Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 15 czerwca 2014

Nowa fala: Anglia - Włochy

foto: goal.com
Po jednym z najlepszych meczów w tym roku Włosi pokonali Anglików 2:1. Każdy z zawodników, poza Waynem Rooneyem, zagrał co najmniej przyzwoite zawody, ale na uwagę zasługuje dwójka włoskich prawie-debiutantów.

Włosi po raz kolejny udowodnili, że są skuteczni w każdym niemal sposobie gry: od bardzo technicznego ataku pozycyjnego, przez szybki kontratak aż po fizyczną grę defensywną. Na każde pytanie Anglików znajdywali odpowiedź, a podopieczni Roya Hodgsona, nieprzyzwyczajeni do takiej elastyczności na samym końcu meczu byli już praktycznie bezradni.

Włosi jak z południowej Ameryki

Problem z drużyną Cesare Prandellego dla innych drużyn jest jednocześnie kłopotem samych Włochów. Brak regularnej gry w europejskich pucharach powoduje, że są oni na uboczu zmian w futbolu. Dla tych, którzy oglądają głównie ligi angielskie, hiszpańskie i niemieckie, włoski styl gry jest niemal tak egzotyczny jak południowoamerykański.

Po części jest to na rękę samemu Prandellemu. - Nie rozumiecie moich wyborów? O to właśnie mi chodzi – mówił selekcjoner. Zagadki związane z próbowanymi ustawieniami i doborem składu przez kilka ostatnich tygodni wypełniały łamy włoskich dzienników.

Na Euro 2012 trener żonglował dwoma formacjami. Albo używał 3-5-2 albo korzystał z 4-4-2 z diamentem w środku pola. Wczoraj okazało się, że poszedł krok dalej i nie zamierza poprzestawać tylko na tych dwóch. O ile można było spodziewać się flirtu z 4-1-4-1, to kilka wyborów było nieoczywistych.

Filmowy duet

Po pierwsze – ustawienie Andrei Pirlo, który zagrał w duecie środkowych pomocników z Marco Verrattim. Tuż przed obrońcami zagrał Daniele de Rossi. Był to ciekawy wybór, także z samej narracji. O tym drugim mówi się najczęściej jako o nowym reżyserze gry Włochów, który ma zastąpić odchodzącego powoli na emeryturę starszego kolegę.

Pisane jest mu to z kilku powodów, a jako następcę Pirlo, Verrattiego namaścił też Carlo Ancelotti. - Podobnie widzą grę – przed wszystkimi – mówi obecny szkoleniowiec Realu Madryt. Młodszy jest jednak bardziej nieokiełznany, często łapie kartki i wdaje się w niepotrzebne dryblingi. Jaki jest Pirlo – każdy widzi. To klasyczny filmowy duet narwany młodzieniec – zblazowany weteran.



Zaczynali jako dziesiątki, ale w odpowiednim momencie dostrzeżono ich umiejętności do budowania akcji, nie zaś do samego ich przyspieszania. Antonio Di Battista, szef akademii Pescary mówił, że „talent Verrattiego był widoczny od samego początku. Od małego potrafił robić niesamowite rzeczy z piłką”. Przyjemność oglądania nastoletniego Pirlo w akcji miał z kolei Prandelli. - Nie wiedziałem, co powiedzieć. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Można było odnieść wrażenie, że każdy patrzy tylko na niego – pisał w przedmowie wydanej niedawno autobiografii pomocnika.

Na najwyższym szczeblu obydwu zawodnikom przyszło jednak zagrać po raz pierwszy. I obaj pokazali, że potrafią się wspaniale uzupełniać i wspierać. W całym meczu wymienili ze sobą 37 podań. Tylko duet Pirlo-De Rossi miał więcej (50), a pomocnik PSG zszedł przecież z boiska już po czterech kwadransach.

Schowany mini-Maldini

Prandellemu udało się też przed całym światem schować Matteo Darmiana. Ten 24-latek w poprzednich sezonach dał się poznawać jako stabilny, czysto grający obrońca, ale dopiero w tym, przełomowym dla Torino, roku wszedł na wyższy poziom. Odrzucony przez Milan grał przeciwko Anglikom właśnie jak archetypiczny obrońca rossonerrich (Paolo Maldini, Alessandro Nesta) – twardo, nieustępliwie, ale przede wszystkim wygrywał wiele swoim ustawieniem. W grze do przodu był wręcz prymusem, który chciał pochwalić się swoim dobrym zachowaniem – trzymał się linii bocznej, pokazywał się do gry i natychmiast wracał do obrony (poza, rzecz jasna, bramką dla Anglików).

Rosnącą formę obrońcy Torino selekcjoner dostrzegł już przed mistrzostwami. - Jedno nazwisko z młodych mogę pochwalić: Darmian. Przyjechał na zgrupowanie w medialnej ciszy, a przekonał do siebie wszystkich – mówił Prandelli.

Darmian i Verratti to nazwiska, które mogą na tych mistrzostwach wybić się do powszechnej świadomości. Mecz z Anglią pokazał jednak, że to Pirlo wciąż dyryguje grą zespołu. Podobnie jak dwa lata temu w Kijowie, tak i wczoraj podopiecznym Hodgsona nie udało się go zatrzymać. Różnica była jednak taka, że tym razem udało się stworzyć zagrożenie pod włoską bramką. - Ten atak i obrona z 2006 roku mogłaby coś zdziałać – napisał Jacob Steinberg z „Guardiana” na Twitterze. O ile nowych Gerrardów i Lampardów Anglicy już mają, to o nowych Ferdinandów i Terrych będzie znacznie trudniej. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook