Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 12 lipca 2014

Messiego i Sabelli droga przez mękę

fot. goal.com
Od samego początku turnieju w grze Argentyny nie wszystko funkcjonowało jak należy. W fazie pucharowej Albicelestes zdobyli zaledwie dwa gole, w dodatku żaden z nich nie był autorstwa Messiego. Mimo to są w finale. Pozornie bez szans na wygraną.

Bez polotu

Jest 12 lipca 1998. Francuzi mają właśnie rozegrać finał mistrzostw świata rozgrywanych na własnym terenie, w którym zmierzą się z aktualnym mistrzem świata - Brazylią. Zespołem uznawanym za o niebo lepszy. Francuzi nie mają żadnych szans w starciu z Brazylijczykami. W grupie mieli śmiesznych przeciwników - Danię, Arabię Saudyjską i RPA. W fazie pucharowej z trudem strzelali bramki. Według powszechnie powtarzanego stwierdzenia, "nic nie grali". Wyśmiewany Guivarc'h grający na szpicy jest kompletnie bezużyteczny - król strzelców ligi francuskiej jest bezradny nawet w starciach grupowych. Henry i Trezeguet wystrzelali się w grupie - pierwszy ma 3 gole, drugi 1.

W meczu z Paragwajem Guivarc'ha zastępuje dwójka wymienionych młodziaków, ale efekty są mierne, gola zdobywa dopiero w 113. minucie meczu kapitan, Laurent Blanc. Na domiar złego za czerwoną kartkę Zidane opuszcza dwa mecze - wraca dopiero na ćwierćfinał z Włochami. Wydaje się, że jest coraz gorzej (do ataku wraca zresztą Guivarc'h), ale po niebywale męczącym meczu w karnych mylą się strzelający z miejsca Albertini i di Biagio. W półfinale z Chorwacją gra jest równie kiepska, na domiar złego Francuzi pierwsi tracą gola, ale ratuje ich dubletem Lilian Thuram. W drugiej połowie czerwony kartonik ogląda Laurent Blanc i wiadomo, że w finale nie zagra. Przed samym spotkaniem słychać jakieś plotki o niedyspozycji Ronaldo, ale wszyscy je ignorują. Przecież to sam Ronaldo!

Francja po pierwszej połowie wygrywa 2:0 po golach Zidane'a, w drugiej po kontrataku dobija ją Petit. Brazylijczycy są w szoku, Francuzi atakują z werwą, a jeszcze przed przerwą dwie setki marnuje Guivarc'h. Pomimo tego gospodarze nie pozwalają rozegrać Brazylijczykom ani jednego groźnego ataku. Do końca spotkania ustępujący mistrzowie nie są w stanie porządnie nastraszyć Bartheza.

Gwiazda i więcej niż 10 koszulek

Sytuacja Argentyny mocno przypomina tę, w jakiej znalazła się Francja przed pamiętnym finałem z 1998 roku, który rozpoczął ich króciutki okres dominacji i stanowił trampolinę do kariery Zidane'a. As gospodarzy również był krytykowany za grę poniżej możliwości, ale w finale przypomniał o sobie w najlepszy możliwy sposób.

Obecnie gra Messiego jest oceniana lepiej, ale całej Argentyny już podobnie - niewątpliwie ma na to wpływ niebywale nudny mecz z Holandią. Warto jednak zauważyć, że pomimo zbliżonych problemów do Brazylii, zespół Sabelli jest nieco lepiej skonstruowany. Przede wszystkim jednak, ten zespół rodził się w trakcie turnieju. Sabella popełniał błędy, które zaczął powoli eliminować. Na początku to Messi ciągnął Argentynę za uszy. W fazie pucharowej jest, jeśli nie odwrotnie, to na pewno inaczej. Kapitan ciągle stwarza sporo sytuacji kolegom, ale to poprawa solidności w pomocy i obronie pozwoliła Argentyńczykom trafić do finału.

Maxi Rodriguez, Hugo Campagnaro, Federico Fernandez. Ta trójka stanowi całość zmian personalnych, jakich dokonał Sabella z wyboru - wszyscy byli w pierwszej jedenastce na mecz z Bośnią, żaden nie wyszedł w niej w półfinale. Ten ostatni zagrał jeszcze 3 spotkania, ale w ćwierćfinale zastąpił go Demichelis. Bez wątpienia to jeden z najrozsądniejszych ruchów Sabelli - gra obronna w dwóch ostatnich meczach wyglądała o wiele pewniej. Demichelis jest nieco lepszy od Fernandeza w pojedynkach powietrznych, ale największą różnicę robi jego umiejętność ustawiania się - Demichelis zaliczył średnio 5,5 przechwytu na mecz, Fernandez zaledwie 1,5. Niewątpliwie ma na to wpływ fakt, że to Fernandez grał przeciwko Iranowi, ale wystarczy porównać ich dokonania z meczu z Nigerią i meczu z Holandią - różnica w ilości przechwytów jest kolosalna, a przecież Nigeryjczycy atakowali sporo i zdobyli dwa gole.


działania defensywne Fernandeza i Demichelisa w meczach z - odpowiednio - Nigerią i Holandią; krzyżyk - odbiór/próba odbioru, romb - przechwyt, okrąg - wybicie, czarny trójkąt - faul, szara kreska - zablokowany strzał


Trener niedoceniany?

Wygląda na to, że selekcjoner Albicelestes od początku miał nosa do proporcji w składzie, tylko postawił na niewłaściwych wykonawców. Zamiast dorzucać dodatkowego obrońcę wystarczyło postawić na dodatkowego defensywnego pomocnika, a kibice argentyńscy mogli przestać się obawiać o to, że ich ulubieńcy stracą kolejne gole. Wystawiając Lucasa Biglię Sabella odciążył nieco Javiera Mascherano, a jednocześnie obydwaj zyskali nieco większą swobodę w grze do przodu.

Przy dwóch defensywnych pomocnikach zawsze jednak istnieje ryzyko rozwarstwienia zespołu - czwórka atakuje, szóstka broni. Przed kontuzją rolę łącznika pełnił Angel di Maria. Gdy go zabrakło, Sabella nie zastępował go Maxim Rodriguezem, którego jedynym atutem był zawsze strzał, ani Ricardo Alvarezem, który nie posiada takich umiejętności defensywnych, ale Enzo Perezem. To właśnie środkowy pomocnik Benfiki zagrał w dwóch ostatnich spotkaniach jako przeciwwaga dla Lavezziego - w ten sposób Argentyna zmieniła kształt z 4-3-1-2 na asymetryczne 4-2-3-1. Obecnie to Messi i Perez biorą na siebie ciężar przyjmowania piłki w okolicach środka boiska, a bliżej bramki szukają miejsca Higuain i Lavezzi.


podania otrzymane przez Pereza i Messiego w meczu z Holandią / FourFourTwo



podania otrzymane przez Lavezziego i Higuaina w meczu z Holandią / FourFourTwo


Trus... wisienka na torcie

Finalnym elementem układanki powinna być doskonała współpraca Messiego z dwoma napastnikami - wybieranymi z trójki Higuain, Aguero, Lavezzi. Powinna być, ale nie jest. W każdym meczu dobrych zagrań było sporo, ale zawsze coś zgrzytało. Jednak z Lavezzim gra Argentyny wyglądała nieco lepiej, a teraz, gdy di María nie będzie w pełni sił podczas finału, zawodnik PSG będzie kluczem do rozciągania gry przez Argentynę. W dodatku, jeśli zmieni stronę na lewą, po której jego przeciwnikiem będzie zapewne Lahm, może mieć okazje do kontratakowania wolnym korytarzem.

Być może to właśnie w meczu z Niemcami Higuain wreszcie będzie mógł się wykazać w grze na linii z obrońcami, a przed sobą będzie miał wystarczająco dużo miejsca, by dostać podanie na dobieg. Jego głównym zadaniem będzie nie bać się Neuera. Z kolei Messi schodząc do prawej wcale nie musi mieć więcej miejsca - po tej stronie gra Höwedes, który z pewnością będzie utrzymywał głęboką pozycję. Jak do tej pory, Messi zawsze otrzymywał indywidualnego opiekuna. Czy takim będzie Schweinsteiger? Wydaje się, że nie nadaje się do takiej roli, a to może być szansa dla Argentyńczyków.

Oczekiwanie na cud

W momencie, gdy wielu żurnalistów przyznało zaocznie złoto Niemcom, ewentualna wygrana Argentyny będzie sensacją. Znajomość historii każe jednak myśleć, że to nie do końca prawda. Sensacyjny był występ Kostaryki w ćwierćfinale. Niespodzianką było to, że w półfinale znalazł się jeden zespół spoza grona dotychczasowych mistrzów świata. Poza tym, obywaliśmy się bez nich - Meksyk i Chile jak zwykle nie dotarły do ćwierćfinału, Grecja ponownie wyszła z grupy, gdy nikt w nich nie wierzył, gospodarze jak zwykle zaszli wysoko pomimo słabej gry, Niemcy jak zwykle wygrywali i tylko Hiszpania upadła pod ciężarem własnych zasług.

Natomiast wygrana Albicelestes jest całkowicie prawdopodobna, choć nastąpi wbrew naturalnemu biegowi rzeczy. Argentyna jest jednak zespołem zrodzonym w bólach i walczącym w każdym meczu z własnymi słabościami. To hartuje. Niemcom finał przyszedł względnie łatwo, ktoś mógłby uznać, że za łatwo, biorąc pod uwagę, że na papierze Francja i Brazylia wydawały się groźne. Piłkarze w niebiesko-białe paski nie wydają się groźni, ale wystarczy spojrzeć w twarz Mascherano, by się przekonać, że to nieprawda. Oczywiście, posiadanie w swoich szeregach czterokrotnego zdobywcy Złotej Piłki też stanowi pewien atut. Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook