Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 14 października 2013

Na ratunek Belgom

foto: goal.com
Belgowie wygrywając w Zagrzebiu przypieczętowali awans na mundial. Ich najważniejsze atuty znają praktycznie wszyscy, a co z zawodnikami drugiego planu?

Gdy myślimy reprezentacja Belgii, od razu na myśl przychodzi nam cała gromada piłkarzy z Flandrii i Walonii, która zasila kluby grające w Premier League. To właśnie z obserwacji ligi angielskiej wielu doszło do wniosku, że uważana dotychczas za słabą, belgijska kadra na nadchodzącym mundialu może co nieco zwojować.

Hazard, Kompany, Vertonghen, Fellaini - nazwiska Belgów, którzy stanowią o sile angielskich klubów, mogą imponować. Gdyby tylko chciał, Marc Wilmots mógłby ułożyć jedenastkę składającą się jedynie z piłkarzy występujących w Premier League. I pewnie wielu uznałoby ją za tę najsilniejszą.

Mignolet - Kompany, Vermaelen, Vertonghen - Dembele, Fellaini - De Bruyne, Hazard, Chadli - Lukaku, Benteke: potencjał ofensywny tej ekipy jest naprawdę znakomity, ale praktyka pokazuje, że Wilmots szuka innych rozwiązań. Wykorzystywany w defensywie jest znany w Polsce tylko z bycia ogranym przez Radosława Matusiaka Daniel van Buyten, na skrzydle występuje też czasem Dries Mertens, prawą obronę obstawia Toby Alderweireld, a w środku pola gra Axel Witsel z Zenitu Sankt Petersburg.

Portugalski Belg

Dotychczas, partnerami Witsela w środku pola byli Marouanie Fellaini i Mousa Dembele. Ostatnio jednak Wilmots sięgnął po piłkarza z innej ligi, który w końcu zaczyna grać na miarę swojego potencjału. Podczas gdy Dembele lubuje się w dryblingu i często na siłę szuka najpiękniejszego rozwiązania pod Słońcem, to Steven Defour jest znacznie bardziej rzeczowy. Nie wykonuje zbędnych ruchów, rajdy z piłką urządza tylko wtedy, gdy przeciwnik zostawił mu wolną strefę, normalnie bowiem liczbę kontaktów z piłką ogranicza do dwóch.

Grająca w Szkocji reprezentacja Belgii opierała się na płynnym trójkącie w środku pola, który pamięta wspólną grę w Standardzie Liege. Witsel-Defour-Fellaini wprowadzili bowiem klub z Walonii na europejskie salony, a potem się rozdzielili - każdy w inną stronę. Fellaini szansy zaczął szukać w niebieskiej części Liverpoolu, Witsel i Defour udali się do Portugalii, jednak do różnych i to zwaśnionych ze sobą klubów, pierwszy podpisał bowiem kontrakt z Benficą, drugi natomiast związał się z Porto.



Na półwyspie Iberyjskim to Witsel czuł się lepiej. Szybko stał się ważną postacią na Estadio da Luz i dał Benfice okazję, by ta na nim sporo zarobiła. 40 milionów euro, które na konto klubu ze stolicy Portugalii przelał Zenit Sankt Petersburg to znacznie więcej niż 9 mln, które Benfica zapłaciła Standardowi. Defour natomiast długo nie mógł znaleźć sobie swojego miejsca na boisku. W Porto rzucano nim od pozycji defensywnego pomocnika po oba skrzydła w ustawienie 4-3-3, a passę kilku meczów w pierwszym składzie przerywał niekrótką obecnością na ławce rezerwowych.

Z pomocą Defourowi i jak teraz się okazuje, również i reprezentacji Belgii, przyszedł nowy trener Porto Paulo Fonseca, który porzucił wpisane w DNA klubu ustawienie 4-3-3 i zadecydował, że jego drużyna występować będzie w 4-2-3-1. To, oraz odejście z klubu Joao Moutinho otworzyło Defourowi furtkę do regularnych występów w pierwszym składzie na jednej pozycji. Belg w środku pola występuje obok Brazylijczyka Fernando i od początku sezonu pokazuje, że warto na niego stawiać.

Defour rozumie grę w środku boiska, dostrzega wolne przestrzenie w obronie przeciwnika i wie, czy powinien sam się tam znaleźć, czy wymusić ruch kolegi. Jego gra jest zróżnicowana, potrafi cofnąć się między obrońców do rozegrania piłki, ale lubi też wbiec między defensorów rywala, by zakończyć akcję zespołu strzałem. Jeśli chodzi o rajdy z piłką, to przydało się doświadczenie z gry na skrzydle - Defour potrafi szybko minąć przeciwnika. Defour na boisku szybko myśli, co wyrobił sobie podczas wychowania w Liege, gdzie współpracował z jednym z lepszych specjalistów w zakresie wszechstronnego treningu - Michela Bruynickxa. Wisienką na torcie jest umiejętność odpowiedniego ustawienia się podczas ataku pozycyjnego drużyny, by w przypadku straty piłki nie musieć gonić za kontrą rywala, tylko szybko przywrócić drużynie posiadanie piłki.

Kluczowy zawodnik?

Patrząc na grę Defoura można by było dojść do wniosku, że Manchester United kupił nie tego Belga, co było trzeba. Marouane Fellaini pokazał w Evertonie, że znakomicie czuje się tuż za napastnikiem swojej drużyny, w United natomiast ustawiany jest obok Michaela Carricka. Na tej pozycji sprawdzić mógłby się za to szybszy, mobilniejszy i bardziej uniwersalny Steven Defour.

Pomocnik FC Porto zagrał w pierwszym składzie w dwóch ostatnich meczach swojej kadry i w obydwu wydatnie pomógł swojej drużynie. Najpierw w starciu ze Szkocją strzelił bramkę na wagę zwycięstwa, znajdując sobie miejsce w polu karnym, a w piątek przeciwko Chorwacji przeczytał podanie Perisicia do Modricia i bez zastanowienia uruchomił Lukaku, który wyprowadził Belgię na prowadzenie w najważniejszym meczu w jej najnowszej historii.



Pod koniec spotkania w Zagrzebiu Defoura zmienił Dembele i spełnił swoje zadanie - odpychał rywali, holował piłkę, utrzymywał ją w posiadaniu Czerwonych Diabłów aż do ostatniego gwizdka Howarda Webba, który oznajmił wszystkim, że Belgia jedzie na mistrzostwa świata do Brazylii.

A jedzie z wielkimi nadziejami, ale i odpowiedzialnością, jaka spoczywa na barkach drużyny będącej na językach wszystkich. Marc Wilmots będzie miał ciężki orzech do zgryzienia, żeby odpowiednio zbalansować kadrę na mundial, a najważniejszą kwestią pozostanie miejsce w podstawowej jedenastce obok Fellainiego i Witsela. Wybór zaważy też przecież na grze całej drużyny.

Choć Defour częściej od Dembele traci piłkę pod polem karnym rywala, czy to przez słabe podanie, czy nieudany drybling, to z jego sposobu gry reprezentacja Belgii może mieć więcej sytuacji bramkowych - jest on piłkarzem bardziej kreatywnym. Dembele często nie da się odebrać futbolówki, ale zbyt często jego gra w okolicach szesnastki rywala nie owocuje w żadne sytuacje bramkowe dla drużyny.

Dodatkowo środek pomocy złożony w całości z byłych piłkarzy Standardu Liege daje drużynie większą stabilność, co widać było w meczu przeciwko Chorwatom. Ekipa z Bałkanów miała większe posiadanie piłki, ale to Belgowie w całości kontrolowali spotkanie, wyprowadzając dwa ciosy, które na długi czas zamroczyły przeciwnika.

Belgijska federacja wykonała swoje zadanie - stworzyła system, który wypromował za granicę masę talentów, które odebrały w najlepszych szkółkach zasadnicze szkolenie piłkarskie. Ci sami zawodnicy wprowadzili potem Belgię na mundial. Teraz czas na potwierdzenie swojej klasy, a jak mówi Dariusz Szpakowski - najtrudniej jest potwierdzać. Ciekawe, jaką rolę w tym potwierdzaniu mieć będzie Steven Defour. Jacek Staszak
comments powered by Disqus
facebook