Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
poniedziałek, 27 maja 2013

Kto bogatemu zabroni?

fot. MLSSoccer.blox.com
Szejkowie znowu w natarciu: dotychczasowy partner Manchesteru United do spółki z Manchesterem City chcą podbić Amerykę - wkraczają do Major League Soccer, obiecując pompowanie petrodolarów w tamtejszą piłkę. Wszystko w jednym z największych miast na świecie.

Kupno klubu w MLS nie jest trudne. Wystarczy dobry biznesplan, kilkadziesiąt lub kilkaset milionów dolarów i znana marka. Stadion i piłkarze są drudzy w kolejności, fanatyzm potencjalnych kibiców może być miłym dodatkiem. Tak powstaje New York City Football Club.

Od kilku miesięcy wiadomo było, że właściciele Manchesteru City wejdą na rynek amerykański i toczone były negocjacje między nimi a władzami Major League Soccer, z Donem Garberem na czele. Liga decyduje, ile za wykupienie licencji muszą zapłacić „wnioskodawcy”, jaki jest ich plan na rozwój klubu i ligi oraz jaki jest potencjał marketingowy klubu.

Udział szejków z City był nieodzowny z powodu koniecznych do wpłacenia pieniędzy na wykup licencji. Zaskoczyła jednak obecność bejsbolowego giganta, New York Yankees, którzy w 2001 roku podpisali umowę o współpracy z Manchesterem United. Od jakiegoś czasu nie słyszało się jednak o wspólnych posunięciach tych dwóch klubów. Mimo, że na pierwszy plan wysuwa się udział Manchesteru City, Yankees odgrywają teraz w całym przedsięwzięciu olbrzymią rolę: pomogą dobrze wejść w specyficzny rynek.

Krok do przodu

Ta franczyza jest najdroższą w historii. Kiedy jeszcze kilkanaście dni temu mówiło się, że odchodzący na emeryturę David Beckham ma chrapkę na kupno klubu MLS za 25 milionów dolarów, teraz szejk Mansour musiał wyłożyć rekordowe 100 milionów w zamian za możliwość ulokowania New York City FC w takim miejscu i w takiej lidze. Kwoty, których wymaga liga rosną z roku na rok, jednak ostatnio dołączający do ligi Montreal Impact musiał włożyć „jedyne” 40 milionów, a „Drwale” z Portland zaledwie 35 milionów. Beckham nie jest zaangażowany w działalność nowojorskiego klubu.

Tak wysoka kwota w przypadku New York City FC wiąże się z pewnością z wielkością rynku, który do ogarnięcia mają właściciele. Potencjał Nowego Jorku jest większy niż miast kanadyjskich, nawet biorąc pod uwagę, że jeden klub MLS w tym mieście istnieje już od kilkunastu lat. Jeżeli Ferran Soriano, odpowiedzialny za projekt ze strony City, do spółki z właścicielami New York Yankees dojdą do porozumienia w sprawie budowy stadionu we Flushing Meadows w Queens, ten potencjał marketingowy z pewnością wzrośnie. Wówczas bowiem NYC FC przejmą zainteresowanie fanów soccera z centrum miasta. Red Bulls, przyszli lokalni rywale, są utożsamiani głownie z New Jersey.

Jest to umowa niezwykła również ze względu na aspekt sportowy – pojawiła się szansa na drugie derby w tej lidze. Rozgrywane do tej pory SuperClasico między Chivas USA a Los Angeles budziło emocje, jednak z tyłu głowy kibice mieli świadomość, że są to derby nieco naciąganie, głównie biorąc pod uwagę czynnik geograficzny. Chivas z wieloma „naleciałościami” hiszpańskojęzycznymi ciężko było utożsamiać z LA, a bardziej z Meksykiem. Teraz Don Garber przyznał, że liczy na derby Red Bulls – New York City, gdyż takie rywalizacje napędziły już wielokrotnie popularność rozgrywek na całym świecie.

Obawy

Właściciele Manchesteru City i Yankees zagrali vabank.

Od powstania MLS polityka była ściśle określona – klub nie jest właścicielem kontraktów, nad wszystkim panuje liga. Wprowadzono tzw. salary cap, limity wynagrodzeń, by uniknąć nieczystej rywalizacji, a przede wszystkim wydawania ponad stan i trwonienia pieniędzy na horrendalnie wysokie wynagrodzenia. Takie zjawiska zniszczyły starą NASL w latach 80. i pomny tamtej porażki szefowie Major League Soccer wprowadzili restrykcyjną politykę finansową wobec klubów dołączających do nowej MLS w 1996 roku.

Zmieniło się to w momencie transferu Beckhama z Realu do Los Angeles Galaxy w 2006 roku. Wprowadzono tzw. „zasadę Beckhama”, wedle której każdy klub ma prawo zatrudnić trzech zawodników z rozpoznawalnymi nazwiskami (najczęściej z Europy) – część wynagrodzenia pokrywa wówczas liga, część klub. Wpłynęło to pozytywnie na poziom sportowy i na wzrost popularności soccera w Stanach.

Z tej zasady z pewnością chętnie korzystać będą właściciele Manchesteru City, którzy znajdą swoje pomysły na obsadzenie trzech miejsc dla kontraktów gwiazdorskich. Pamiętajmy jednak, że to nadal jest piłka nożna w Stanach Zjednoczonych – kuszenie wysokimi kontraktami znanych zawodników z Europy to jedno, możliwość sprowadzenia ich do takiej rzeczywistości to drugie. MLS od lat kojarzona jest głównie z domem spokojnej starości dla piłkarzy ze Starego Kontynentu, więc pieniądze mogą nie odegrać tu jedynej roli. Od szejków zależy zatem, jak odnajdą się w organizacji, w której główną polityką jest polityka wyrównywania szans między zespołami. Wspomniane salary cap wynosi prawie 3 miliony dolarów (do tej puli nie wlicza się jednak kontraktów gwiazdorskich i piłkarzy z akademii), dlatego prawdziwym wyzwaniem będzie dostosowanie wydatków w taki sposób, by się w tym limicie zmieścić.

Obawą jest również stadion – na tę chwilę New York City FC nie ma gdzie grać. W 2015 roku na pewno nie zagrają na własnym stadionie. Tutaj największą rolę odegrać mają Yankees, gdyż po podpisaniu umowy z MLS znalezienie swojego miejsca w mieście to najważniejszy cel klubu. Do momentu zakończenia budowy własnego stadionu (który prawdopodobnie stanie we wspomnianym Queens) klub musi grać w tymczasowym miejscu. Rozważa się oczywiście stadion Jankesów, na którym latem rozgrywano już piłkarskie mecze towarzyskie. Tam również triumfy święciło legendarne New York Cosmos w latach 80. kiedy na mecze z Chinaglią i Beckenbauerem przychodziło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Podobno bierze się pod uwagę Red Bull Arenę, a więc obiekt lokalnego rywala położony w Harrison. Ciężko uwierzyć, by dumni ze swojego stadionu Red Bulls chcieli dzielić się swoją perełką; świątynia Red Bulla, kosztowała wszystkich związanych z klubem dużo czasu i pieniędzy.

Jeżeli stadion miałby powstać we wspomnianym Queens, Yankees będą musieli dojść do porozumienia ze swoim rywalem z „branży” bejsbolowej, New York Mets, gdyż to w sąsiedztwie ich stadionu obiekt miałby powstać. To oznacza konieczność skorzystania z przestrzeni do zagospodarowania (parkingi, gastronomia), która należy do Metsów.

Niezbędne przy wybieraniu odpowiedniej lokalizacji będą konsultacje z mieszkańcami. Burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg cieszy się z kolejnego dużego klubu w mieście, ale jeszcze bardziej cieszyłby się z odpowiedniego rozłożenia zainteresowania fanów sportu. Znalezienie (dosłownie) potencjalnych kibiców będzie jednym z największych wyzwań - nijak to się ma do tradycji i przywiązania do klubu, jednak od dawna wiadomo, że klubowi potrzebny jest konsument, który kupi karnet czy pójdzie do sklepiku po pamiątki.

Z ekonomicznego punktu widzenia, rozpoczęcie rywalizacji w 2015 roku otwiera nowe możliwości. Garber nie ukrywa, że najbardziej liczy na wzrost znaczenia MLS w amerykańskiej telewizji. Kontrakty z ESPN, NBC Sports i Universum kończą się w 2014 roku, a od 2015 rozpoczyna się nowa runda. Bardzo możliwe, że NYC FC ma pomóc w zwróceniu uwagi na MLS, która ma obecnie znikomy udział w rynku, przez co w rankingach telewizyjnych plasuje się niżej niż transmisje Scrabble.

Co dalej?

Porozumienie jest, plany są, teraz przed właścicielami New York City FC dużo pracy. Dwa lata na skompletowanie kadry zarządzającej, sztabu szkoleniowego i listy piłkarzy to bardzo niewiele czasu. W tym celu zatrudniono na stanowisku dyrektora sportowego Claudio Reynę, kandydata niemal idealnego – byłego reprezentanta Stanów Zjednoczonych, z przeszłością w Manchesterze City. Reyna był znakomitym piłkarzem, ale uważa się go za jeszcze lepszego działacza, od kiedy znajduje się we władzach amerykańskiej federacji. Przy znajomości tamtejszych realiów jest nadzieją na przemyślaną politykę transferową – zwłaszcza, jeżeli chodzi o budowanie własnej akademii.

Dla MLS kolejnym wyzwaniem jest poszukiwanie klubu numer 21. Poznaliśmy dwudziesty zespół w MLS, jednak Garber na pewno na tym nie poprzestanie. Od kilku lat zapowiada, że lidze są jeszcze 2-4 miejsca do obsadzenia. Głównymi kandydatami są Miami, Orlando i Atlanta. Klub z Florydy jest typowany do przejęcia przez Davida Beckhama.

Można powiedzieć, że w ten sposób historia zatoczyłaby koło, gdyż obecną ekspansja MLS jest uznawana za kamień milowy. Kilka lat temu znakomitym posunięciem było sprowadzenie Beckhama do MLS, teraz krokiem do przodu jest powstanie New York City FC, a później klubu z Miami, o którym fani soccera w Stanach marzą od dawna.
Tobiasz Pinczewski
comments powered by Disqus
facebook