Ta strona wykorzystuje pliki cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w Polityce prywatności.
czwartek, 23 maja 2013

Kosztowna rewolucja?

fot. skysports.com
Stoke City obiera nowy kurs - zwalnia Tony'ego Pulisa i chce zerwać z wizerunkiem "drwali". Tylko czy rozstanie z Walijczykiem to przemyślany ruch?

Pulis prowadził Stoke w dziesięciu spośród ostatnich jedenastu sezonów, z czego nieprzerwanie od siedmiu lat. W 2008 roku awansował z drużyną do Premier League, a następnie ustabilizował jej pozycję w elicie. Każdy z pięciu minionych sezonów Stoke kończyło w tabeli między 11. a 14. miejscem, z dorobkiem punktowym w przedziale od 42 do 47 punktów. W tym okresie zespół zagrał również w finale Pucharu Anglii i dotarł do 1/16 finału rozgrywek Ligi Europejskiej.

Styl gry

Ekipa Pulisa słynęła z fizycznego i agresywnego sposobu gry. Atakowała przy użyciu długich podań. Jak nikt inny potrafiła wykorzystywać stałe fragmenty gry. W jaki sposób zniwelować zagrożenie płynące z dalekich wrzutów piłki z autu w wykonaniu Rory’ego Delapa? – głowili się kilka lat temu wszyscy trenerzy w Premier League.

Styl gry Stoke nie był jednak tak prymitywny, jak mogłoby się wydawać. Wszystkie założenia brały się z uważnej analizy danych. Zawodnicy posyłali długie podania w te sektory boiska, z których istniało największe prawdopodobieństwa zdobycia bramki i dbali o to, by znajdowało się w nim jak najwięcej graczy. Przy stałych fragmentach gry potrafili zaskoczyć przeciwnika nie tylko poprzez niesamowitą umiejętność Delapa. Perfekcyjnie rozegrany rzut rożny na Upton Park, po którym gola strzelił Jonathan Walters, przeszedł do historii minionego sezonu.

Tradycyjnie wietrzne i głośne Britannia Stadium stało się prawdziwą twierdzą. Na wąskim boisku w środkowej części Anglii regularnie gubili punkty ligowi faworyci. Było to możliwe dzięki świetnej organizacji gry drużyny Pulisa w obronie. Nie dalej jak w pierwszej połowie minionego sezonu to właśnie Stoke traciło w Premier League najmniej bramek i najwięcej razy grało na zero z tyłu.


nevilleanalysisfinished przez dm_501dbc366483b

Ograniczenia

Przyjęcie takiego, a nie innego sposobu gry, okazało się w przypadku Stoke City bardzo pomyślne. Jeszcze dekadę temu klub, który właśnie obchodzi 150-lecie swojego istnienia, mógł tylko pomarzyć o stabilizacji na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej. Jednocześnie boiskowy styl drużyny Pulisa zawsze wiązał się jednak z pewnymi ograniczeniami.

Stoke nie było w stanie wznieść się na wyższy pułap. Co więcej, kontynuacja drogi obranej przez menedżera stawała się coraz bardziej kosztowna. Od kiedy klub z hrabstwa Staffordshire wywalczył promocję do Premier League, jedynie Manchester City i Chelsea przeznaczyły więcej pieniędzy na transfery (odejmując od kwot wydanych te pochodzące ze sprzedaży zawodników). Na Britannia Stadium płacą oczywiście stosunkowo niewielkie tygodniówki, ale finansowy bilans zysków i strat na tym polu pozostaje druzgocący.

Przy dokonywaniu zakupów Pulis zwykł patrzeć wyłącznie na jakość reprezentowaną w danym momencie przez danego gracza. Nie baczył na jego wiek i potencjalny, długofalowy rozwój (choć można też znaleźć wyjątki od tej reguły). W efekcie obecna kadra zespołu przepełniona jest zawodnikami, którzy najlepsze lata swojej piłkarskiej kariery mają już za sobą. Będzie można ich ewentualnie sprzedać jedynie za niewielkie kwoty. Wreszcie próżno szukać w szerokim składzie młodych graczy, nie mówiąc o wychowankach. Zresztą można zadać sobie pytanie: czy w ogóle możliwe jest szkolenie piłkarzy pod sposób gry preferowany przez walijskiego szkoleniowca?

Agresywne wejścia i zdarzające się brutalne faule zawodników Stoke nie wpływały również pozytywnie na opinię klubu w mediach. W ostatnich miesiącach swoje zniecierpliwienie zaczęli okazywać także kibice. Stało się to po tym, gdy Pulisowi nie udało się poprzeć bardzo dobrej pierwszej połowy sezonu drugą, kiedy to zespół miał poważny problem z wygrywaniem meczów.

Zły moment?

Właściciel klubu, Peter Coates, uznał, że przyszedł czas na zmiany. Przykłady West Bromwich Albion, Swansea czy Norwich pokazują, że wcale nie trzeba grać fizycznego futbolu, aby zadomowić się w środkowej części tabeli Premier League. Stoke ma pozbyć się łatek drwali i brutali. Drużyna ma grać atrakcyjną, nowoczesną piłkę.

Ponadto do kadry pierwszego zespołu mają być wprowadzani wychowankowie. Planowane są kolejne inwestycje w rozwój klubowej Akademii. Już pod koniec ubiegłego roku na nowo utworzone stanowisko dyrektora technicznego zatrudniono Marka Cartwrighta, co zresztą podważyło pozycję Pulisa.

Trudno nie okazać zrozumienia dla ambicji kierownictwa, które postanowiło podążyć za duchem czasu. Pytanie, czy jest to odpowiedni moment na gwałtowne kroki. Ktokolwiek obejmie posadę menedżera/pierwszego trenera – przykładowo łączony z nią Roberto Martínez – spotka w klubie kilkunastu zawodników, którzy zupełnie nie pasują do nowej koncepcji. Niezbędne będą gruntowne przetasowania, a co za tym idzie kolejne znaczące sumy pieniędzy na wzmocnienia. Można się zastanowić, czy nie byłoby lepiej (bezpieczniej?), gdyby przebudowę drużyny rozpoczął Pulis, np. poprzez odmłodzenie kadry.

- Kibicom nigdy nie powinna się znudzić stabilizacja, jaką przyniósł David Moyes Evertonowi czy Tony Pulis Stoke – pisał przed paroma miesiącami w Daily Mail Gary Neville, przypominając przykłady Leeds United i Portsmouth. Te dwa kluby, choć w nieco innych okolicznościach, boleśnie zapłaciły za to, że postawiły sobie zbyt wysokie cele. I zbyt szybko chciały je zrealizować.

Gwałtowne zmiany niosą ze sobą duże ryzyko. Czas pokaże, czy na Britannia Stadium odpowiednio je oszacowano. Wojciech Falenta
comments powered by Disqus
facebook