Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 24 marca 2013

Od piątku do piątku

fot. marca.com
Dla zapracowanych mniej lub bardziej, dla osób z mobilnym internetem, dla osób z internetem stacjonarnym, ale awaryjnym, a nade wszystko dla tych, którzy mają akurat trochę czasu na dłuższą lekturę - przegląd wybranych tekstów z naszego debiutanckiego tygodnia. Od Busquetsa do Messiego, od Bielsy do Redknappa.

Jacek Staszak analizował znaczenie i grę Sergio Busquetsa w przekrojowym Basiście z Barcelony: drużyna złożona z samych Busquetsów potrafiłaby utrzymać piłkę przez niemal całe spotkanie, można więc powiedzieć, że pomocnik reprezentacji Hiszpanii jest ucieleśnieniem barcelońskiej filozofii futbolu.

O ligę hiszpańską zahaczył również Marcin Serocki w tekście A dlaczego nie Leo Messi?. Argentyńczyk z Barcelony nie był tu jednak głównym bohaterem, ta rola przypadła w udziale wschodzącej gwieździe Rayo Vallecano, Leo Baptistao: pochodzący z kraju kawy zawodnik już dziś ma wszystkie cechy pożądane u zawodników przednich formacji. Szybkość, dobry drybling, potężne uderzenie, ułożoną stopę, niezłą grę głową, piłkarską inteligencję, uniwersalność. Z tak szerokim wachlarzem umiejętności poradzi sobie w każdym klubie, niezależnie od tego, czy przyjdzie mu przenieść się na Wyspy, czy spróbuje swych sił w którymś z klubów ścisłej czołówki La Liga.

Również Marcin w Ofiarach sukcesu, którego nie było opowiedział o najnowszej historii Athletic Bilbao: Upadek Athleticu był zjawiskiem nie mniej gwałtownym niż ich nieukończony marsz na szczyt. Jest jednak wydarzeniem po wielokroć mniej medialnym od kilku chwil chwały, jakich doświadczyli zawodnicy z La Cathedral. Gdy grający z rozmachem Baskowie zaczęli z nonszalancją rozprawiać się z takimi firmami współczesnego futbolu jak Manchester United i Schalke, na ich styl zachorowała większość piłkarskiej Europy.

Dla zachowania pozorów równowagi - tydzień mieliśmy wybitnie hiszpański - warto polecić artykuł Michała Zachodnego o wszystko mówiącym tytule Seks, Młoty i nepotyzm - jak hartował się Lampard: Miłości między kibicami West Hamu i Frankiem Lampardem nie było nigdy, a już we wcześniejszych latach w wychowanka swojego klubu rzucali oni mięsem - w trochę mniej dosłownym tego słowa znaczeniu.

Za ocean zaprosił czytelników Tobiasz Pinczewski w Grze o amerykański tron, opisując rywalizację MLS z ligą meksykańską: Meksyk kocha piłkę nożną z wyboru, Stany Zjednoczone z rozsądku. Po Mistrzostwach Świata w 1970 roku kraj zapałał miłością do futbolu tak bardzo, że zaczęto na nowo organizować rozgrywki i nowe kluby.

Za sprawą Bartosza Gazdy zajęliśmy się również trendami we współczesnej taktyce, ale Kto im dał skrzydła? możemy z czystym sumieniem polecić każdemu, kto lubi śledzić futbolowe zmiany ujęte szerzej niż w wydaniu jednej ligi: Do niedawna odwróceni skrzydłowi byli podstawą większości liczących się drużyn europejskiego futbolu. Zwycięzcy Ligi Mistrzów 2010 – Inter – polegali na błyskotliwości ścinających do środka Eto’o i Pandeva. W Bayernie szaleli wtedy Ribery i Robben. Niecałe dwa miesiące po finale na Santiago Bernabeu w ostatnim meczu Mistrzostw Świata zmierzyły się Hiszpania i Holandia. Na lewych flankach operowali prawonożni zawodnicy, tacy jak Villa, Kuyt czy Iniesta, a na prawej - Robben.

Na koniec, już dla rozluźnienia, koniecznie zajrzyjcie do tekstu Marcina Wiercińskiego Wszystkie ligi do kosza, który trochę podworował sobie lamentujących na potęgę mediów: Zakończenie pierwszej rundy pucharowej Ligi Mistrzów to jedna z wielu okazji do stawiania diagnoz zmian w znaczeniu europejskim poszczególnych lig krajowych. Media temat ten z niejasnych przyczyn wręcz uwielbiają. Daniel Markiewicz
comments powered by Disqus
facebook