Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 14 lipca 2014

Mundial mało romantyczny

fot. goal.com
Tegoroczne mistrzostwa świata zakończyły się bez wielu romantycznych historii, choć poziom był bardzo wyrównany i sporo pozytywnych historii zapamiętają kibice małych zespołów. Ostatecznie jednak to obiektywnie najlepszy zespół został mistrzem, a co istotniejsze - ponownie zespół, który to mistrzostwo już zdobywał i to trzykrotnie.


Faworyci nie bez powodu są faworytami

Finał przebiegał dokładnie według przewidywań. Niemcy grali piłką (posiadanie 64%), Argentyna kontratakowała. Niemcy dominowali, Argentyńczycy szukali swoich szans w pojedynczych podaniach. Niemcy grali zespołowo, Argentyńczycy szukali Messiego. Według klasycznego scenariusza takich spotkań - zrealizowanego choćby w spotkaniu Holandii z Hiszpanią - to właśnie Argentyna miała najklarowniejsze sytuacje do zdobycia bramki, kiedy oko w oko z Neuerem stawali Higuaín i Palacio. Ostatecznie jednak zgubiło ich to samo, co Brazylijczyków - niewystarczająca jakość lub po prostu technika napastników. Choć Messi grał tak jak zwykle w tym turnieju, to jednak nie wspiął się na wyżyny i został dobrze zneutralizowany.


działania Messiego w ofensywnej tercji / ForuFourTwo

Argentyńczycy z góry przyjęli taki sposób gry - postanowili być zespołem reaktywnym i liczyć na błędy Niemców. To był bardzo dobry pomysł, a na błędy się doczekali - rzecz w tym, że nie umieli ich wykorzystać. Pomimo stwarzanych szans Albicelestes nie oddali w tym meczu celnego strzału.


szanse bramkowe Argentyny / FourFourTwo


Podanie, ruch, pressing

Die Mannschaft grał według podobnego planu jak w meczu z Brazylią, korzystając z hiszpańskich wzorów tiki-taki, które uzupełnili bardziej tradycyjnym germańskim sznytem. Choć nie mieli stuprocentowych sytuacji w polu karnym, często jednak groźnie dośrodkowywali, a ponownie ich prawa strona stwarzało sporo problemu rywalom.


szanse bramkowe Niemców / FourFourTwo


Skoro rywale nie wykorzystywali swoich okazji, Niemcy zachowywali spokój - swój największy atut. Do niego dołożyli precyzję. 90% dokładność podań Schweinsteigera to nic, skoro podawał on głównie wszerz boiska. Jednak trzech głównych rozgrywających niemieckiego zespołu podawało w ofensywnej tercji boiska z dokładnością odpowiednio 74%, 75% i 78%. W dodatku najprecyzyjniejszy z nich w najczęstszych kombinacjach podań zajmuje trzy pierwsze miejsca jako inicjator zagrania.


najczęstsze kombinacje podań finału


Tak, to właśnie Philipp Lahm był jednym z trzech kreatorów die Mannschaft. Razem z Tonim Kroosem i Mesutem Özilem decydował o atakach swojego zespołu - w ofensywnej tercji zanotowali oni, odpowiednio, 33 podania celne z 42, 32 z 43 i 27 z 36. Podopieczni Löwa sporo zawdzięczają hiszpańskim wzorom, stosując wysoki pressing i wymieniając duże ilości podań, ale o ile inaczej grają u nich boczni obrońcy!

Dani Alves rozwinął styl gry prezentowany kiedyś przez Cafu, dzięki czemu pełnił rolę skrzydłowego. W reprezentacji Hiszpanii jego rolę wziął na siebie grający po przeciwnej stronie Jordi Alba. Niemcy zaproponowali coś zupełnie innego. Benedikt Höwedes występował w roli zachowawczego bocznego obrońcy, który ma przede wszystkim pilnować swojej strefy i nie dopuszczać do takich sytuacji, na jakie pozwalał choćby Marcelo. W fazie ofensywnej pokazywał się do gry, ale ograniczał się do wymiany krótkich podań - w całym finale wykonał jedno dośrodkowanie i to niecelne. Sytuacje z całego turnieju, w których pojawił się w pobliżu pola karnego rywali można policzyć na palcach jednej ręki. A przecież początkowo Löw wystawiał nawet dwóch takich bocznych obrońców (choć Boateng i Mustafi odrobinę częściej atakowali).

Ostatecznie jednak wymuszona korekta okazało się bardzo pozytywnym ruchem. Philipp Lahm na pozycji defensywnego pomocnika spisywał się znakomicie, ale jego przesunięcie na prawą obronę, po pierwsze, dołożyło jednego zawodnika udzielającego się mocno w ataku pozycyjnym, po drugie, odciążyło nieco Thomasa Müllera z gry na skrzydle, a po trzecie, zaburzyło symetrię formacji. Lahm uczestniczył w każdym ataku, ale nie emulował gry Daniego Alvesa, rzadko centrował (w finale jedynie 6 dośrodkowań, z czego 2 celne), ale korzystał przede wszystkim z krótkich podań i szukał kolegów znajdujących się w wolnej przestrzeni. Poza tym, stawia na precyzję, a nie ilość - jego dwie asysty z meczu z Brazylią były płaskimi podaniami dokładnie wymierzonymi do kolegi. Przy czym raz było to podanie spod linii, a raz z pola karnego - przypominało to grę Davida Alaby. Tym samym, Niemcy połączyli zalety czteroosobowego bloku obronnego z grą pozycyjną w systemie 3-4-3, gdzie trójka broni, a trójka atakuje pole karne stanowiąc odbiorców podań czterech kreatorów.

Tiki-taka odeszła, przynajmniej chwilowo, ale jej ideały pozostają żywe i gotowe do wykorzystania przez zespół, który ma wystarczające atuty, by z nich wykorzystać. Ich odpowiednie wykorzystanie i połączenie z właściwymi korektami pozwoliło Niemcom zostać mistrzami świata.

Nigdy więcej Grecji

Kibice piłkarscy mogą być zadowoleni, w jakim kierunku poszła reprezentacyjna piłka nożna. Choć hiszpańska tiki-taka straciła rację bytu (co było do przewidzenia przy jej karlejącym pressingu), to jednak Niemcy pożyczyli z niej najlepsze elementy, dodali autorskie i stworzyli atrakcyjny styl, który dał im mistrzostwo świata. Choć zwykle fazy pucharowe wielkich turniejów obfitują w zachowawczą grę i nudne widowiska, w tym roku obydwa te zjawiska występowały w ograniczonym stopniu.

Ciekawe są też niektóre trendy taktyczne. Ponieważ coraz częściej ofensywni boczni obrońcy (a konkretniej, przestrzeń pozostająca za ich plecami) są identyfikowani jako słabe ogniwo, trenerzy chętniej ustawiają zespoły w formacji z trójką obrońców lub wystawiają zawodników grających w zachowawczym stylu, znanym raczej z Juventusu lub Manchesteru United lat 90. - nacisk na grę defensywną, wolniejsze tempo i dośrodkowania z głębi (albo i brak dośrodkowań). Przykłady to Marcos Rojo, Daley Blind i Benedikt Höwedes.

Można zaryzykować tezę, że Ameryka Południowa została zdradzona i to przez wewnętrznego wroga. Dwa znakomicie grające zespoły z tej strefy, Chile i Kolumbia, zostały wyeliminowane przez Brazylijczyków po bardzo szczęśliwych dla gospodarzy wynikach. Oczywiście nie wiadomo, czy Chile lub Kolumbia pokonałyby Niemców, ale gdyby drabinka turniejowa ułożyła się dla nich inaczej, 1/4 albo i 1/2 finału stałaby dla nich otworem. Zresztą, Chilijczycy zablokowali Brazylię w taki sam sposób jak Niemcy - wysokim pressingiem.

Choć wydawało się, że piłka nożna jako sport zespołowy jest idealna dla Azjatów, to jednak zespoły z tej strefy kompletnie zawiodły. Afrykanie, często skłóceni wewnętrznie, nie uzasadnili niczym propozycji, by dać im więcej miejsc na Mundialu, choć Algieria zostanie zapamiętana jako jedyny zespół, który napędził stracha Niemcom. Ich gra może sugerować, że środek ciężkości w Afryce przesunie się z Afryki Środkowej znowu w stronę Maghrebu. Rośnie w siłę Ameryka Północna, którą reprezentuje już nie tylko Meksyk, grający w tym roku wyjątkowo atrakcyjny futbol, ale też pragmatyczni Amerykanie poruszający się po boisku według niemieckich standardów i żywiołowa Kostaryka, która do perfekcji opanowała kontrataki skrzydłami.

Stary Świat nadal przewodzi

Europa jest największym wygranym mistrzostw, choć malkontenci stwierdzą, że piłkarze z ojczycny futbolu ugrali zaledwie 1 punkt i to z pewną awansu Kostaryką. Nie popisali się również Hiszpanie i Włosi, ale przed tymi pierwszymi jest przyszłość, natomiast drudzy po odejściu Pirlo mogą cierpieć przez dłuższy czas. Ale już Didier Deschamps odbudował Francję dbając o atmosferę w zespole z równą pieczołowitością jak o taktykę, a Szwajcaria i Belgia to bardzo obiecujące zespoły, po których można się spodziewać jeszcze lepszej gry. Póki w wysokiej formie jest Robben, Holandia zawsze będzie groźna, ale nawet bez niego mają kim straszyć Oranje - z dobrej strony pokazali się de Vrij, Clasie, Depay i Blind. O Niemcach napisano już bardzo wiele, natomiast niewykluczone jest, że rozpoczęli podobny okres dominacji, jak Hiszpanie. Niemiecko-francuski finał na Mistrzostwach Europy we Francji staje się coraz bardziej prawdopodobny. Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook