Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 17 kwietnia 2013

Kto zastąpi Xabiego?

fot. marca.com
Tak jak dla działaczy Barcelony, tematem który spędza sen z powiek jest poszukiwanie nowego bramkarza, w obliczu coraz bardziej nieuchronnego pożegnania z Victorem Valdesem, tak w obozie największego rywala klubu z Katalonii najgorętszą kwestią jest przyszłość Xabiego Alonso i ewentualna przyszłość Realu bez Baska w składzie.

Opieszałość jaką wykazuje się wychowanek Real Sociedad w negocjowaniu nowej umowy i nieoficjalne doniesienia prasowe, sugerujące, że sam zainteresowany nie jest do końca przekonany co do pozytywnego zakończenia tych rozmów, napawają niepokojem wszystkich tych, którym leży na sercu dobro klubu z Santiago Bernabeu. A dla zarządu są cichym sygnałem do poszukiwania alternatyw.

Nowy Xabi Alonso?

Działacze Los Blancos ubezpieczyć się na wypadek utraty ponad 100-krotnego reprezentanta Hiszpanii próbowali już dawno. W tym celu półtora roku temu rzekomo wystosowali do jego macierzystego klubu ofertę kupna dwójki talentów, wyprodukowanych przez tamtejszą szkółkę, Rubena Pardo i Asiera Illarramendiego. Tzw. bezpieczna opcja (wszak wymieniona dwójka to niemal wierne kopie swego bardziej doświadczonego krajana) nie wypaliła, bo na Anoeta już wtedy znali wartość obu wychowanków i nikt się nie kwapił, by odstąpić ich rywalowi po promocyjnej cenie. Temat starszego z pomocników wrócił zresztą całkiem niedawno, ale w grę wchodziła już kwota po wielokroć wyższa od tej proponowanej przy pierwszym podejściu i zaporowa nawet dla takiego giganta.

Odpowiedzialni za transfery przedstawiciele Królewskich wyciągnęli jednak wnioski z niepowodzeń, jakich doświadczyli na baskijskiej ziemi. Uruchomili zwoje mózgowe i miast szukać "nowego Xabiego Alonso", poczęli rozglądać się za zawodnikiem, który wpisałby się w model funkcjonowania drużyny lepiej od byłego zawodnika "The Reds", a jednocześnie zapewniałby minimum przyzwoitości w tych aspektach gry, w których ten wydaje się niezastąpiony. Kierowani przypadkiem Raphaëla Varane'a, którego transfer okazuje się jedną z bardziej trafionych transakcji ostatnich lat, zwrócili swój wzrok w stronę Francji.

...a może nowy Mahamadou Diarra?

Nowy cel Los Blancos nazywa się Geoffrey Kondogbia i jest przedstawicielem znakomitego francuskiego pokolenia '93, do którego zalicza się także wspomniany wyżej stoper Realu. Z robiącym furorę w stolicy Hiszpanii defensorem łączy go zresztą nie tylko wiek i wspólne występy dla młodzieżowych reprezentacji "Tricolores", ale także 7 lat spędzonych razem w Lens. O jego możliwej przydatności w zespole Mourinho nie decyduje jednak zażyłość relacji z zawodnikiem Realu.

Kondogbia kopie na co dzień futbolówkę w drużynie Sevilli i choć w klubie ze stolicy Andaluzji bawi ledwie od kilku miesięcy, z dnia na dzień staje się coraz bardziej istotnym elementem układanki Unaia Emery'ego. Tempo, w jakim młody Francuz notuje progres sprawia, że trybuny Ramón Sánchez Pizjuán stają się powoli dla niego za małe. A klauzula wykupu - 20 mln euro (czyli połowę tego, co Txuri-urdin zaśpiewali sobie podobno za Illarramendiego) kusi, zwłaszcza że zdesperowana Sevilla, w obliczu problemów finansowych, może być skora oddać Los Blancos kartę zawodniczą swego pomocnika za jeszcze niższą kwotę.

Dlaczego wychowanek RC Lens to dla Realu optymalny wybór? Bo może na Santiago Bernabeu stać się lepszą wersją dobrze wspominanego w stolicy Mahamadou Diarry. Geoffrey jest silny, dynamiczny, a dzięki swej boiskowej inteligencji szybko odnajduje się w nowych wariantach taktycznych i nie potrzebował wiele czasu by przystosować się do stylu gry preferowanego w Hiszpanii, który jak sam przyznaje, wymaga od niego podejmowania natychmiastowych decyzji, do czego nie był przyzwyczajony występując w ojczyźnie. W dodatku nie jest typem grzecznego chłopca, co w Madrycie niekoniecznie musi mu zostać poczytane za wadę. Jego obecność w składzie Realu mogłaby się przyczynić do zwiększenia i tak już zawrotnego tempa kontrataków Los Blancos, co kontrastowałoby z obecnym stanem rzeczy, w którym za płynność gry odpowiada Alonso, przez krytyków nazywany "głównym hamulcowym" Realu.

Florentino Pérez wchodzi do gry

Czas pokaże, co z tych nieśmiałych podchodów wyniknie. Florentino Pérez nie będzie w staraniach o sprowadzenie kumpla Varane'a osamotniony, gdyż zainteresowanie jego usługami wykazują też takie firmy jak Inter, Borussia Dortmund czy Manchester City. Prezes Realu jest jednak wytrawnym graczem na rynku transferowym, a determinacja to nieodłączna cechą jego poczynań na tym polu. Jeśli wierzyć mediom, już uderzył w tej sprawie do najwyższej instancji, czyli rodziców zawodnika. A dlaczego by nie? Wydaje się, że naprawdę warto. Marcin Serocki
comments powered by Disqus
facebook