sezonów), czego efektem była w końcu zmiana na stanowisku menadżera i przybycie do Sunderlandu Paolo Di Canio. Czy będzie to zmiana na lepsze? Dwa zwycięstwa w siedmiu meczach i 8 punktów szału nie robią, ale… gorzej, niż pod wodzą O’Neilla chyba być już nie może.

BRAMKARZ:
Wojciech Szczęsny


W pewnym momencie wydawało się, że ma wszystko – talent, pewność siebie i bezczelność, czyli wszystkie cechy, którymi powinien cechować się golkiper najwyższej klasy. W tym sezonie okazało się, że owszem, może i ma tego wszystkiego pod dostatkiem (a nawet za dużo…), zabrakło tylko jednego – umiejętności. Zapytajcie kibica Arsenalu o 5 meczów w sezonie, w których Szczęsny ratował ten klub przed porażką, albo przynajmniej wyróżnił się jakąś ważną interwencją. Jeśli uda Wam się kogoś takiego znaleźć – stawiam piwo. Tymczasem na Emirates trwają przymiarki do zakupu nowego bramkarza.

***
OBROŃCY:

Andre Santos


4 mecze w pełnym wymiarze czasu, 10 występów ogółem… No i proszę, tak niewiele wystarczyło do tego, by trafić do 11 rozczarowań sezonu. Legendy mówią, że pięć lat i drugie tyle kilogramów temu, Santos był całkiem niezłym lewym obrońcą. Niektórzy mówią też, że Yeti naprawdę istnieje.
Z bieżących rozgrywek, oczywiście oprócz wszelkich błędów, wpadek i zbyt okrągłej sylwetki, możemy Santosowi zapamiętać jeszcze ewentualnie incydent koszulkowy, czyli mecz z Manchesterm United i starania Brazylijczyka o trykot byłego klubowego kolegi, Robina van Persiego. Szczyt profesjonalizmu, doprawdy.

Christopher Samba
Cena: 12 500 000 funtów. Tygodniówka: 100 000 funtów. Świadomość tego, że to pieniądze wyrzucone w błoto: bezcenna. Choć z drugiej strony, to właśnie tej świadomości na Loftus Road w tym sezonie chyba brakowało, w końcu Samba to nie jedyny fatalny transfer ekipy QPR (przypomnijmy w tym miejscu choćby Park Ji Sunga czy Jose Bosingwę, o którym będzie jeszcze kilka zdań). Samba miał być receptą na problemy w defensywie ekipy The Hoops. Szybko jednak okazało się, że za dużą tygodniówką niekoniecznie idą też w parze duże umiejętności. Kongijski piłkarz odchodził z Premier League z etykietą naprawdę solidnego obrońcy i szczerze mówiąc lepszym dla jego reputacji posunięciem byłoby do tej ligi nigdy nie wracać. A już na pewno nie w takiej dyspozycji, jaką nam wszystkim zaprezentował.

Thomas Vermaelen

Regres formy, jak zaliczył kapitan(sic!) Kanonierów w tym sezonie jest wręcz nieprawdopodobny. Proste, niewymuszone błędy, problemy z koncentracją, brak dyscypliny taktycznej… i można tak długo – tyle właśnie zostało z zadziornego, nieustępliwego i walczącego o każdą piłkę defensora. Nic dziwnego, że Belg przegrał walkę o miejsce w wyjściowej „11” Arsenalu, w której na dobre zadomowili się Per Mertesacker i Laurent Koscielny. Vermaelen nie pomógł też drużynie w ofensywie, a przecież to zdobywanie ważnych bramek było dotychczas jego znakiem rozpoznawczym. Pytania o przyszłość Belga w północnym Londynie wydają się więc jak najbardziej na miejscu.

Jose Bosingwa

Jeśli dziennikarze wybierają cię najgorszym piłkarzem najgorszej drużyny sezonu, to wiedz, że twoja kariera nie poszła w dobrym kierunku. No chyba, że jedynym jej celem było cotygodniowe pobieranie sowitej pensji. Bosingwa w QPR nigdy nie wyglądał na piłkarza, któremu zależy. Sprawiał raczej wrażenie faceta zdziwionego faktem, iż ktokolwiek nabrał się jeszcze na to, że jest on chociażby przyzwoitym obrońcą. A już szczytem bezczelności był szeroki uśmiech podczas schodzenia do szatni po meczu, który przesądził o spadku QPR do Championship. Z takim nastawieniem nie wróżymy panu Bosingwie żadnych sukcesów. Oprócz tych finansowych, rzecz jasna.

***
POMOCNICY:

Samir Nasri


Choć każdy z ofensywnych piłkarzy Manchesteru City obniżył w tym sezonie loty, to po byłym piłkarzu Arsenalu widać to chyba najbardziej. Francuz epizodycznie wręcz odgrywał znaczącą rolę w ekipie The Citizens, został publicznie skrytykowany przez Roberto Manciniego, a jego postawa była przedmiotem ożywionej dyskusji zarówno mediów, jak i kibiców City. Być może krytykowanie swojego zawodnika nie było najlepszym posunięciem byłego już menadżera Obywateli, jednak trudno nie oprzeć się wrażeniu, że będąc na jego miejscu chciałoby się postąpić tak samo.

Adam Johnson

25-latek nie udźwignął chyba ciężaru oczekiwań, jaki spadł na niego po 10-milionowym transferze z Manchesteru City. Niegdyś uważany za jeden z największych talentów angielskiej piłki skrzydłowy już chyba nigdy nie osiągnie poziomu, jakiego wielu od niego wymagało. Przejście z City do Sunderlandu, gdzie Johnson mógł regularnie grać w pierwszej drużynie, miało zadatki na bardzo dobry ruch Martina O’Neilla. 5 bramek i 6 asyst w 35 występach to jednak zdecydowanie nie to, czego od niego oczekiwano. Wypadałoby zastanowić się nad tym, czy ktoś przypadkiem nie zawiesił po prostu kiedyś Johnsonowi zbyt wysoko poprzeczki.

Peter Odemwingie
Historia nigeryjskiego pomocnika stawiającego się w trakcie okienka transferowego pod stadionem QPR pomimo faktu, że włodarze klubu nie porozumieli się w sprawie jego transferu, już dziś jest klasykiem. Z drugiej strony, po całym incydencie, nie mieli z niego w West Bromwich zbyt wielkiego pożytku, gdyż po zamknięciu okienka transferowego Peter zagrał w barwach The Baggies jedynie 105 minut, wpisując się do protokołu sędziowskiego zaledwie raz – żółta kartką w meczu z Chelsea. Po całej historii rzekomego transferu do QPR, doprawionej na dodatek publicznym krytykowaniem klubu, Peter nie ma co liczyć na przyszłość w barwach WBA. I w gruncie rzeczy szkoda, że klub nie zdecydował się jednak na jego sprzedaż – i pieniądze byłyby większe, i atmosfera w szatni lepsza.

Antonio Valencia

W zeszłym sezonie Ekwadorczyk był jednym z wyróżniających się piłkarzy Manchesteru United, w kampanii 2012/13 zaliczył jednak znaczny regres formy. Na pewno nie można wykluczyć pewnego wpływu na jego kiepską dyspozycję mniejszych czy większych kontuzji, z którymi borykał się na przestrzeni sezonu, jednak ogólna ocena tego zawodnika nie może być pozytywna. Sam Valencia przyznaje, że to jego najsłabszy sezon w barwach United (przypomnijmy – 24 meczów w lidze, 1 gol i 5 asyst) – być może przerosła go presja związana z siódemką na plecach? A może to jakaś klątwa? Wcześniej koszulkę (z reguły jedynie treningową) z tym numerem nosił Michael Owen…


***
NAPASTNICY:

Wayne Rooney


Posadzenie przez Fergusona Wayne’a Rooneya na ławce rezerwowych w czasie meczu z Realem Madryt wywołało na Wyspach burzę, jakiej nikt się chyba nie spodziewał. Historia ta idealnie jednak podsumowuje sytuację Rooneya w tym sezonie – szumu wokół niego co niemiara, tylko na boisku go jakby coraz mniej. I to nie tylko wtedy, gdy rzeczywiście siedzi na trybunach, czy ławce rezerwowych; niedokładny, chaotyczny w swoich poczynaniach, nieskuteczny – nie przywykliśmy do opisywania go w ten sposób, prawda?
Medialny szum wokół jego osoby na pewno mu nie pomaga, tak samo jak trapiące go problemy zdrowotne. Wbrew oczekiwaniom, nie pomógł mu także transfer na Old Trafford Robina van Persiego – wydawało się, że przesunięcie Rooneya za plecy RvP będzie strzałem w dziesiątkę. Nie było. Co dalej? David Moyes ma niełatwy orzech do zgryzienia. Alex Ferguson odrzucił prośbę Wazzy o transfer, ale nie od dziś wiadomo, że Wayne i Moyes mają ze sobą na pieńku…

Fernando Torres

Nagonka na hiszpańskiego napastnika The Blues trwa już dobrych kilkanaście miesięcy i nic nie zapowiada, żeby w najbliższym czasie miało się to zmienić. 6 bramek w Lidze Europy, gol w finale, 17 bramek w sezonie – powiecie. Jasne, to nienajgorszy wynik, ale mówimy tu o piłkarzu, który kosztował 50 baniek. Taki grajek powinien strzelać po 25 bramek w lidze, a kolejne dwa tuziny dorzucać we wszelkich rozgrywkach pucharowych. A tak – Chelsea kupiła Mercedesa, a dostała co najwyżej Peugeota. Auto niby niezłe, ale to jednak nie to. Marcin Kwiatkowski
comments powered by Disqus
facebook