Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
niedziela, 9 czerwca 2013

Messidependencia - historia prawdziwa

fot. skysports.com
Na trybunach "Independencia", na boisku "Messidependencia" - uzależnienie od bramek Messiego to w powszechnej opinii jedna z bolączek Barcelony. Ale czy tylko "Blaugrana" ma z tym kłopot?


Dependencia? Na zdrowie!

Wzięliśmy pod lupę wszystkie hiszpańskie zespoły, a także ich czołowych snajperów i sprawdziliśmy jak ich dorobek strzelecki ma się do bramkowej zdobyczy całej ekipy. W efekcie powstało poniższe zestawienie:


Kolejne kolumny: gole najlepszego strzelca, gole zdobyte ogółem przez drużynę, procent zależności bramkowej

Wyraźnie wynika z niego, że Barcelona od Messiego uzależniona jest mocno, gdyż % jego trafień w odniesieniu do wszystkich bramek Blaugrany niebezpiecznie zbliża się do 50%, a warto mieć na uwadze, że Argentyńczyk opuścił przez kontuzję sporą część końcówki sezonu. Są jednak kluby, w których badane zjawisko objawia się jeszcze silniej. To Atletico i Sevilla.

Interesujący jest fakt, że wspomnianą dwójkę czeka najprawdopodobniej w najbliższym czasie detoks. W przypadku drużyny Los Colchoneros sprawa jest już przesądzona, gdyż Radamel Falcao wyruszył już na podbój Księstwa Monako. Drużynę z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán czeka natomiast przymusowa wyprzedaż. Klub już opuścił Jesús Navas, a odejście zdobywcy Trofeo Zarra, Álvaro Negredo jest tylko kwestią czasu, a niewiadomą pozostaje jedynie kierunek jaki obierze były zawodnik Almerii. Wśród potencjalnych, nowych pracodawców 27-latka wymienia się...Atletico Madryt.

Niezależnie od wyboru Negredo, klub z Estadio Ramon Sanchez Pizjuan musi przygotować się na przymusowy odwyk, o który zadbają zapewne Manu Del Moral i Baba Diawara. Zawodnicy, którzy mieli w założeniu stanowić alternatywę dla 14-krotnego reprezentanta Hiszpanii, przez całą minioną temporadę uzbierali łącznie 1 bramkę. Ten czarny scenariusz może się jednak nie ziścić, jeśli dyrektor sportowy Sevillistas, Ramón Rodríguez Verdejo znany raczej jako Monchi, zakontraktuje czwartego na naszej liście środków uzależniających, Heldera Postigę. I nie jest to bynajmniej żart, ani wymysł, bo Portugalczyk jest numerem jeden na liście życzeń Del Nido w razie odejścia Negredo.

Nie byłby to taki głupi ruch, bo jak wskazuje przedstawiona powyżej tabelka, uzależnienie wychodzi hiszpańskim zespołom na zdrowie i warto je pielęgnować. 7 z 10 zespołów wykazujących najmocniejsze objawy to drużyny z czołowej "10" ligowej tabeli.

Potęgi bez armat

Na tym tle odróżniają się jedynie Real Sociedad, Malaga i Getafe, ale jest na to proste wytłumaczenie. Żaden z tych klubów nie miał przez cały sezon pewniaka na pozycji typowej "9".

W Sociedad najwięcej bramek ustrzelił Vela, czyli skrzydłowy, nierzadko wystawiany jednak w pierwszej części sezonu na szpicy. Rasowy napastnik jakim jest Imanol Agirretxe odblokował się dopiero w drugiej części sezonu i by dogonić Meksykanina zabrakło mu jednej bramki. Wpływ na taki rezultat ma też rotacja, namiętnie stosowana przez długi okres przez Montaniera.

Getafe miało przez cały sezon spory problem z napastnikami. Za strzelanie bramek w drużynie Luisa Garcii Plazy odpowiadać miało dwóch młodych, obiecujących zawodników: reprezentant La Rojita, sprowadzony z Espanyolu, Alvaro Vazquez oraz wypożyczony z Valencii, strzelający bramkę za bramką w reprezentacjach młodzieżowych Paco Alcacer. Żaden z nich goleadorem ne został. Z napastników najwięcej trafień (6) zanotował Adrian Colunga, a całą trójkę wyprzedził pomocnik, Diego Castro, głównie za sprawą rzutów karnych, które wykonuje z rewelacyjną skutecznością. Pod koniec sezonu zamiast typowego środkowego napastnika szkoleniowiec Azulones desygnował do gry fałszywą "9" w osobie Angela Lafity.

Także pomocnik został najlepszym strzelcem w Maladze. Drużyna z Andaluzji zaczynała ten sezon bez zawodników najbardziej wysuniętej formacji. Jeszcze w pierwszym spotkaniu sezonu, 3 punkty zapewnił drużynie Manolo Pellegriniego 17-letni reprezentant klubowej cantery, Fabrice Ollinga. Niedługo potem sprowadzono Saviolę i Santa Cruza. Żaden z nich nie zawiódł, ale dzieli między siebie czas gry i w konsekwencji żaden z nich sporej zdobyczy bramkowej nie mógł nawet marzyć.

Gole na wagę... spadku?

Bramka bramce jednak nierówna. Czwarte trafienie Messiego w tym samym spotkaniu może zasługuje na burzę braw na Camp Nou, ale ekstra punktów za to nie ma (co najwyżej Złota Piłka). Warto więc zbadać bramki, które miały naprawdę duże znaczenie dla końcowego rezultatu i sprawdzić, czy dany zespół zgromadziłby tyle samo punktów bez wsparcia swojego lidera. Oto co z takich wyliczeń wynika:


Kolejne kolumny: punkty zdobyte dzięki bramkom najlepszego strzelca, punkty zdobyte ogółem, procent punktowej zależności

Najwięcej punktów swojej drużynie dostarczył - niespodzianka - Leo Messi, który uciekając z Barcelony zabrałby ze sobą aż 28 punktów, czym bije na głowę konkurencję. Gdy jednak spojrzymy na % wywalczonych "samodzielnie" punktów dojdziemy do wniosków, które przeczą poprzednio postawionej tezie.

Oto okazuje się bowiem, że największy faktyczny udział w zdobyczy punktowej swojej drużyny zapewnił sobie zdobytymi bramkami Helder Postiga, reprezentujący barwy czerwonej latarni La Liga, Realu Saragossa. Powstaje pytanie, co by drużyna Los Blanquillos zrobiła bez Portugalczyka. Dokonałaby samorozwiązania? Patrząc na problemy finansowo-organizacyjne i machlojki prezydenta Agapito Iglesiasa to całkiem prawdopodobne rozwiązanie.

Wciąż wysoko w tej klasyfikacji jest Negredo, zadziwiająco ważne trafienia notował Piti (tu też zanosi się na detoks), spadł nam nieco Leo Messi (ale to już z pewnością na skutek absencji). Dziwić może jednak rezultat Falcao. Kolumbijczyk był odpowiedzialny za gros bramek swojej ekipy, ale jak widać spora część jego twórczości była sztuką dla sztuki. Duża w tym zasługa spotkania przeciwko Deportivo, które podopieczni Simeone zakończyli tryumfem 6:0, a popularny El Tigre własnymi siłami ustrzelił wówczas manitę

Co z tym fantem zrobić?

Gdy my będziemy cieszyć się urokami sezonu ogórkowego, odzwyczajając się od oglądania piłki kopanej rodem z Hiszpanii, drużyny Primera Division będą zastanawiały się, co zrobić z tą dependencia. Bo jak udało nam się powyżej ustalić, jest to narkotyk jak każdy inny. Niby jest po nim przyjemnie, ale w konsekwencji może zabić. Jedni nałóg po prostu rzucają, inni szukają remedium (na nieszczęście Barcelony Neymar nie znajduje się na liście leków refundowanych). Czas pokaże, co okaże się lepsze. Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook