Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
środa, 3 lipca 2013

Krwawa wendeta Bońka

fot. goal.com
Szef Małopolskiego ZPN kompromituje się na oczach mediów i jeszcze ma czelność twierdzić, że to wszystko wina "onych", a w dodatku jest to czysta złośliwość ze strony nowych władz PZPN. Krytykujemy piłkarzy, trenerów... a co z organizatorami?

Sprawa była już omawiana w mediach. Zwycięzca Pucharu Polski w Małopolsce nie zagra na szczeblu krajowym, bo regulamin stanowi, że drużynę należy zgłosić do 30 czerwca. Ale finał do tej pory się nie odbył (planowany termin to 3 lipca, 17:30). Do tej pory wiele meczów było przełożonych ze względu na pogodę.

Nie wnikam, czy mecze przekładano z uzasadnionych powodów i czy zapisy regulaminu są niemądre - być może tak. Być może powinna być możliwość odwołania od tej decyzji (jak twierdzi Dyrektor Departamentu Rozgrywek Krajowych, formalnie nie przysługuje od niej odwołanie).

Rzecz w argumentacji Ryszarda Niemca, prezesa Małopolskiego Związku Piłki Nożnej. Oto próbki:

- Zdaje się, że władze PZPN-u nie wiedzą, gdzie leży Małopolska. Wcześniej po prostu nie było dogodnych terminów. Jaki problem, by potem do drabinki wstawić drużynę z Małopolski? Przeciwko nam zaczyna się krwawa wendeta. Wszystko dlatego, że MZPN zagłosował przeciwko nowemu statutowi PZPN

- To jest pobrzękiwanie szabelką i próba pokazania nam miejsca w szyku. Coś takiego wydarzyło się po raz pierwszy w historii Pucharu Polski, który przecież jest rozgrywany od lat 20. XX w. Te rozgrywki mają polegać na masowości, wszystkie drużyny miały mieć równą szansę. To haniebny ostracyzm.

Po pierwsze - mamy tu przykład syndromu oblężonej twierdzy, o którym chyba powinien wypowiedzieć się fachowiec. Oczywiście ta decyzja (o niedopuszczeniu zespołu z Małopolski do PP na szczeblu krajowym) nie ma nic wspólnego z regulaminem rozgrywek. Ależ skąd - to musi być zemsta! Nie lubią nas!

Po drugie - Ryszard Niemiec sugeruje, że w PZPN nie wiedzą, gdzie leży Małopolska. Jak rozumiem, tym samym twierdzi, że przez całą wiosnę na pozostałym obszarze Polski pogoda zawsze sprzyjała grze w piłkę? Aczkolwiek wiem, co usłyszałbym w odpowiedzi na ten zarzut. "Ale u nas było gorzej", "Ale inni mieli lepiej, bo..." I tak dalej, i tak dalej.

Po trzecie - stwierdzenie jaki problem, by potem do drabinki wstawić drużynę z Małopolski ewidentnie sugeruje, że prezes MZPN jest klinicznie niezdolny do rozumienia takich pojęć, jak "organizacja", "system", "przepisy", "regulamin" itp. A to dziwne, w końcu z jego przeszłością powinien być w tym mistrzem - poprzedni ustrój obfitował w różnego rodzaju zapisy, przepisy i obostrzenia. Sęk w tym, że prezes Niemiec wykształcił raczej perfekcyjną umiejętność ich obchodzenia w odpowiednich celach.

Po czwarte - zgadza się, wszystkie drużyny powinny mieć równe szanse, a te szanse miały im zapewnić związki okręgowe wysyłając w odpowiednim terminie zgłoszenie. Czy wszystkie pozostałe związki uknuły spisek i specjalnie szybko wysłały swoje zgłoszenia? A może manipulowały pogodą na terenie kraju?

Po piąte - krwawa wendeta, piękne sformułowanie, tylko scenariusze do telewizji pisać.

Powtórzę - nie rozstrzygam, czy prezes Niemiec ma rację. Być może należałoby w drodze wyjątku dopuścić zespół z Małopolski do rozgrywek. Ale czy to jest uczciwe wobec innych związków okręgowych, które jakoś zdołały zgłosić zespół? A poza tym - może należało wcześniej pomyśleć o odpowiedniej zmianie regulaminu? Można to było zasugerować w maju, gdy pogoda wyraźnie dawała do zrozumienia, że pewne mecze mogą się nie odbyć.

Natomiast argumentacja prezesa Niemca daje do myślenia. Raka toczącego polski futbol zbyt często szukamy na boisku zamiast w gabinetach. Dawid Jankowiak
comments powered by Disqus
facebook