Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 8 grudnia 2013

Młot na Kanarki, czyli o przydomkach

fot. whufc.com
Pochodzą od barw klubowych, od symboli widocznych w herbie, są wynikiem miejsca "zameldowania" zespołu lub zwariowanych historii z nim związanych. Jedne są dostojne, inne śmieszne, czasami wręcz niepoważne. Dla prawdziwych fanów są jednak niezwykle istotne, czasem traktowane na równi z oficjalną nazwą klubu. Przydomki, bo o nich mowa, ubarwiają świat piłki nożnej, czyniąc go bardziej swojskim. Pomagają też dziennikarzom, którzy chcąc uniknąć w tekście powtórzeń, zamiast napisać Arsenal, Liverpool czy Southampton, wstukują na klawiaturze literki układające się w słowa "Kanonierzy", "The Reds" i "Święci".

Cukierkowy biznes i ptasia moda

Są nacje szczególnie lubujące się w nadawaniu ksywek drużynom. Na pewno do takich należą Brytyjczycy. Na Wyspach nie ma chyba klubu, który nie miałby przydomka. Z reguły bierze się on z symbolu widocznego w herbie. I tak Arsenal to "Kanonierzy" (od armaty w herbie), Sunderland - "Czarne Koty", Manchester United - "Czerwone Diabły", West Ham - "Młoty", Swansea - "Łabędzie", a Tottenham - "Koguty". Często pochodzi też od koloru barw klubowych, dlatego Chelsea to "The Blues", a Liverpool - "The Reds".

Pochodzenie niektórych ksywek wiąże się z ciekawymi historiami. Na klub Artura Boruca, Southampton, mówi się "Święci". Powstał bowiem przy kościele Świętej Marii jako drużyna kościelna, o czym przypomina aureola w herbie. Interesująca jest też geneza przydomka "The Toffees", którym określa się Everton. Są różne opowieści z tym związane. Według jednych określenie to wzięło się od sklepu z cukierkami, który znajdował się naprzeciwko siedziby klubu. Inni z kolei twierdzą, że nazwa ma związek z dziewczyną, która po przeprowadzce drużyny na Goodison Park przed każdym meczem chodziła wokół boiska, rozrzucając cukierki siedzących na trybunach kibicom.

Równie frapujące są historie przydomka Norwich, "Kanarki". I jak to często bywa, nie wiadomo, która jest prawdziwa. Jedna wiąże się z górnikami, którzy używali kanarków do sprawdzania czystości powietrza w kopalniach. Jeśli wypuszczony ptak wracał, znaczy - można pracować. Jeśli nie, to trzeba uciekać. Druga jest nieco bardziej przyjemna. Po powstaniu w 1902 roku Norwich FC określano mianem "Obywateli". W kwietniu 1905 roku w okolicy zapanowała moda na hodowanie kanarków. Kibiców również dopadła. Postanowili więc zmienić ksywkę na "Kanarki" i barwy drużyny na przypominające kolorem upierzenie tych ptaków.



Różnobarwna Italia

Włosi rzadko kiedy mówią o swoich ukochanych drużynach, używając ich oficjalnych nazw. Zdecydowanie chętniej posługują się przydomkami. Najczęściej pochodzą one od barw klubowych. "Rossoneri" to Milan, "Biancocelesti" - Lazio, "Nerrazzurri" - Inter, "Rossoblu" - Genoa, a "Azzurri" - Napoli.

Kibice z Italii nie przywiązują się do jednej nazwy, zamiennie używają dwóch, a nawet więcej, czego najlepszym przykładem jest Juventus Turyn. Drużyna z miasta Fiata bywa określana mianem "Bianconerich", "Zebr", "Dziewczyny Włoch" ("La Fidanzata d'Italia") czy... "Garbusów". Najbardziej znanym przydomkiem Juve jest jednak "Stara Dama". Jedna z historii związanych z tym określeniem jest dość ciekawa. A mianowicie, dawno, dawno temu drużyna grała na własnym boisku w koszulkach, które dziwnie deformowały się na plecach. W efekcie piłkarze wyglądali tak, jakby mieli garby, co kibicom nasunęło skojarzenie ze staruszką, inaczej starą damą. To ironiczne określenie się przyjęło i obowiązuje do dziś.

Ciekawie określa się piłkarzy Chievo, którzy są nazywani "Mussi Volanti", czyli "Latające Małpy". Na drużynę Bolonii mówi się "I Felsinei", od dawnej nazwy miasta. Roma to z kolei "Giallorossi" ("Żółto-czerwoni") lub po prostu "Wilki".

Skróty zamiast przydomków

W Niemczech drużyny owszem mają przydomki, ale kibice mają do nich nieco mniej emocjonalny stosunek. Bardziej ogarnięty kibic wie, że Schalke to "Koenigsblauen", Bayern - "Bawarczycy", Bayer Leverkusen - "Aptekarze", Wolfsburg - "Wilki", Hertha - "Stara Dama", Borussia Mönchengladbach to "Źrebaki", Mainz - "Zero piątki", a Hoffenheim "Wieśniacy". Kiedy jednak ktoś spyta, jak mówi się inaczej na Borussię Dortmund, to oprócz skrótu BVB nic na myśl mi nie przychodzi. Podobnie jest z innymi. Werder Brema to dla mnie Werder Brema. VfB Stuttgart to VfB Stuttgart. Niemcy lubią krótkie skracać nazwy klubów, choć w ich języku nie brakuje słów na kilkanaście liter. Mamy więc BVB, S04, M05, B04 czy VfB,

We Francji sytuacja z przydomkami jest podobna. Nad Sekwaną, podobnie jak w Niemczech, istnieje tendencja do skracania nazw klubów. Każdy wie, że OM to Olympique Marsylia, OL - Olympique Lyon, TFC - Tuluza, PSG - Paris Saint-Germain, ESTAC - Troyes, a AJA - to Auxerre. Skróty te są używane dużo częściej niż typowe przydomki. Mniej wtajemniczony fan ma problem z rozszyfrowaniem, kto kryje się pod nazwami: "Dogi" (Lille), "Kanarki" (Nantes), "Dzieciaki" (Olympique Lyon), "Lwy" (Sochaux), czy "Granaty" (Metz). Łatwiej będzie z "Żyrondystami" (Bordeaux), "Krwisto-złotymi" (Lens) i Olimpijczykami (raczej Marsylia niż Lyon). Problem jest za to z "Książętami". Dla jednych to piłkarze Monaco, dla innych - Paris Saint-Germain. Na tych drugich równie często mówi się po prostu "Les Parisiens".

Materace, Kot Felix i nietoperze

Hiszpanie też lubią przydomki. Taki Real Madryt czy Barcelona mają ich kilka. "Królewscy", "Los Blancos", "Galaktyczni", "Los Merengues" to inaczej drużyna ze stolicy. "Blaugrana", "Duma Katalonii", "Culés" (określenie kibiców) to Barca.

Atletico Madryt często nazywa się "Rojiblancos". Dużo ciekawsza jest ksywka "Los Colchoneros", czyli w dosłownym tłumaczeniu "wytwórcy materaców". Korzenie tej nazwy sięgają początków drugiej dekady XX wieku. Atletico miało siedzibę w rejonie Madrytu, który był swoistym zagłębiem fabryk materaców. W pewnym momencie klub był tak biedny, że nie stać go było na zakup koszulek. Wówczas zdecydowano się kupić najtańszy materiał w biało-czerwone paski, którego używano też do wytwarzania materaców, i przekazać go lokalnej krawcowej, by uszyła z niego trykoty dla drużyny. Początkowo określenia "Los Colchoneros" używali przeciwnicy Atletico, by dokuczyć piłkarzom i fanom tej drużyny. Obecnie kibice z dumą używają tego przydomku, przypominającego o ciężkich początkach klubu.

Dziwna jest również geneza przydomka Deportivo La Coruna. Piłkarzy tej drużyny nazywa się... "Turkami". Określenie to na początku XX wieku wymyślili fani Celty Vigo, by dopiec kibicom ich głównego rywala. Fani Depor byli bowiem bardziej "hiszpańscy", niewielu z nich mówiło po galicyjsku w odróżnieniu od sympatyków Celty, dlatego ci nazywali ich "Turkami", co miało oznaczać, że są obcy. Druga historia związana z tym przydomkiem jest dość niezwykła. W pierwszej dekadzie dwudziestego stulecia w Hiszpanii Turcy byli utożsamiani z piratami. Setki lat wcześniej otomańscy tureccy piraci (najsławniejszy był Barbaros Hayreddin Paşa) patrolowali bowiem Morze Śródziemne i terroryzowali (z pomocą lokalnych watażków) miasta na hiszpańskich wybrzeżach. Fani Deportivo z jakiegoś powodu utożsamiali się z najeźdźcami i wpadli na pomysł, by nazywać siebie i drużynę "Turkami". Na stadionie El Riazor zaczęły też regularnie powiewać tureckie flagi.

Espanyol Barcelona jest znany pod pseudonimem "Papużki". Historii związanych z przyjęciem tego przydomka jest kilka. Pierwsza wiąże się z żółtym kolorem strojów, w których na początku grali piłkarze Espanyolu. Druga dotyczy stad papug, które mieszkały na rosnących niedaleko pierwszego stadionu klubowego palmach. Trzecia, najciekawsza, jest dość pokrętna. Kilkadziesiąt lat temu kibice Espanyolu, łagodnie mówiąc, nie wspierali zbyt mocno swojej drużyny podczas meczów. Valenti Casanys, twórca piłkarskiego komiksu, który wówczas ukazywał się w gazecie "El Xut", nazwał Espanyol i jego fanów "czterema czarnymi kotami". Wówczas w Hiszpanii używano powiedzenia, że tam gdzie pojawiają się cztery czarne koty, nie ma zbyt wielu ludzi, co miało być przytykiem do niskiej frekwencji na spotkaniach Espanyolu (w porównaniu z meczami FC Barcelony). W tym okresie bardzo popularna była kreskówka znana pod polskim tytułem "Kot Feliks". Ludzie w Hiszpanii doszli do wniosku, że bohater brzmi bardziej jak ptak niż kot i zaczęli nazywać go "gat perico" lub "gat periquito", czyli w dosłownym tłumaczeniu kot papużka, papużkokot. Casanys w swoich komiksach postanowił więc określać fanów Espanyolu "Czterema papużkokotami". Kibice podchwycili tę nazwę, wyrzucili z niej jednak kocie naleciałości i nazwali siebie oraz ukochany klub "Papużkami".

"Nietoperze" lub "Los Ches" to z kolei przydomki Valencii CF. Ten pierwszy nawiązuje do herbu klubu, w którym widnieje ten niewielki ssak. Drugi z kolei wiąże się z popularnym w Argentynie i regionie Walencji określeniu Che. Okrzyk "Che!" wyraża podziw lub radość. Che to także kolokwialna forma zwracania się do ludzi niezależnie od ich stanu społecznego i oznaczająca po prostu człowieka, kolegę, przyjaciela. Kibice Valencii przed laty doszli najwyraźniej do wniosku, że chcą być utożsamiani z fajnymi ludźmi, kumplami i nadali swojej drużynie ten właśnie przydomek.

Słaba liga, słabe przydomki

Polskie ksywki klubowe nie wyróżniają się niczym na tle tych europejskich. Chyba najciekawsza jest historia związana z "Kolejorzem", czyli Lechem Poznań. 1 maja 1949 roku klub przyjął nazwę Zrzeszenie Sportowe Kolejarz Poznań. Dla kibiców zwrot "Kolejarz" był zbyt zwyczajny, postanowili więc mówi inaczej. A zamienili na O i tak zrodził się "Kolejorz".

Nieco mniej znane, ale szeroko rozpoznawalne są przydomki Cracovii - "Pasy" i Ruchu Chorzów - "Niebiescy", wywodzące się od wyglądu strojów i barw klubowych. Bardzo często używana bywa też ksywka Wisły - "Biała Gwiazda". Coraz rzadziej "Wojskowymi" nazywa się za to Legię Warszawa. Nie ma się jednak co dziwić, klub ten już dawno przestał mieć bowiem cokolwiek wspólnego z wojskiem. Lubin wszystkim kojarzy się głównie z wydobywaną tam rudą miedzi. Logiczne jest więc nazywanie miejscowego Zagłębia "Miedziowymi".

Ksywka niewiele o człowieku mówi, często powstaje w niezwykłych sytuacjach. Wśród tysięcy Tomków, Michałów, Marków czy Krzyśków, przynajmniej w niektórych środowiskach, bardziej wyróżniają się jednak ci, co je mają. Nieco inaczej jest z klubami. W tym przypadku jakiś przydomek ma prawie każdy. Jeden bardziej, drugi mniej ciekawy. Jeden frapujący, motywujący do sprawdzenia jego pochodzenia, drugi nudny, wręcz głupi. Faceci, a ci chcąc nie chcąc stanowią zdecydowaną większość kibiców, lubują się w nadawaniu ksywek ludziom lub rzeczom, do których odczuwają "jakieś" emocje, uczucia. Nic więc dziwnego, że zamiast Norwich wolą mówić "Kanarki", a wymiennie z West Ham używają słówka "Młoty".

Przydomki klubowe ułatwiają także życie komentatorom. Piłkarska opowieść – telewizyjna, a zwłaszcza radiowa – potrzebuje bowiem chwytliwych, barwnych określeń. Stąd zamiast meczu Norwich – West Ham mamy starcie „Kanarków” z „Młotami”. Prawda, że brzmi lepiej?

Tomasz Jaszczuk, autor bloga Futbolmaniak
comments powered by Disqus
facebook