Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 6 listopada 2013

Ormiański perkusista

fot. bundesliga.de
Henrik Mchitarjan dobrze wkomponował się w Borussię Dortmund, która dotrzymuje kroku prowadzącemu w Bundeslidze Bayernowi. Czy będzie w stanie pokonać u siebie Arsenal?

Borussia Dortmund zaoferowała swoim kibicom dość ciekawą propozycję. Zauważyli oni bowiem, że w magazynie sklepiku klubowego zalega za dużo koszulek z nazwiskiem Mario Götze, a choćby miało się walić i palić, to żaden uważający się za fana BVB takiej koszulki nie kupi, tym bardziej za 85 euro. Potrzeba matką wynalazków - pomyślano - i w promocyjnej cenie 29 euro można kupić tę samą koszulkę z naklejonym nadrukiem "Mkhitaryan" w miejscu, gdzie znajduje się nazwisko piłkarza Bayernu Monachium.

Oczywiście nie są to Himalaje schludności, ale taka promocja pokazuje, że po Götzem w Dortmundzie płaczą już chyba tylko fryzjerzy. Henrik Mchitarjan udanie zastępuje młodego Niemca, a trzy bramki i pięć asyst w dziewięciu spotkaniach Bundesligi świadczy o tym chyba najlepiej.

Ormianin szybko złapał kontakt z filarami sukcesów poprzedniego sezonu Borussii - Marco Reusem i Robertem Lewandowskim. Dużą niewiadomą była postawa Nuriego Sahina, który musiał wejść w spore buty pozostawione przez Ilkaya Gundogana, ale z meczu na mecz czuł się w nich coraz bardziej komfortowo, co przypieczętował bramką strzeloną przeciwko Schalke, po asyście, a jakże, Henrika Mchitarjana.

Swobodna dziesiątka

Jürgen Klopp przybyłego z Szachtara Donieck piłkarza ustawia w miejscu pozostawionym przez Götze - na pozycji numer 10. Spore nadzieje związane z Ormianinem okazywał już przed sezonem, gdy w wywiadzie dla tygodnika kicker tak określał boiskową postawę swojego nowego nabytku: "W Szachtarze grał niesamowicie inteligentnie. Tego potrzebujemy - jego ruchu w wolne przestrzenie. Od pozycji nr 10 do miejsca za linią obrony rywala. Chcemy, żeby napastnik schodził ze swojej pozycji, a w jego miejsce wchodziła dziesiątka."

Dobrą ilustracją tego, co miał na myśli Klopp jest bramka strzelona przez Jakuba Błaszczykowskiego w derbowym meczu przeciwko Schalke. Mchitarjan zobaczył wolną strefę, w którą może wbiec, pozostawiając sporo miejsca nadciągającym kolegom. Robert Lewandowski zaabsorbował obrońców, co zostawiło w sytuacji sam na sam kapitana reprezentacji Polski.



Ale Mchitarjan to nie tylko wyprowadzanie kontrataków. Ormianin jest bardzo inteligentnym zawodnikiem, obdarzonym świetnym pierwszym kontaktem z piłką. Jednym zagraniem potrafi zmylić obrońców, zabrać się z futbolówką i pociągnąć akcję do przodu. Lubi cofać się na własną połowę, żeby tam rozegrać i szuka swojego miejsca w akcji na całej szerokości boiska, jak choćby w Revierderby, czy w spotkaniu z Arsenalem na Emirates (poniższy obrazek pokazuje podania, które Mchitarjan otrzymał).



Pod szesnastką rywala Mchitarjan skupia się raczej na grze na jeden kontakt, szuka prostopadłych podań z pierwszej piłki - robi dokładnie to, czego wymaga od niego Klopp. Wenger lubi mieć piłkę, wymieniać podania, to jak orkiestra. Ale to chyba cicha muzyka, prawda? Wolę heavy metal - porównywał siebie do Arsène'a Wengera w wywiadzie dla Guardiana trener Borussii. Trzymając się tej analogii, to Mchitarjan może nie jest specjalistą od gitarowych solówek, nie jest też wokalistą, który spija śmietankę wspólnej pracy, pasowałby raczej jako perkusista - bardzo dobrze go słychać, ale zwykle jest gdzieś w tle.

Kontrargument na ten sezon

Nie sposób nie oceniać gry Mchitarjana też poprzez cele, jakie Borussia ma w tym sezonie. Pozornie wydawałoby się, że poprzednie rozgrywki BVB mogą zapisać na plus - występ w finale Ligi Mistrzów nie zdarza się byle komu. Ale porównując to z poprzednimi dwoma sezonami - już tak różowo nie jest. Dwa mistrzostwa Niemiec, DFB Pokal - to są trofea, które Borussia bardzo chciałaby odzyskać. Choć krajowy przeciwnik jest najtrudniejszym z możliwych, to w Dortmundzie nikt nie chciałby znowu widzieć aż 25 punktowej przewagi Bayernu na koniec sezonu.

Co więc spowodowało taką przewagę Bawarczyków nad klubem z Zagłębia Ruhry w sezonie 2012/13? Przede wszystkim postawa samego Bayernu, który z meczu na mecz wchodził na coraz wyższy poziom. Po drugie zaś, gorsza forma ligowa Borussii Dortmund. O diagnozę takiego stanu rzeczy pokusił się sam Klopp w lipcowym wywiadzie dla kickera: "Gegen pressing, podobnie jak w w dwóch mistrzowskich sezonach, był również fundamentem w poprzednich rozgrywkach. Ale podczas gdy jeden piłkarz przywykł do takiego stylu gry, to drugi tracił czujność. W pełni akceptujemy, że takie rzeczy mogą się zdarzyć raz. Ale nie powinno to być regułą".

Wnioski są dwa: gegenpressing dalej będzie głównym prądem taktycznym w Dortmundzie, a także celem Borussii będzie jeszcze większa jego automatyzacja. A czym jest gegenpressing, co na polski można by było tłumaczyć jako "kontrpressing"? Mówiąc krótko: to zorganizowane i natychmiastowe doskoczenie całej drużyny do przestrzeni boiska, w której drużyna dopiero co straciła piłkę. Taki styl gry wymaga nie tylko inteligencji piłkarskiej, ale także wydolności fizycznej, szybkości i koncentracji. A w młodej, opartej na niemieckich wychowankach drużynie taki styl gry przyjąć się może znakomicie. W pojedynku z Arsenalem na Emirates piłkarze Borussii przebiegli o 11,5 km więcej niż gospodarze. To tak, jakby mieli o jednego zawodnika więcej.

Dzięki temu, Borussia w tym sezonie jest ekspertem w dziedzinie przechwytywania kontrataków. Swoją drogą, Pep Guardiola po zwycięstwie nad Schalke w tym sezonie powiedział, że ta umiejętność jest w Niemczech najbardziej pożądana. - Nauczyłem się, że najważniejszą rzeczą jest kontrola kontrataków, bo każda strata piłki to w Bundeslidze kontratak - mówił kataloński trener Bayernu.

Gegenpressing jest bronią zarówno obronną, jak i ofensywną. W meczu z Arsenalem pierwsza bramka, którą nota bene strzelił Mchitarjan, padła właśnie po wysokim odbiorze piłki.



Bramkowa sytuacja w poniższym zestawieniu występuje na pozycji nr 2. Trzy obrazki pokazują, jaką rolę Mchitarjan ma w gegenpressingu Borussii. Każda z sytuacji, gdy na przeciwniku aplikuje się kontrpressing jest inna i inni zawodnicy muszą w niej uczestniczyć. Założenia jednak są te same: zmniejszanie przestrzeni i spowodowanie, żeby przeciwnik jak najszybciej stracił piłkę. Mchitarjan w tej materii już teraz wydaje się prymusem, dobrze interpretuje zdarzenia boiskowe i naciera na rywala lub czeka na ewentualne zagranie piłki.



Jürgen Klopp zwykł mawiać, że gegenpressing jest najlepszym rozgrywającym, co znajduje swoje potwierdzenie w bramce, jaką Mchitarjan strzelił na Emirates. Ormianin szybko dostosował się do sposobu gry drużyny z Westfalenstadion i już teraz świadczy o jej jakości i jeżeli utrzyma formę, będzie mógł bić się z filozofią gry o miano najlepszego playmakera. W końcu to jego nazwisko naklejono na koszulki Mario Götze, a nie gegenpressing. Choć pewnie znaleźliby się i tacy, którzy z takim nadrukiem chętnie by paradowali. Ciekawe ilu ludzi będzie to robić w północnym Londynie po środowym meczu z Borussią - Mchitarjan zadba, żeby było to naprawdę niewielu. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook