Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 24 listopada 2013

Oświecenie hiszpańskiej piłki

foto: goal.com
Gdy 13 października 1999 roku na murawę Camp Nou wychodziły jedenastki Realu Madryt i Barcelony, niewielu spodziewało się, że ten mecz nie skończy się wraz z końcowym gwizdkiem sędziego. A pewnie nikt, że będzie on trwał do dziś.

- Każdy ma taki mecz, który pamięta dokładnie i może sobie przypomnieć - mówił po meczu młodzieżowych reprezentacji Polski i Grecji trener biało-czerwonych Marcin Dorna. Wspominał wtedy spotkanie Polaków z Hiszpanami podczas Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku, a dziennikarze wskazywali na pobobieństwa między tamtą drużyną, a tą, która właśnie pewnym krokiem zmierza po baraże o awans na młodzieżowe Mistrzostwa Europy.

Rzeczywiście, każdy z nas ma taki mecz, taką drużynę, która w pewien sposób ukształtowała go jako widza, a potem kibica, może dziennikarza, może piłkarza i trenera. Do dziś w Krakowie wspomina się o meczach kasperczakowskiej Wisły, a w Warszawie kibice Wojskowych najchętniej usłyszeliby od spikera skład Legii, w którym występują Pisz, Mandziejewicz czy Podbrożny - wzorce tego, jaki powinien być piłkarz.

- Moimi wzorcami byli Redondo i Guardiola. Mieli pewną hierarchię, koledzy im ufali, uwielbiałem oglądać ich grę - mówił swego czasu pomocnik Realu Madryt Xabi Alonso. Gdy były piłkarz Realu Sociedad dorastał piłkarsko, ta dwójka definiowała pojęcie pivote w hiszpańskim futbolu.

Historia Guardioli w La Liga to opowieść tyleż romantyczna, co bardzo dobrze znana. Wracający w roli zbawiciela Barcelony były jej gwiazdor Johan Cruyff postanowił zrewolucjonizować to, jak myślano o piłce w stolicy Katalonii i sięgnął po piłkarzy dojrzewających w strukturach młodzieżowych. Guardiola zadebiutował w lidze w grudniu 1990 roku, gdy miał wtedy 19 lat. Z czasem stawał się coraz ważniejszą postacią drużyny, a szczytowym osiągnięciem na początku jego kariery było zdobycie Pucharu Europy półtora roku później. Z czasem wychowanek klubu stał się kapitanem drużyny, jej filarem, aż w końcu po włosko-meksykańskich wojażach wrócił do klubu i został trenerem pierwszej drużyny.

Dwa lata starszy Redondo w lidze zadebiutował w podobnym co Guardiola czasie w CD Tenerife. Aklimatyzację w Hiszpanii ułatwił mu jego rodak, trener Jorge Solari. Kariera Redondo nabrała rozpędu, gdy jego szkoleniowcem został inny Argentyńczyk - Jorge Valdano - i na nabranej na boiskach La Liga szybkości argentyński pomocnik przeszedł wraz ze swoim trenerem do Realu Madryt w 1994 roku.

Pierwszy raz pomocników

Zarówno Guardiola, jak i Redondo byli kluczowymi postaciami w swoich zespołach, ale pierwszy raz, gdy obaj piłkarze spotkali się na boisku w trakcie El Clasico miał miejsce w sezonie 1999/2000. Musiało więc minąć pięć lat, by tak zasłużeni piłkarze mogli się ze sobą zmierzyć w najważniejszym meczu w lidze hiszpańskiej.

Ale okazja do spotkania należała do najprzedniejszych. Barcelona kończyła jubileuszowy, setny, rok swojego istnienia i do październikowego meczu przeciwko Realowi podchodziła w roli Mistrza Hiszpanii. Galowe jedenastki swoich drużyn na murawę Camp Nou wyprowadzili kapitanowie Redondo i Guardiola.

Real, ustawiony przez Johna Toshacka w 4-2-3-1, wystąpił w składzie: Illgner - Salgado, Campo, Cesar, Karanka - Geremi, Redondo - Anelka, Raul, Savio - Morientes. W trakcie meczu nie było problemu ze znalezieniem zawodnika do krycia, bowiem Louis van Gaal polecił swojemu zespołowi grę w ustawieniu 4-3-3, a skład Azulgrany prezentował się następująco: Hesp - Reiziger, Abelardo, Sergi, Cocu - Guardiola, Luis Enrique, Zenden - Figo, Kluivert, Rivaldo.



Pierwsze, co rzuca się w oczy przy oglądaniu tego spotkania, to zaskakująco mała liczba podań z obydwu stron. Współczesne piłkarskie oko, przyzwyczajone do budowania akcji od tyłu, do skrupulatnej wymiany futbolówki na jeden kontakt, jest zaskoczone, że często akcje obydwu drużyn kończyły się po dwóch, trzech podaniach. Piłkarze chętnie wdawali się w dryblingi, pojedynki szybkościowe, a przodowali w tym przede wszystkim skrzydłowi - zarówno Figo i Rivaldo, jak i Savio i Anelka.

Ciężkie zadanie definiowania

Szybkość dominowała przy konstruowaniu ataków, co sprawiało, że zarówno Guardiola, jak i Redondo, musieli się sporo napocić, by cokolwiek w obronie wskórać. Żaden z nich demonem szybkości nie był i przez to obaj zarobili po żółtej kartce, gdy spóźnili się z odbiorem piłki.

Co charakterystyczne dla obydwu - żaden z nich nie był wyjątkowo skory do gry wślizgiem, starali się raczej przejmować piłkę, by natychmiast ją rozegrać. - Wślizg to ostatnia deska ratunku, żadna charakterystyka gry. Jak można tak widzieć grę? Nie rozumiem piłki przez tę kategorię - mówił w wywiadzie dla Guardiana Xabi Alonso. Widać lekcja została wyciągnięta.

Bo El Clasico z 1999 roku to wspaniała lekcja tego, jak swoje atuty powinien wykorzystywać pivote. Brak szybkości Redondo i Guardiola rekompensowali sobie idealnym wręcz ustawieniem w każdej sytuacji. Obaj byli dokładnie tam, gdzie chwilę wcześniej była wolna strefa, w którą drużyna może zagrać piłkę. Obaj grali z laserową niemal precyzją, a giętka stopa pozwalała posyłać im podania dokładnie tam, gdzie chcieli i dokładnie w tym czasie. A Figo czy Raul skrzętnie z tego korzystali.

Jednym z kolejnych hiszpańskich pomocników, którzy patrzyli na Guardiolę i Redondo jak uczeń na nauczyciela był Mikel Arteta. Piłkarz Arsenalu miał wobec innych tę przewagę, że od trenera Bayernu mógł się uczyć na każdym treningu. W końcu jest on przecież wychowankiem La Masii. - Mikel, musisz być szczęśliwy, kiedy inny grają dobrze, bo to znaczy, że ty sprawiłeś, że są lepsi. Nie szukaj szczęścia w sobie - to jedna z lekcji, jaką Guardiola udzielił swojemu młodszemu koledze.

Opus magnum Fernando Redondo na zawsze pozostanie mecz na Old Trafford, w którym błyskotliwy drybling umozliwiający Argentyńczykowi minięcie Henninga Berga poruszył publiczność w Manchesterze do tego stopnia, że zaczęła pomocnika Realu oklaskiwać.



Real z Manchesterem United zagrał w tym samym sezonie, gdy na Camp Nou zmierzył się Redondo z Guardiolą. Trenerem Królewskich nie był wtedy już John Toshack, ale Vicente del Bosque, który na Old Trafford posłał swoją drużynę w enigmatycznym ustawieniu 3-3-2-2, a rolę samotnego środkowego pomocnika pełnił wtedy właśnie Redondo, sporadycznie wspomagany w centrum przez obrońcę lub piłkarza ofensywnego. -On musi mieć magnes w spodniach - tak występ Argentyńczyka zrecenzował Sir Alex Ferguson, gdy mówił o tym, jak mądrze Redondo ustawiał się w każdej fazie gry, jak przechwytywał każdą drugą piłkę po obydwu stronach boiska. Piłkarski majstersztyk.

Nie na darmo bowiem Fabio Capello ochrzcił Redondo mianem taktycznie perfekcyjnego zawodnika. Jeżeli spojrzycie na boisko, Argentyńczyk jest tam, gdzie być powinien. To samo można też powiedzieć o Guardioli, występującego na odpowiedzialnej pozycji pojedycznego pivote.

Mecz na Camp Nou skończył się remisem 2:2. Przy jednobramkowym prowadzeniu Azulgrany, z boiska wyleciał Kluivert, któremu przypływu głupoty wybaczyć nie mógł kapitan Guardiola, odprowadzający go do szatni i obdzielający wyzwiskami w każdym mówionym przez siebie języku. Real przejął kontrolę nad spotkaniem, a mający troszkę więcej miejsca Redondo zaczął swój koncert i w 86 minucie elegancko odebrał piłkę Cocu, dostrzegł wychodzącego Savio, który sprytnym zagraniem wypuścił Raula, a temu pozostało tylko przerzucić piłkę nad wychodzącym Hespem i uciszyć całe Camp Nou.

Mecz warty pokolenia

Zarówno Guardiola, jak i Redondo nie rozegrali fenomenalnego spotkania, popełniali swoje błędy, ale przez cały mecz zachowywali konsekwencję pozycyjną, taktyczną i techniczną. A przed telewizorem w San Sebastian ten mecz oglądał młody, osiemnastoletni wtedy Xabi Alonso, który dopiero rozpoczynał swoją karierę w seniorskiej piłce (sezon później klub wyśle go na wypożyczenie do Eibar).

Mikel Arteta był siedemnastoletnim młodzieńcem i jako wychowanek Barcelony pewnie zasiadał na Camp Nou, Sergio Busquets dopiero zaczynał myśleć o piłce, wszak miał wtedy jedenaście lat, podobnie jak Bask Javi Martinez. A nie zapominajmy też o wychowanku Atletico Madryt Gabim, czy piłkarzu Villarreal Bruno Soriano.

Oni wszyscy wychowali się na meczach z udziałem Guardioli i Redondo. To oni zobaczyli, że nieważna jest szybkość i siła, gdy ma się rozum, technikę i świadomość taktyczną. A potem to wszystko udoskonalili, wprowadzili element siłowy i zabrali Hiszpanię na Mistrzostwa Europy do Austrii, Polski i Ukrainy, a także na mundial w RPA.

Spotkanie na Camp Nou zakończyło się podziałem punktów, ale czas pokazał, że dla hiszpańskiego futbolu skończyło się wspaniałym pokoleniem piłkarzy. A Asier Illarramendi, Sergi Roberto i Ruben Pardo czekają już u bram. I dynastia trwa nadal.

Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook