Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 10 października 2013

Meksyk z nożem na gardle

Victor Vucetich, fot. goal.com
Tak źle Meksyk nie grał od lat. Świeżo upieczony selekcjoner Victor Manuel Vucetich jest pod ogromną presją - obejmuje reprezentację w trudnym momencie przed dwoma najważniejszymi, i jednocześnie ostatnimi meczami eliminacyjnymi.

Z zatrudnieniem byłego szkoleniowca Monterey, jednego z największych klubów Ameryki Środkowej, Meksykanie wiążą wielkie nadzieje. Cierpliwość tamtejszej federacji dobiegła bowiem końca. Jose Manuel "Chepo" De La Torre pożegnał się z posadą selekcjonera między dwoma wrześniowymi meczami eliminacyjnymi. Wielką odwagą wykazał się przy tym prezydent Justino Campeon, który zwolnił "Chepo" dzień po przegranym meczu z Hondurasem, a na trzy dni przed arcyważnym spotkaniem z odwiecznym rywalem, Stanami Zjednoczonymi. To był jasny sygnał, że całą odpowiedzialność za kiepskie wyniki w eliminacjach do mundialu i niepowodzenie w Złotym Pucharze ponosił selekcjoner. Mimo tego, że zawodnicy nie imponują formą od kilku miesięcy.

Pierwsze poważne ostrzeżenie De La Torre otrzymał już pod koniec lipca. Wówczas Campeon, mimo sprzeciwu kibiców, pozostawił selekcjonera na stanowisku. Nazywając to "drugą szansą" zaznaczył jednak, że cele stawiane trenerowi nie zostały osiągnięte. Teraz już wiemy, że nie była to dobra decyzja, a wcześniejsze zastąpienie De La Torre kimś innym mogłoby uchronić Meksyk przed fatalnymi występami we wrześniu oraz krytyką ze strony kibiców.

Zakochani w piłce nożnej i w swoim dziedzictwie Meksykanie nie mogli wybaczyć "Chepo", że stawia na naturalizowanych zawodników. Duet z Argentyny, Christian Gimenez i Lucas Lobos, wystąpił w kilku spotkaniach w linii pomocy, jednak mimo obietnic zwiększenia jakości gry, w żadnym stopniu nie przyczynił się do wygrania przez "El Tri" choćby jednego meczu. Komentatorzy zarzucali, że poprzez powoływanie zawodników urodzonych w innym kraju Chepo przyrównuje Meksyk do rywali z północy, którzy według nich w pogoni za sukcesem biorą wszystkich i wszystko, co popadnie. To nie mogło przejść bez echa w kraju, w którym kultywuje się dumę z własnej narodowości.

Meksyk zdobył w ostatniej fazie eliminacji zaledwie osiem punktów w ośmiu meczach. Pokonał tylko ostatnią w tabeli Jamajkę, zremisował w pięciu spotkaniach (w tym cztery razy po 0:0, czy to jakiś rekord?), zaś przegrał Hondurasem i USA, co z pewnością boli najbardziej. Meksyk grał w pięciu ostatnich mundialach, teraz jego udział w mistrzostwach stoi pod znakiem zapytania.



Oczekując cudu, Meksyk zatrudnił czarodzieja tamtejszej piłki. Victor Manuel Vucetich to najbardziej utytułowany trener w kraju Azteków. Gdy zastąpił De La Torre, zbytnio nie przejął się ostrą debatą o grze naturalizowanych piłkarzy, powołując na pierwsze zgrupowanie dokładnie tych samych Argentyńczyków, których odkrył De La Torre. Vucetich ma również swojego Mariusza Lewandowskiego, gdyż do kadry po długiej przerwie wrócił Rafael Marquez, były zawodnik Barcelony i New York Red Bulls, obecnie w Club Leon. O ile pobyt Marqueza w Stanach był katastrofą, po powrocie do ojczyzny rozgrywa świetny sezon, co nie umknęło selekcjonerowi.

Przed październikowymi meczami do kadry dołączyli grający w Europie Javier Hernandez, Giovani Dos Santos i Javier Aquino. W składzie znalazł się również Guilhermo Ochoa, bramkarz Ajaccio. Jego obecność jest zaskakująca, gdyż jeszcze kilka tygodni temu nie przyjął powołania na mecz kadry prowadzonej jeszcze przez De La Torre. Carlos Vela, który w tym samym czasie również nie skorzystał z "zaproszenia", w październiku dla Meksyku nie zagra.

Kluczowe dla układu w tabeli będzie piątkowe spotkanie z Panamą, w barwach której regularnie występuje obrońca Lecha Poznań, Luis Henriquez. Oba zespoły mają po osiem punktów, jednak w tej chwili na czwartym miejscu premiowanym barażem znajdują się Panamczycy. Honduras, który znajduje się w "bezpiecznej" strefie i ma przed sobą "lekki i przyjemny" mecz z Jamajką, powinien być raczej spokojny o swoją pozycję. Racjonalnie patrząc jedyne, na co może liczyć Meksyk, to miejsce w barażu. Tam czeka już Nowa Zelandia, pierwszy zespół Oceanii. W tym starciu mimo wszystko faworytem byliby podopieczni Vuceticha.

Zarówno Panama, jak i Meksyk, grają ciężkie mecze na koniec fazy grupowej - Panama gościć będzie Amerykanów, zaś Meksyk pojedzie na trudny teren do Kostaryki. Stadion Narodowy w San Jose jest do tej pory niezdobytą twierdzą - Kostarykanie nie stracili u siebie choćby punktu.

Do Vuceticha należy zatem uzdrowienie zepsutej przed De La Torre atmosfery i ustalenie ofensywnej i skutecznej taktyki. Przy dobrym wykorzystaniu potencjału trójki Chicharito - Dos Santos - De Nigris, nie powinno być z tym problemu. Jeżeli mu się powiedzie, po raz kolejny z rzędu zobaczymy "Azteków" na światowym czempionacie. Tobiasz Pinczewski
comments powered by Disqus
facebook