Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 6 października 2013

Nowe szaty Arsenalu

foto: skysports.com
Nie Ramsey, nie Ozil, ale Wenger, a raczej jego mózg pozwala Arsenalowi na tak swobodne zwycięstwa nad wszelkiej maści rywalami. Żeby do tego jednak doszło, Francuz musiał przeprowadzić pewne zmiany.

Jednym z mitów dotyczących obecnej dyspozycji Arsenalu było uznanie za jej przyczynę transfer Mesuta Ozila. Z tym jednak zdołaliśmy się rozprawić, mimo to pytanie pozostaje w pewnym sensie bez odpowiedzi. Wymienia się nazwiska Ramseya, Giroud, Flaminiego i - jak najbardziej słusznie - Arsene'a Wengera, który sprawił, że Kanonierzy grają wreszcie na miarę swoich możliwości. Dlaczego jednak tak się dzieje?

Owoce zmiany

Pierwsze, co rzuca się w oczy, gdy spojrzymy na grę Arsenalu, to zdecydowana poprawa w kreowaniu sobie sytuacji z gry. The Gunners często grają widowiskowo, ale jednocześnie bardzo efektywnie, skutecznie wykorzystując wolne strefy pozostawione przez rywala. Po drugiej stronie boiska podopieczni Arsene'a Wengera nie dają rywalowi wielu okazji do urządzenia sobie kanonady, głównie dzięki dobrej dyspozycji środka pomocy i dwójki stoperów Mertesacker-Koscielny.

To zdecydowana poprawa wobec pierwszego meczu tego sezonu, gdy Aston Villa wywiozła z Emirates trzy oczka, bezbłędnie punktując Arsenal i wykorzystując jego błędy: brak organizacji obrony i problemy z tworzeniem sobie klarownych sytuacji. Wróżono wtedy Kanonierom ciemną przyszłość, ich gra była bowiem przypomnieniem upiorów z lat wcześniejszych, gdy dobrą passę zwycięstw obracano wniwecz meczami w których piętrzyły się proste błędy zarówno w ataku, jak i w obronie.

Mieć czy strzelać?

Arsenal przez długie lata utożsamiano z drużyną starającą się wymieniać wiele podań, a nawet taką, która sporo czasu spędza na połowie rywala i stara się nękać go pressingiem. Ta strategia była tyleż piękna, co wielokrotnie zawodna i zespoły przyjeżdżające na Emirates zamykały się w okolicach własnego pola karnego i zainteresowane były głównie zamykaniem przestrzeni dla ataków Arsenalu. Kanonierzy nastawieni na stłamszenie rywala nie potrafili rozpędzić swojej maszyny na tyle, żeby zburzyć mur stworzony przez przeciwnika - jej koła zwyczajnie buksowały, co powodowało, że sfrustrowanych Kanonierów łatwo było zaskoczyć kontratakiem. W statystykach wszystko wyglądało ładnie - Arsenal rokrocznie miał największe posiadanie piłki w przekroju całego sezonu Premier League. Ale w przeciwieństwie do Barcelony - nie przynosiło to trofeów.



Tak właśnie kształtuje się wykres posiadania piłki* przez Arsenal w ostatnich sezonach Premier League. Zauważyć można lekki spadek w poprzednich rozgrywkach i zdecydowany w pierwszych sześciu meczach tego sezonu. Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest mniejsze przywiązanie Wengera do pressingu, Kanonierzy teraz już rzadko rzucają się rywalowi do gardła, gdy ten ma piłkę w swoim posiadaniu. Widać to było szczególnie w końcówce poprzednich rozgrywek, gdy Arsenal przypieczętował sobie miejsce w pierwszej czwórce sezonu dzięki ugruntowaniu w środku boiska pozycji kwartetu Mertesacker-Koscielny-Arteta-Ramsey. Dzięki nim Kanonierzy grali trochę niżej na boisku, a przez to znalazło się miejsce na piłki zagrywane między zawodnikami rywala do Walcotta, Ramseya czy Giroud.

Znaczny spadek w obecnych rozgrywkach mógł się wziąć z połączenia kilku okoliczności. Po pierwsze, w wielu meczach nie grał Mikel Arteta, w którego naturze leży wędrowanie po boisku i odgrywanie do najbliżej położonego partnera z drużyny. Hiszpan dobrze czuje grę w defensywie, natomiast w ofensywie jest czymś w rodzaju metronomu - jak basista Sergio Busquets. Jego miejsce obok Aarona Ramseya zajął Mathieu Flamini, który na boisku też chce być liderem, ale spełnia on tę rolę poprzez instruowanie kolegów do zachowania dyscypliny i skupienia się na grze w obronie. Po stracie piłki chce ją szybko zagrywać i nie ma potrzeby jej utrzymywania.

Po drugie, Arsenal jeszcze bardziej cofnął się na własną połowę. Nie jest to zdecydowane i bezczelne parkowanie autobusu, ale Arsene Wenger poinstruował swoich zawodników do utrzymywania podczas gry obronnej średniego bloku defensywnego, w którym pressing następuje gdy piłkę mają pomocnicy przeciwnika. Skrzydłowi wracają do linii wraz z dwójką defensywnych pomocników, a ofensywny pomocnik partneruje napastnikowi w ataku, Arsenal ma wtedy ustawienie 4-4-2, o którym Arsene Wenger zawsze mówił, że najlepiej kryje przestrzeń całego boiska.



Grę średnim blokiem obronnym widać dobrze, gdy porówna się miejsca, w których na różne sposoby Arsenal odbierał piłkę w spotkaniu z Napoli z tymi, w których futbolówkę na rzecz Bayernu tracili zawodnicy Manchesteru City. Bayern czynił to znacznie wyżej i częściej, choć obie ekipy miały podobne posiadanie piłki.



Gra niżej może też wynikać ze zdefiniowania przez francuskiego szkoleniowca problemów Arsenalu. Gdy do Londynu w lecie przyjechało Napoli, by zmierzyć się z Kanonierami w towarzyskim turnieju Emirates Cup, Arsene Wenger zauważył, że "kiedy Napoli wygrywa piłkę, bardzo szybko wychodzą z akcją dzięki Callejonowi, Hamsikowi, Insigne i Higuainowi." Mając to na uwadze, w meczu Ligi Mistrzów, zdaniem Wengera: "przejście z ataku do obrony musi być bardzo szybkie". A żeby zorganizowanie obrony było szybsze, należy grać niżej, stąd sposób gry Arsenalu.

Rzeczywiście, ten element gry w przypadku Arsenalu nierzadko był jednym z powodów porażek, co w połączeniu z wysoką linią obrony dawało opłakane skutki, jak chociażby w Derbach Północnego Londynu w marcu tego roku.

Wielu uznało tamto spotkanie jako punkt przełomowy w sezonie Arsenalu, od tego czasu bowiem Kanonierzy wbrew wszystkim nieustannie pięli się w górę tabeli, imponując w szczególności grą w defensywie. Poligonem doświadczalnym dla zmian w systemie gry Kanonierów był rewanżowy mecz Ligi Mistrzów z Bayernem w Monachium, gdzie Arsenal pokonał Bawarczyków ich własną bronią - kontratakiem. Kto wie, czy nie pokaz gry obronnej w średnim bloku obronnym, który Londyńczycy dostali od niemieckiej drużyny w pierwszym spotkaniu nie był tym momentem, w którym Arsene Wenger wyobraził sobie nową koncepcję gry na podstawie pewnej inspiracji. Wcześniej mogła nią być Barcelona, dziś Arsenal gra bardziej jak niemiecka drużyna, nie dziwią więc kolejne doniesienia o zainteresowaniu Wengera zawodnikami zza naszej zachodniej granicy.

Gra obronna drużyny ma wpływ na to, jak wygląda jej gra ofensywna. Arsenal ustawiający się niżej, zaprasza rywala na własną połowę, co wykorzystuje po odbiorze piłki, gdy przeciwnik nie zdążył się jeszcze ustawić. Wtedy Kanonierzy zaczynają swój taniec na całej szerokości boiska, gdy pozycjami wymieniają się ofensywni zawodnicy. To z kolei otwiera przestrzenie między zdezorganizowanymi rywalami i miejsce na kreowanie sytuacji strzeleckich.

Arsenal w tym sezonie zrobił wielki krok z drużyny starającej się grać bardziej w stylu hiszpańskim do zespołu mającego w sobie pierwiastki fußballu. Wszystko odbywa się jednak zgodnie z wengerowską filozofią: gry szybkiej, ładnej dla oka i ofensywnej. Nie może więc być mowy o pragmatyzmie Wengera, który cofnął na boisku swoją drużynę, by ta częściej wygrywała mecze. Ona po prostu gra innymi środkami, dostosowanymi do zawodników i relacji pomiędzy nimi, ale w ogólnym sensie - jest to dalej Arsenal Wengera, taki sam jak ten z 2004 czy 2011 roku. Taki, dla którego na Emirates Stadium wciąż przybywają tłumy chcące go oglądać, dzięki któremu Arsenal ma fanów na całym świecie, a kto wie, może w tym roku w końcu będą mogli cieszyć się z jakiegoś trofeum?

* dane pochodzą z serwisu whoscored.com Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook