Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
wtorek, 13 maja 2014

Luke Shaw - skarb czy wymówka Anglii?

foto: skysports.com
Można by sądzić, że Luke Shaw - 18-letni lewy obrońca świętujący właśnie bardzo udany, pełny sezon w Premier League - szybciej stanie się gwiazdą niż problemem angielskiego futbolu. Tymczasem na Wyspach wciąż nie do końca wiedzą, co z tym talentem zrobić - schować go w cieniu bardziej doświadczonych piłkarzy, czy może już z dumą prezentować w świetle jupiterów.

Nie ma żadnych wątpliwości, że na skali talentu Shaw jest bardzo blisko wyniku maksymalnego. Chociaż po statystykach z tego sezonu dowiecie się, że to nie jest już produkt ostateczny, bo obrońcy Southampton brakuje właśnie tego - np. skutecznego ostatniego zagrania - to jego siła, szybkość, ale i dojrzałość w grze sugerują bardzo rzadko spotykany przypadek. Może i nie wbił się on w świadomość kibiców golami, jak kilka... (już!) kilkanaście lat temu Wayne Rooney, ale nie tego od zawodnika na jego pozycji się oczekuje.

Znacznie częściej samemu skutecznie dryblujący niż pozwalający się przedryblować rywalowi, jeszcze rzadziej faulujący, skutecznie odbierający piłkę (prawie 60% udanych odbiorów), umiejętnie wykorzystujący miejsce na swojej flance, zwłaszcza we współpracy ze skrzydłowym. On na ten poziom wszedł szybciej niż Leighton Baines, również już wydaje się zawodnikiem bardziej odpowiedzialnym w defensywie niż na jakimkolwiek etapie kariery był Glen Johnson, prezentując również szerszy wachlarz umiejętności niż Wayne Bridge, który niedawno zakończył karierę. I tylko Ashley Cole trzyma go w swoim cieniu.

Po wyborze kadry na brazylijski mundial w angielskich mediach zadowolenie miesza się z bardzo zachowawczą... obawą. Zupełnie jak gdyby lewa obrona - zdecydowanie najlepiej obsadzona pozycja w drużynie Roya Hodgsona - była największym problemem selekcjonera, przyczynkiem do szerszej debaty, którą napędza sam szkoleniowiec. Wyrozumiałe, godne statusu wybitnego reprezentanta zachowanie Ashleya Cole'a po rozmowie z Hodgsonem lekko sprawę utrudniło, nawet jeśli najlepszy lewy obrońca w historii angielskiego futbolu ostatnio grał mało lub rzadko.

- Jeśli Leighton Baines odniesie kontuzję w meczu przeciwko Peru, mój wybór jego zastępcy będzie po prostu bardzo złą decyzją - powiedział wczoraj Roy Hodgson na prezentacji składu. Czyżby? Oczywiście doświadczenia piłkarza, który grał dla swojego kraju ponad sto razy nie da się przecenić, ale z pewnością to umiejętności Luke'a Shawa predysponowały go do znalezienia się w reprezentacji Anglii na mistrzostwa świata w Brazylii. Skoro obrońca Southampton miał świetny sezon, grał dojrzale, nie ma problemu z fizyczną walką, wytrzymywaniem trudów rywalizacji i jeszcze na tle takich tuzów jak Baines czy Cole wypada lepiej niż przyzwoicie to takich komentarzy ze strony Hodgsona powinno zabraknąć.

Strach przed wielkim talentem Shawa sięga głębiej niż tylko pozostawieniu Ashleya Cole'a na bocznym torze, gdzie czysto hipotetyczna sytuacja kontuzji Bainesa wywołuje takie obawy. Być może nawet nie tyle mówi najwięcej o lewym obrońcy Southampton, ale angielskim futbolu, stanie ich kadry i samym selekcjonerze. Może zbyt łatwo gasząc ich entuzjazm po ogłoszeniu stosunkowo młodej kadry (gdzie 25% reprezentantów ma mniej niż 5 spotkań) już widać pragmatyzm nakazujący im kwestionowanie decyzji bardziej zrozumiałej niż kontrowersyjnej.

Może i Roy Hodgson sam ten scenariusz wymyślił, by z obawy nad możliwością gry Shawa przeciwko drużynom z Włoch czy Urugwaju "otworzyła" mu się furtka do wystawienia znanych już od lat piłkarzy, a nie Sterlinga, Oxlade'a-Chamberlaina, Barkleya i nieco od nich starszych Wilshere'a, Welbecka czy Sturridge'a. Bezpieczeństwo przede wszystkim, doświadczenie najistotniejszym czynnikiem wyboru pierwszej jedenastki, a w pogotowiu szybkie wybieranie numerów do Cole'a, Defoe czy Carricka. Zupełnie jak Fabio Capello przed laty szukający szans reprezentacji Anglii u Paula Scholesa czy Jamiego Carraghera...

Więc gdzie jest miejsce Luke'a Shawa? Czy na pewno regularna gra od dopiero dwóch sezonów dla drużyny środka tabeli angielskiej ekstraklasy jest wystarczającą zaletą młodego piłkarza, by brać go na mundial? Schowajmy między bajki twierdzenia, że Shaw jedzie tam "po naukę" - skoro jest piłkarzem ambitnym to i gotowym do zastąpienia Bainesa w razie nagłej potrzeby, nawet jeśli Roy Hodgson sądzi inaczej. Może faktycznie nie ma jeszcze tego wyczucia Cole'a przy ustawianiu się i zwyczajowym ratowaniu wybiciem z linii bramkowej wyniku reprezentacji Anglii, ale nawet nie dostał na to szansy.

Sytuacja Shawa w kadrze - dziwne pomieszanie ekscytacji z zawieszeniem w sytuacji, gdzie jest nadzieją, ale i problemem, obawą selekcjonera - kontrastuje z tym, co ważniejszego może się zdarzyć w jego karierze. Manchester United wyłoży na lewego obrońcę prawie trzydzieści milionów funtów, oferując mu jednocześnie długi i spory kontrakt. Kontrast ten jest tak przesadzony, a cena wywindowana, że największym zagrożeniem dla wciąż młodej kariery Shawa jest balansowanie między statusem "najlepszym nastolatkiem na świecie" ("The Daily Telegraph") a byciem "najbardziej ryzykowną decyzją" Roya Hodgsona.

Luke Shaw nie jest żadnym z nich. Jest "tylko" rezerwowym w reprezentacji, który ma zdrowie i umiejętności do walki w trudnych warunkach i pod presją. Na pewno nie jest piłkarzem wartym prawie trzydziestu milionów funtów, bo, jakkolwiek absurdalnie może to zabrzmieć, boczni obrońcy nie gwarantują tytułów ani nawet miejsca w Lidze Mistrzów - czego najlepszym przykładem jest dużo skuteczniejszy Leighton Baines i jego Everton.

Skromny, zdający sobie sprawę ze swoich braków, ciężko pracujący i ambitny - taki przydałby się i Anglii, i United. Może dla niego najkorzystniej byłoby zostać tam, gdzie już znają i traktują go najlepiej? Michał Zachodny
comments powered by Disqus
facebook