Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
sobota, 11 maja 2013

Łukasz Piszczek w Londynie, czyli szukanie sensu

fot. bundesliga.de
Nic to, że taki transfer nie ma sensu - brytyjski Telegraph śmiało donosi, że Łukasz Piszczek znalazł się na celowniku Arsenalu.

O tym, że gazety tej nie należy traktować zbyt poważnie, świadczyć może już sam fakt, iż artykuł zdobi wspaniałe zdjęcie Jakuba Błaszczykowskiego. Kapitan reprezentacji Polski w ujęciu tym rozkłada bezradnie ręce jakby chciał powiedzieć to nie ja byłam Ewą jestem Piszczek. Dziennikarz, jak widać, nie uwierzył i dalej twierdzi że polski obrońca o twarzy polskiego skrzydłowego zastąpi na Emirates Stadium Bacary'ego Sagnę.

Zdaniem dziennikarza możliwe jest odejście prawego obrońcy Arsenalu już w lecie tego roku. Miałoby się tak stać, gdyż Sagna nie chce podpisać nowego kontraktu - a w każdym razie negocjacje się opóźniają - zaś Arsene Wenger nie chce dopuścić do wygaśnięcia umowy i odejścia za darmo francuskiego defensora. Wobec tego planuje on swego rodaka sprzedać do Paris Saint Germain lub gdziekolwiek indziej, zaś jego następcą uczynić Łukasza Piszczka.

Problem w tym, że o ile ruch ze sprzedażą Francuza ma sens z ekonomicznego punktu widzenia, tak szukanie następcy w Łukaszu Piszczku jest kuriozalne pod względem sportowym. By do takiej sytuacji doszło, wpierw w Arsenalu musiałoby dojść do znacznie poważniejszych przetasowań kadrowych.

Inny styl gry

Bacary Sagna i Łukasz Piszczek, pomimo podobnej pozycji na boisku, mają zupełnie różne charakterystyki. Francuz jest piłkarzem skupionym przede wszystkim na defensywie. W tej materii należy do światowej czołówki piłkarzy na swojej pozycji - dobrze się ustawia, znakomicie kryje, jest silny i wystarczająco zwrotny. Ma jednak pewne problemy z podłączaniem się do akcji ofensywnych, w szczególności zaś z dośrodkowaniami, o niecelności których opowiada się już legendy.

Piszczek - przeciwnie. Jest graczem bardzo ofensywnym - zresztą, jeszcze przed wyjazdem do Niemiec grał w Zagłębiu Lubin jako napastnik. Do jego największych zalet należy dublowanie i obieganie skrzydłowego, błyskotliwe wejścia w pole karne rywali, niezła wrzutka i dobre wykańczanie akcji. Łatwo natomiast daje się ograć - mimo świetnego występu przeciw Cristiano Ronaldo. W tym sezonie Bundesligi i Ligi Mistrzów jedynie asekuracja Mattsa Hummelsa ratowała Borussię przed szansami bramkowymi kreowanymi stroną Piszczka.

Widać więc wyraźnie, że charakterystyka obu zawodników sprawia, że ciężko w Polaku widzieć "następcę" Francuza. Są zbyt różnymi piłkarzami, mają inne zalety i inne wady. W zasadzie na swojej pozycji stanowią dwa odległe bieguny. Zastąpienie Sagny Piszczkiem jawi się więc jak zastępowanie miodu pieprzem.

Potrzeba matką wynalazku transferu

Wobec odmienności obu zawodników, warto zastanowić się której charakterystyki potrzebuje Arsenal. Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Przede wszystkim, w tym sezonie Premier League zdecydowanie odstaje atak Kanonierów. Nie strzelają oni już tylu bramek co w poprzednich sezonach, natomiast bardzo dobrze bronią dostępu do własnego pola karnego.

Jednak zastępowanie Sagny Piszczkiem nie jest odpowiednią drogą do podniesienia poziomu ofensywy Arsenalu. W normalnych warunkach personalnych, tj. bez niespodziewanych kontuzji, przed Francuzem występuje Theo Walcott. Anglik jest piłkarzem ofensywnym, który ustawia się wysoko i rzadko powraca, by wspierać działania bocznego obrońcy. Przykłady tego można mnożyć i wskazywać konkretne akcje z niemal każdego spotkania podopiecznych Wengera, w których prawa strona nie miała wsparcia skrzydłowego. Najlepszy jednak będzie tu mecz z Manchesterem United, zremisowany 1:1 na Emirates Stadium zaledwie kilka tygodni temu. Bacary Sagna, pozostawiony sam na prawej stronie boiska, był nieustannie nękany przez zawodników Manchesteru United. Większość okazji mistrza Anglii stworzonych zostało lewym skrzydłem, a sam Francuz w akcji, która przyniosła podopiecznym Fergusona rzut karny, popełnił dwa błędy - najpierw źle podając piłkę, a potem faulując Robina van Persiego w polu karnym.

Oczywiście tak fatalny błąd, jak zagranie Francuza do rywala na własnej połowie, nie ma usprawiedliwienia. Warto jednak zwrócić uwagę, że defensor Arsenalu nie miał opcji zagrana piłki szerzej, gdyż Walcott ustawiony był zbyt wysoko. Musiał więc grać do środka, wybrał źle i potem desperacko próbował ratować błąd, co zakończyło się rzutem karnym.

W świetle tych wydarzeń, należy postawić pytanie czy Łukasz Piszczek zachowałby się w takiej sytuacji lepiej. Jego ofensywna natura musiałaby być w Arsenalu nieustannie tłumiona - w przeciwnym razie ciągle doprowadzałaby do luk na prawej stronie defensywy. A przecież Kanonierzy od odejścia Songa grają bez klasycznego defensywnego pomocnika, który mógłby ubezpieczać linię obrony w takich sytuacjach. Mikel Arteta, grając najbardziej cofniętego zawodnika środkowej linii, wciąż jest piłkarzem ustawionym dość ofensywnie.

Nie wiem, ile prawdy jest w doniesieniach Telegrapha. Wiem natomiast, że transfer Łukasza Piszczka na Emirates nie ma sensu pod względem sportowo-taktycznym. Z drugiej strony... sprowadzanie Andre Santosa, Park Chu-Younga czy Mikela Silvestre też było tego sensu pozbawione. Marcin Wierciński
comments powered by Disqus
facebook